Kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że pewien starszy pan, z którym odbywałam czasem krótkie rozmowy, trafił nagle do szpitala. Jego życiu zagrażało ogromne niebezpieczeństwo. Pomoc nadeszła, dzięki Bogu, w porę i po dłuższym pobycie w ośrodku rekonwalescencji, mężczyzna wrócił do domu. Czułam w sercu wielkie pragnienie, aby złożyć mu wizytę. Okazało się, że sprawiłam mu tym gestem ogromną radość. Od tej pory zaczęłam regularnie zaglądać do niego. Mężczyzna cały czas borykał się z bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi. Kilkakrotnie próbowano przeprowadzić drugi zabieg, aby odciążyć jego serce, ale żadne działanie nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Zaproponowano mu jeszcze jedną próbę, a w przypadku niepowodzenia, bardzo niebezpieczną operacją, która z wysokim prawdopodobieństwem mogła zakończyć się krwawieniem i śmiercią. W czasie naszych rozmów bardzo często poruszaliśmy tematy wiary. Kilkakrotnie modliliśmy się także razem o uzdrowienie. Zamówiłam dwa razy Mszę Świętą, w której prosiłam Boga o cud powrotu do zdrowia dla mojego znajomego.
Ostatnie badania wykazały, że jego serce pracuje normalnie. Po otrzymaniu wyników, lekarze stali zdziwieni, nie mogąc pojąć jak to możliwe. My wiemy, że to Bóg objawił swoją moc, że Ten, który wszystko może, zechciał okazać po raz kolejny swoje miłosierdzie.
Wierzę z całych moich sił, że Bóg jest w stanie uczynić wszystko. Dla Niego nie ma żadnych barier ani granic. Wystarczy jedno Jego słowo, by rzeczy zaczęły się dziać.
Abyśmy mogli zobaczyć jednak cuda w naszym życiu musimy mieć wiarę, która otwiera oczy, pozwalając dostrzec Boże działanie.
Każde doświadczenie, które staje się naszym udziałem, możemy oceniać z dwóch perspektyw – albo na sposób czysto ludzki albo poprzez pryzmat wiary. Kiedy doświadczamy jakiegoś błogosławieństwa, zaczynamy coś rozumieć, odbywamy budującą rozmowę z drugim człowiekiem, kiedy jesteśmy świadkami tego, że w miejsce choroby pojawia się zdrowie, możemy sobie powiedzieć, że tak po prostu wyszło, że to był przypadek lub też popatrzeć na to z innej strony – oczyma wiary, dostrzegając w tym Bożą ingerencję, troskę, miłość Najwyższego.
Ja wybieram zawsze tę drugą opcję.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu widzimy Jakuba, dla którego marzenia senne stają się okazją do bardzo konkretnego spotkania z Bogiem, do objawienia się Bożego planu w życiu patriarchy.
„We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy się wspinali i schodzili po niej na dół. A oto Pan stał nad nim i mówił: Ja jestem Pan, Bóg twego ojca, Abrahama, i Bóg Izaaka. Ziemię, na której leżysz oddaję tobie i twemu potomstwu. A potomstwo twe będzie tak liczne jak proch ziemi, ty zaś rozprzestrzenisz się na zachód i na wschód, na północ i na południe; wszystkie plemiona ziemi otrzymają błogosławieństwo przez ciebie i przez twych potomków. Ja jestem z tobą i będę cię strzegł, gdziekolwiek się udasz; a potem sprowadzę cię do tego kraju. Bo nie opuszczę cię, dopóki nie spełnię tego, co ci obiecuję”. (Rdz 28, 12-15)
Po przebudzeniu, Jakub był całkowicie pewny, iż we śnie mówił do niego sam Bóg. Nie przypisywał tego, co widział i słyszał, swojej wyobraźni. Jego myśli biegły w jednym kierunku:
„A Jakub, gdy zbudził się ze snu, pomyślał: Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem”. (Rdz 28, 16)
Jakub wiedział, że Bóg może przemawiać do człowieka na różne sposoby. Nie był więc zupełnie zdziwiony, że przyszedł do niego we śnie. W zdumienie wprawił go raczej fakt, że to on nie był świadomy Bożej Obecności, w tym konkretnym miejscu.
Bóg nigdy nikogo nie przymusza do przyjęcia określonego sposobu myślenia. Nie narzuca nam byśmy we wszystkim Go dostrzegali, interpretowali różne wydarzenia w świetle Jego nauki, Jego wszechogarniającej Obecności. On jest Bogiem, który pragnie, abyśmy naszych wyborów dokonywali w całkowitej wolności.
Możesz dostrzegać cuda w swoim życiu albo całkowicie je ignorować, patrząc na wszystko w sposób czysto rozumowy lub też widząc w nich ślepy traf, przeznaczenie. Wszystko zależy od Ciebie.
Chrystus dokonuje dzisiaj w Ewangelii dwóch cudów: wskrzesza córkę Jaira oraz uzdrawia kobietę cierpiącą na krwotok. Pierwszy z nich odbywa się w całkowitej intymności. Wie o nim tylko Jezus i owa kobieta:
„Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Mówiła bowiem sobie: Żebym choć dotknęła się Jego płaszcza, a będę zdrowa. Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: Ufaj córko! Twoja wiara cię ocaliła. I od tej chwili kobieta była zdrowa”. (Mt 9, 20-22)
W przypadku drugiego cudu, sam Jezus próbuje ukryć przed tłumem, mówiąc:
„Odsuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi” (Mt 9, 24)
Jezusowi nie zależało nigdy na rozgłosie i przekonywaniu kogokolwiek do tego, że jest Bogiem. On szedł i uzdrawiał tych wszystkich, którzy mieli otwarte serca, którzy nie krępowali Jego mocy przez swoją pychę i niewiarę. Pozwalał ludziom samodzielnie dokonywać wyboru.
A jakie jest Twoje serce? Czy jest w nim miejsce na przyjęcie Boga, który chce działać objawiając swoją moc i miłość? Czy może wygodniej jest Ci tkwić w Twoich przekonaniach, nie dopuszczając, by Ten, który wszystko może, mógł zmienić coś także w Twoim życiu?