Kiedy kilkanaście lat temu, przygotowywałam pierwszy kurs z zakresu naturalnych metod rozpoznawania płodności dla studentów szczecińskich uczelni, postanowiłam, że dwudziestogodzinna nauka zostanie zakończona egzaminem. Podchodziłam do zadania profesjonalnie i chciałam, aby moi uczestnicy także dali z siebie coś więcej, niż tylko uczestnictwo w zajęciach.
Zaprzyjaźniony ksiądz, duszpasterz akademicki, nie był pewien, czy to dobry pomysł, ale ja postawiłam na swoim. Efekt był wspaniały. Sala pełna młodych, spragnionych wiedzy ludzi i tyleż samo osób na egzaminie, a później na dodatkowych rozmowach, w celu wyjaśnienia niektórych popełnionych błędów. Nikt nie marudził, nikt nie leniuchował. Poprzeczka postawiona wyżej, poświęcenie, wartość włożonej z obydwu stron pracy, sprawiła, że ludzie szanowali to, co otrzymują.
My, ludzie ochrzczeni, zostaliśmy obdarowani czymś o wiele cenniejszym niż wiedza, czy jakiekolwiek dobro materialne.
W momencie Chrztu Świętego zostaliśmy wszczepieni w Kościół Boży, który Chrystus nabył własną krwią. Wciąż nie mogę nadziwić się jak wielką cenę zapłacił Mesjasz, aby wykupić nas z niewoli grzechu.
Czy nie jesteśmy winni Mu naszej wdzięczności, która będzie wyrażała się podążaniem Jego drogami, budowaniem Królestwa Bożego na Ziemi, aktywnym uczestnictwem w życiu Kościoła?
Jesteśmy wspólnotą - członkami Ciała Chrystusa. Każdy z nas ma wpływ na kondycję Kościoła jako całości. Chrystus zapowiedział różne trudne sytuacje, które mogą zdarzyć się w życiu naszej wspólnoty.
„Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów.” (Dz 20, 29-30)
Nie powinno być dla nas zaskoczeniem, że Kościół nie jest idealny. Jako Żywa Budowla odzwierciedla słabość każdego z nas. Im dalej odchodzimy od Krzewu Winnego, tym bardziej negatywnie wpływamy na Winnicę Pańską, tym bardziej pozwalamy, by chwasty przysłaniały to, co najbardziej wartościowe i nie dopuszczały do wzrostu i dojrzewania winogron.
Bardzo nie lubię słuchać narzekania na Kościół ludzi, którzy nie uczestniczą aktywnie w jego życiu, lecz są zwykłymi obserwatorami, szukającymi błędów i niedociągnięć innych.
To tak samo, jakbym skarżyła się, że w moim domu jest straszny bałagan, nie starając się nawet włączyć w jakiekolwiek prace porządkowe.
Jeśli żyję w grzechu, nie korzystam z Sakramentów, to cóż wnoszę w rzeczywistość Mistycznego Ciała Chrystusa?
Jezus prosi w dzisiejszej Ewangelii o jedność wśród swoich uczniów, a więc także pośród nas. Błaga Ojca, aby ustrzegł nas wszystkich od złego, byśmy żyjąc w świecie przepełnionym grzechem, nie pełnili uczynków, które ten świat proponuje i często pochwala.
„Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i ja nie jestem ze świata.” (J 17, 15-16)
Mamy żyć w świecie i czynić ten właśnie świat Królestwem Boga, ale tego nie jesteśmy w stanie uczynić sami. Potrzebujemy Mocy z Wysoka.
Chrystus zwyciężył zło. Odkupił nas swoją drogocenną Krwią. Poświęcił siebie w ofierze, abyśmy żyli w prawdzie.
„A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie.” (J 17, 19)
Jakże wielką wartość musi mieć każdy z nas dla Boga. Przejrzyjmy na oczy. Zobaczmy, co w życiu najważniejsze. Boże Słowo będzie nas prowadzić i wtedy nasze życie nabierze prawdziwego blasku, sensu, odkryjemy, to co najważniejsze, nie damy się oszukać fałszywym prorokom i sami będziemy krzewić dobro i pokój.
„Słowo Twoje, Panie, jest prawdą, uświęć nas w prawdzie.”
To, co otrzymujemy od Boga i co dla nas przeznaczone na wieczność, jest najcenniejszym skarbem, dobrem, którego nie jest w stanie przewyższyć nic innego. Musimy tylko, jak ci szczecińscy studenci, otworzyć się, poświęcić swój czas, docenić to, co jest nam ofiarowane, wybrać z tysiąca propozycji tę jedną, najlepszą, która przyniesie nam prawdziwe szczęście i napełni nasze serca pokojem.