Dzisiaj rano, po oddaniu samochodu do przeglądu, miałam możliwość przespacerowania się drogą, która prowadzi od warsztatu do naszego domu. Idąc wzdłuż rzeki, przyglądałam się przesuwającym się na niebie ciemnym chmurom. Posłuszne wiatrowi, płynęły w kierunku, który im wyznaczał. Patrzyłam na wodę, wsłuchaną w polecenia siły grawitacji, niezmiennie przemieszczającą się w kierunku morza.
Zawsze zachwyca mnie posłuszeństwo przyrody wobec praw fizycznych, nadanych miłującą ręką Boga. Natura nie musi się zastanawiać nad swoim powołaniem, nad tym, gdzie jej miejsce i jakie ma zadania do wykonania. Poddana Temu, który nad nią panuje, bierze udział w nieustannym tańcu życia, objawiając wielkość swego Stwórcy.
Jakże wspaniale byłoby, gdyby każdy z nas włączył się w ten przepiękny, najwspanialszy stwórczy zamiar Boga – zamiar, który ma na celu zawsze, niezmiennie jedno – szczęście i dobro każdego człowieka. Jakże inaczej mogłaby wtedy wyglądać nasza codzienność.
Rozeznać swoje powołanie, rozwijać je, służyć nim – to klucz do bycia współpracownikiem samego Boga, to prosta droga do tego, by pomagać Mu wypełniać Jego plan.
Zawsze patrzę z ogromnym podziwem na Świętego Pawła. Jest on dla mnie przykładem osoby bardzo świadomej swego miejsca w Kościele i w świecie - pewnej swego wybrania, namaszczenia, ale jednocześnie pokornej i w pełni poddanej woli Najwyższego.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu możemy to bardzo wyraźnie zobaczyć:
“A może niekiedy w liście tym zbyt śmiało się wyraziłem jako ten, który wam pewne sprawy stara się przypomnieć - na mocy danej mi przez Boga łaski. Dzięki niej jestem z urzędu sługą Chrystusa Jezusa wobec pogan, sprawującym świętą czynność głoszenia Ewangelii Bożej po to, by poganie stali się ofiarą miłą Bogu, uświęconą Duchem Świętym”. (Rz 15, 15-16)
Moim marzeniem jest zajmować się tym, co przygotował dla mnie Bóg, być w miejscach, do których On mnie posyła. Czasem chciałabym, by postąpił ze mną, jak szef, który przywołuje swojego pracownika, by oznajmić mu jakie zadania powinien wykonać, na co ma poświęcić swój czas.
Tak się jednak nie dzieje. Bóg nie daje mi jednoznacznej, konkretnej odpowiedzi. Mam wrażenie, że pragnie, abym sama odkrywała Jego zamysł krok po kroku, abym wykazała się determinacją i pomysłowością, podobnie, jak rządca z dzisiejszej Ewangelii. (Por. Łk 16, 1-8)
Cóż mam zatem czynić?
Myślę, że trzeba mi pozostać wierną głosowi, który wybrzmiewa, raz intensywniej, raz delikatniej, w moim wnętrzu, który sprawia, że moje serce zaczyna bić mocniej, gdy wykonuję pewne czynności, podczas, gdy od innych trzyma mnie na dystans.
Podejmować zadania, które nie przekraczają moich możliwości - takie, które bazują na moich naturalnych predyspozycjach i zdolnościach, których wykonywanie niesie głęboki pokój i radość.
Trwać w Bożej Obecności, czekając na poruszenia Ducha, który poprowadzi, ukaże ścieżkę w stosownym czasie, da pewność, że idę w dobrym kierunku.