Wczoraj, przed Mszą Świętą, znajoma opowiedziała mi o książce, do której przeczytania zachęcił ją pewien ksiądz. Jest to pozycja św. Franciszka Salezego „Filotea. Wprowadzenie do życia pobożnego”. Razem prześledziłyśmy jej zawartość, zerkając na spis treści zawarty w Internecie. Nazwy rozdziałów wydały mi się na tyle interesujące, że po powrocie do domu odszukałam polską wersję książki. Przyznam się, że nie mogłam się od niej oderwać. Cały wolny czas przeznaczyłam na lekturę. Po przeczytaniu kilkudziesięciu stron moje serce zapłonęło pragnieniem głębszego przylgnięcia do Boga i doskonalenia się w miłości. Mam nadzieję, że ćwiczenia duchowe, które jeszcze przede mną, dopomogą mi w przemianie tęsknoty, która zrodziła się w sercu, w konkretne zmiany w moim myśleniu i zachowaniu.
Każdy z nas wezwany jest do świętości, do życia w zjednoczeniu z Bogiem. Uczymy się o tym od małego, słyszymy to wielokrotnie w Słowie Bożym, choćby dzisiaj, w Liście Świętego Pawła do Tesaloniczan:
„Bracia, prosimy was i napominamy w Panu Jezusie: zgodnie z tym, co od nas przyjęliście o sposobie postępowania i podobania się Bogu – jak już zresztą postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy w imię Pana Jezusa. Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie”. (1 Tes 4, 1-3a)
Bóg nie chce naszej stagnacji, osiągnięcia jakiegoś określonego poziomu w życiu duchowym, po to by się nim zadowolić i osiąść na laurach. On pragnie otwierać przed nami swoją przestrzeń, która jest nieograniczona, nieskrępowana jakimikolwiek limitami. Zaprasza nas, abyśmy przyjęli Jego Ducha, który może nas wznosić coraz wyżej i wyżej, ale w tempie, które On wyznacza.
Dążenie do świętości nie oznacza skupiania się na własnej doskonałości, ale na pozwoleniu Bogu, by to On nas coraz bardziej wypełniał. Zamieszkiwanie Boga w naszych wnętrzach sprawia, że zaczynamy pragnąć i dążyć tylko dobra, mając w nienawiści każde zło. Motywacją do wykonywania dobrych czynów staje się miłość do Boga, a nie nasze aspiracje, czy perfekcjonizm.
Tęsknię za świętym życiem, w którym wszystko: zarówno trudy jak i radości, będę przyjmowała z jednakowym zaufaniem do Boga, z jednakową prostotą i radością, Tęsknię za wykonywaniem dobrych uczynków z wielką ochotą, pomimo niewygód, których mogę doświadczyć. Tęsknię za ukazywaniem innym Boga moimi wyborami, życzliwością, uśmiechem, łaskawością.
Wierzę, że dusze wszystkich, którzy starają się być wierni Bogu, którzy przyjmują Jego zaproszenie do wejścia na drogę świętości, zgodnie ze słowami dzisiejszego Psalmu, mogą liczyć na Jego pomoc i błogosławieństwo:
„Pan tych miłuje,
którzy zła nienawidzą,
On strzeże dusz świętych swoich,
wydziera je z rąk grzeszników.
Światło wschodzi dla sprawiedliwego
i radość dla ludzi prawego serca.
Weselcie się w Panu, sprawiedliwi,
i sławcie Jego święte imię”. (Ps 97 (96), 10-12)
Myślę, że w naszym dążeniu do świętości, musimy zawsze pamiętać o tym, iż nie może być ona oderwana od rzeczywistości, w której żyjemy. Nie może stać w sprzeczności z naszym powołaniem lecz ma pomagać nam lepiej je wypełniać. Inaczej zatem przeżywać powinien swoją świętość kapłan, inaczej małżonkowie, a jeszcze inaczej samotnie żyjący naukowiec, czy zarządzający wielką firmą biznesmen.
Piękne jest to, że Bóg szanuje naszą życiową drogę, nasz charakter, talenty i dzięki swojej łasce pozwala nam jeszcze piękniej i głębiej realizować to, do czego nas wezwał.
Żyjemy na ziemi i musimy odnajdować się w ziemskiej rzeczywistości, uwzględniać naszą indywidualną sytuację, zawsze kierować się roztropnością. Zachęca nas do tego Ewangelia z dnia dzisiejszego, przedstawiająca panny roztropne i nierozsądne. (Por. Mt 25, 1-13) Myślę, że przypowieść ta ukazuje nie tylko potrzebę gotowości na spotkanie z Panem, ale pragnie także skierować naszą uwagę na to, iż żyjąc tu na ziemi musimy myśleć i kierować się zdrowym rozsądkiem. Cnota roztropności ważna jest w każdej dziedzinie naszego życia, także w naszej duchowości.