W czasie Modlitwy Eucharystycznej, na wezwanie księdza: “W górę serca”, odpowiadamy: “Wznosimy je do Pana”. We Mszy Świętej w języku holenderskim ten tekst, tłumaczony dosłownie, brzmi: “Jesteśmy przy Panu”. Przyznam się, że zawsze wypowiadam te słowa z ogromnym przejęciem.
Być przy Panu... Cóż to oznacza w praktyce, w naszej codzienności? Przecież tu nie chodzi o jednorazowy zryw, o chwile uniesienia w czasie naszej modlitwy, ale o postawę serca, które trwa zawsze przy Nim, nieustannie jest ku Niemu zwrócone, u Niego szuka ratunku, wsparcia, odpowiedzi, z Nim dzieli radości i smutki, do Niego wraca, gdy doświadczy upadku.
Bóg nie cofa nigdy swojej obecności. On po prostu JEST. My natomiast mamy wolność - możemy żyć świadomi Jego bliskości, zanurzając w Nim naszą codzienność lub też szukać szczęścia poza Nim. Możemy powracać do Niego po każdym naszym upadku lub też, nie wierząc w Jego miłosierdzie, dając się zwieść nieprzyjacielowi, brnąć w przeciwnym kierunku, zamykając się na Niego.
Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje króla Dawida w czasie jego odejścia z tego świata. Cała scena przepełniona jest niezwykłym pokojem. Atmosfera, która tam panuje przyciąga mnie sprawia, że mam ochotę się w niej zanurzyć i trwać:
“Kiedy zbliżył się czas śmierci Dawida, wtedy rozkazał swemu synowi, Salomonowi, mówiąc:
Ja wyruszam w drogę przeznaczoną ludziom na całej ziemi. Ty zaś bądź mocny i okaż się mężem! Będziesz strzegł zarządzeń Pana, Boga twego, idąc za Jego wskazaniami, przestrzegając Jego praw, poleceń i nakazów, jak napisano w Prawie Mojżesza, aby ci się powiodło wszystko, co zamierzasz, i wszystko, czym się zajmiesz, ażeby też Pan spełnił swą obietnicę, którą mi dał: mówiąc: jeśli twoi synowie będą strzec swej drogi, postępując wobec Mnie szczerze z całego serca i z całej duszy, to wtedy nie będzie ci odjęty mąż na tronie Izraela. Potem Dawid spoczął ze swymi przodkami i został pochowany w Mieście Dawidowym”. (1 Krl 2, 1-4. 10)
Myślę, że umieraniu człowieka zawsze towarzyszy refleksja nad czasem, który upłynął. Bliskość śmierci skłania do podsumowania własnego życia, wyostrza spojrzenie na swoje błędy, ale także pomaga potwierdzić słuszność dokonanych wyborów.
Dawid umiera w spokoju, pewny prawidłowości drogi, którą wybrał. Pomimo upadków, grzechów, zawsze wiedział do Kogo wrócić, u Kogo szukać ratunku. Jego serce nieustannie szukało pomocy u Boga, zawsze tęskniło za odpocznieniem w Jego łonie. Dawid zaufał Bogu i to zaufanie otwierało mu zawsze bramy do domu Ojca. On wiedział, gdzie jego prawdziwe szczęście i pokój.
A gdzie Ty, drogi Bracie i droga Siostro, szukasz swojego szczęścia?
Czy życie, które prowadzisz daje Ci pokój, sprawia, że patrzysz z nadzieją w przyszłość, nie obawiając się jej?
Czy żyjąc tak, jak do tej pory, będziesz mógł (mogła) ze spokojem wyruszyć kiedyś w drogę przeznaczoną ludziom na całej ziemi?
Bóg zawsze przynosi pokój, ale my, obdarzeni wolnością, możemy go przyjąć lub odrzucić:
“I mówił do nich: Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”.