Każdy, kto jest rodzicem lub kto zna choć trochę naturę dziecka, doświadczył na pewno sytuacji, kiedy młody człowiek, robiąc coś dobrego, pięknego, wykonując jakąś czynność, która była dla niego wyzwaniem, chciał się tym pochwalić. Bardzo często słyszymy: mamo, tato popatrz! Ja już to umiem! Zobacz, co namalowałam! Popatrz, jakim jestem bramkarzem!
W każdy czwartek, na gimnastyce słyszę okrzyki dzieci, które chcą pokazać, siedzącym na trybunach rodzicom, swoje nowe umiejętności.
Nasze pociechy proszą nas nieustannie o uwagę, spojrzenie, o dostrzeżenie tego, co robią.
Proszą, bo widzą, że nie jesteśmy skupieni tylko na nich, że mamy swoje obowiązki, zamiłowania, które pochłaniają nas, odciągając od nieustannego wpatrywania się w nich.
Z Bogiem jest inaczej. On widzi zawsze. Widzi wszystko. Nie musimy przed Nim trąbić o tym, czego udało nam się dokonać. Nie musimy zdawać Mu relacji z naszych dobrych uczynków, aby były przez Niego zauważone, docenione.
Bóg dostrzega każdą najmniejszą kropelkę dobra, która sączy się z naszego serca. Widzi każdą naszą intencję. Wobec niczego nie jest obojętny. Nie od razu jednak chwali nas i nagradza. Jest dobrym, mądrym Ojcem. Uczy nas wciąż zaufania, wiary w to, że On chce zawsze naszego dobra.
Dzisiejsze pierwsze czytanie ukazuje Boga, który zawsze jest wpatrzony w człowieka, który nie pozostaje obojętnym na żaden czyn miłości dokonany przez niego:
„A teraz: gdy ty i Sara modliliście się, ja przypomniałem wasze błagania przed majestatem Pańskim; tak samo, gdy chowałeś zmarłych. A kiedy nie wahałeś się wstawać i opuszczać swojego posiłku, i iść, by pochować zmarłego, ja zostałem posłany, aby cię wypróbować. Równocześnie posłał mnie Bóg, aby uzdrowić ciebie i twoją synową, Sarę. Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański”. (Tb 12, 12-15)
Sara i Tobiasz modląc się o ratunek, całą swoją nadzieję złożyli w Panu. Wiedzieli, że On zna ich serca, że nie pozostanie głuchy na ich wołania. Nie zawiedli się. Bóg uruchomił od razu „akcję pomocową”, ale musiał upłynąć pewien czas, aby oni zobaczyli skutek swoich błagań.
Nie miejmy pretensji do innych, że nie widzą naszych starań. Są, tak jak my sami, ludźmi, którzy czasem pozostają ślepi, a czasem mało uważni. Czyńmy dobro pomimo wszystko i ze względu na Niego. Ono zawsze do nas wróci.
Ewangelia ukazuje nam dzisiaj Jezusa, który obserwuje ludzi wrzucających pieniążki do skarbony. On, Bóg dobrze wie, kto wrzucił najwięcej:
„Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie”. (Mk 12, 43b-44)
Wierzę głęboko, że Bóg mnie zna, że jestem dla Niego ważna, że patrzy na mnie nieustannie – nie po to, by oceniać, ale by podnosić, ratować. Wiem, że każde moje szczere wołanie, składanie w Jego dłonie wszystkiego, co mam i kim jestem, jest przyjęte. Ta świadomość sprawia, że noszę w sobie głęboki pokój, który pozwala mi przechodzić przez różne trudne sytuacje z wiarą, że mój Tata zna moje serce, każdy mój krok, każdą moją myśl, a Jego wzrok jest przepełniony zawsze troską i miłością, która przyniesie odpowiednią pomoc, w stosownej chwili.