Święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Wczoraj wieczorem, leżąc przy naszej córce, rozmawiałam z nią na temat jej zachowania. Krnąbrny z niej dzieciaczek i dość często zdarzają się sytuacje nieposłuszeństwa z jej strony. Czasem trzeba podnieść głos, przemawiać do niej trochę bardziej stanowczo, aby uzyskać pożądany efekt. Mówiłam Faustynce o tym, że jest mi smutno, kiedy tak postępuje, że największy ból sprawia nam zawsze ignorancja ze strony osób bliskich, tych które kochamy.
Bardzo bym chciała, aby nasze dzieci były posłuszne, nie za względu na strach, ale z miłości, by potrafiły czynić dobro, dlatego że kochają.
Gdy rozważałam dzisiejsze czytania, zapragnęłam z całego serca, by wszystko, co będę robić dla Boga, wypływało z mojej miłości do Niego. Tylko wtedy to, co czynię przyniesie piękne owoce. Tylko wtedy będę w stanie iść w głąb i podjąć każde zadanie, które przede mną postawi, nawet to, które będzie, według mojej oceny, przerastało moje siły.
Chrystus, w dzisiejszej Ewangelii, modli się, w obliczu swojej męki, tymi słowami:
„Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie”. (Mt 26, 39b)
Jak potrzeba wielkiej miłości i zaufania wobec Ojca, by przyjąć z Jego ręki to, co napawa głębokim lękiem, co przeraża. Jak wielkiej miłości potrzeba, by zrobić krok wiary, by wejść w nieznane, będąc pewnym, że to wszystko ma sens. Jak wielkiej miłości potrzeba, by to co najcenniejsze, czyli swoje życie, złożyć w ramionach Ojca.
Proszę dzisiaj o miłość do Boga, bo wiem, że ona jest kluczem do podążania Jego drogami, do wprowadzania w życie zasad Jego Królestwa.
Bóg nie chce naszych ofiar, mnożenia praktyk religijnych, wyrzeczeń, jeśli nie wynikają one z naszej miłości i jeśli nie prowadzą do czynów pełnych dobra. Mówi o tym dzisiejsze pierwsze czytanie oraz Psalm:
„Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
lecz otwarłeś mi uszy;
nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: Oto przychodzę.
W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje Prawo
mieszka w moim sercu”. (Ps 40(39), 7-8a, 8b-9)
Czynić z radością wolę Bożą będziemy mogli tylko wtedy, gdy będziemy kochać Boga ze wszystkich sił i z całej duszy. Wtedy naturalne stanie się słuchanie Go, podążanie Jego drogami – tak jak naturalna jest chęć słuchania ukochanej osoby i bycia blisko niej.
Bóg nie oczekuje od nas wykonywania rzeczy sprzecznych z naszą naturą. To, czego doświadczamy w naszych ludzkich, oblubieńczych relacjach, możemy także odnieść do naszej więzi z Nim.
Dobrze wiemy, że niemożliwe jest, by miłość mężczyzny i kobiety rozwijała się, stawała źródłem szczęścia dla kochających się osób, bez wspólnie spędzanego czasu, rozmów. Tak samo niemożliwe jest przybliżenie się do Boga, pokochanie Go, bez przebywania z Nim na modlitwie, bez dialogu, bez poznawania Go w Słowie.
Poświęć Bogu swój czas, porozmawiaj z Nim, odłóż wszystko inne, by po prostu z Nim być, a zobaczysz, że zaowocuje to zbliżeniem, które będzie początkiem pięknej miłości i pójścia za Nim w całkowitej wolności.