Kiedy byłam małą dziewczynką, marzyłam, by grać na pianinie. Miałam dużo starszą koleżankę, która grała bardzo pięknie na tym instrumencie. Z jej mieszkania płynęła muzyka, którą doskonale słyszałam, będąc u mojej babci. Siadałam wtedy przy szafce, poruszałam palcami i wyobrażałam sobie, że to ja jestem wykonawcą utworu. Wydawało mi się, że kiedy następnym razem usiądę przy prawdziwym instrumencie, na pewno będę potrafiła grać, tak jak Joasia. Rzeczywistość okazywała się, niestety, za każdym razem zupełnie inna niż moje wyobrażenia. Oprócz kilku prostych melodyjek, nie chciało wyjść nic innego spod moich małych paluszków. Do tej pory brzmią mi w głowie słowa późniejszej nauczycielki ze szkoły muzycznej: „Aniu talent to tylko 10 procent sukcesu, reszta to praca.”
Chyba każdy zgodzi się z tym, że nie da się nic w naszym życiu robić dobrze, jeśli nie będziemy tego doskonalić, ćwiczyć, poświęcać na to naszego czasu, jeśli nie będziemy korzystać z doświadczenia innych ludzi, prosić o pomoc, wytłumaczenie pewnych spraw.
Ta sama zasada funkcjonuje w świecie naszej wiary, w relacji z Panem Bogiem. Ona musi przechodzić pewne etapy, dojrzewać. To, co było piękne i wystarczające w naszym odniesieniu do Stwórcy, kiedy byliśmy dziećmi, nie może takie pozostać w naszym dorosłym życiu.
Żydzi w Ewangelii z dziś, pytają Jezusa:
„Dokąd będziesz trzymał nas w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie!” (J 10, 24)
Traktują Zbawiciela przedmiotowo, jako maszynkę do zaspokojenia własnej ciekawości. Jezus mówi do nich otwarcie o tym, że nie są w stanie tego pojąć, bo nie należą do Jego owiec. Gdyby należeli, potrafiliby usłyszeć głos Boży, który rozlega się w dziełach wykonywanych przez Chrystusa.
Gdy nasza wiara jest dojrzała, wypróbowana, nie potrzebujemy, by Pan Bóg nam się objawił tak namacalnie, nie musimy widzieć Go na własne oczy. Doświadczamy Jego miłości w naszym sercu, w relacjach z innymi, w słowie i bliskości drugiego człowieka, w natchnieniach, które pobudzają nas do określonych czynów, ale przede wszystkim, spotykamy Go w Jego Słowie i w Sakramentach.
Jeśli doskonalimy się w wierze, doświadczamy Bożego prowadzenia, radości, pokoju wewnętrznego, wiemy, że idziemy we właściwym kierunku, mamy pewność, że nikt i nic nie jest nas w stanie wyrwać z ręki Chrystusa.
„Moje owce słuchają mego głosu, a ja znam je. Idą one za mną, a ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.” (J 10, 27-30)
Codziennie staram się znajdować czas na modlitwę i rozważanie Słowa Bożego, uczestniczę też regularnie we Mszy Świętej w dni powszednie. Uważam, że jest to tak samo ważne, jak wykonanie moich codziennych obowiązków. Nie zgadzam się z tym, że w obecnym, zagonionym świecie, nie ma czasu na takie rzeczy. Wielokrotnie doświadczyłam, że Pan Bóg zawsze pozwala wykonać w danym dniu to, co naprawdę istotne i potrzebne.
Pierwsi chrześcijanie bardzo chętnie korzystali z nauk uczniów Pańskich. Przyjmowali ich do swoich miast i z zainteresowaniem słuchali Dobrej Nowiny. Pytali o to, jak żyć, szukali odpowiedzi na swoje wątpliwości, pragnęli rozwijać się w wierze. Mówi o tym pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich:
„Barnaba udał się też do Tarsu, aby odszukać Szawła. A kiedy go znalazł, przyprowadził do Antiochii i przez cały rok pracowali razem w Kościele, nauczając wielką rzeszę ludzi.” (Dz 11, 26)
Czy my dzisiaj mamy podobne pragnienia? Czy znajdujemy czas na modlitwę, lekturę Pisma Świętego? Czy pogłębiamy naszą relację z Panem Bogiem?
Czy możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, iż należymy do Owczarni Chrystusowej? Czy znamy głos naszego Pasterza?
Pamiętajmy, że każdy moment jest odpowiedni na zmianę priorytetów. Czas oddany Bogu zawsze do nas wróci w postaci dobrych relacji, pokoju serca, szczęścia wewnętrznego.
Jako ludzie ochrzczeni mamy obowiązek i zaszczyt rozwijać dary, które zasiane zostały w naszych sercach. Niech one nie marnują się w ukryciu, lecz ukażą się światu, a wtedy on stanie się na pewno lepszy. My zaś będziemy mieli poczucie, że nie marnujemy życia, a to przecież jest niezwykle cenne.