Kilka lat temu zasadziliśmy w naszym ogrodzie winną latorośl. Rozrastała się bardzo szybko, rodząc pyszne winogrona. Niestety nie zaopiekowaliśmy się nią w odpowiedni sposób i w ostatnim roku znaleźliśmy na niej tylko kilka kiści owoców. Kiepscy z nas ogrodnicy, bo zamiast pielęgnować odpowiednio roślinę, przycinać ją, oczyszczać z wszelkich chorób, z suchych pędów, tak by mogła wydawać coraz obfitszy plon, które ucieszy nasze podniebienia, przyczyniliśmy się do częściowego jej obumarcia.
Dzisiejsza Ewangelia przedstawia Boga jako ogrodnika uprawiającego winny krzew, w który my wszyscy jesteśmy wszczepieni. Na nasze szczęście, Stwórca wie najlepiej jak postępować, by każdy mógł przynieść najwspanialsze owoce:
„Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy”. (J 15, 2)
Działanie Boga ma zawsze na celu pomnożenie dobra. On pragnie, by nasze życie wydawało piękne, niezniszczalne owoce, takie które sycą, nie tylko nas samych, ale także wszystkich, których postawi na naszej drodze. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy w zaufaniu poddamy się „zabiegom”, które według Ogrodnika są niezbędne. Czasem będzie to konieczność oczyszczenia z grzechu, ze złych przyzwyczajeń, skłonności, czasem zerwanie niszczących relacji, zmiana pracy, zmiana środowiska, odcięcie się od źródła zła, czy podjęcie terapii. Oczyszczanie może okazać się procesem bolesnym, ale jedocześnie niezbędne jest, by iść dalej, by rozwijać się duchowo, by dojrzewać w człowieczeństwie. Bóg zna nasze serca i doskonale wie, co stanowi w nas przeszkodę, do działania Jego łaski.
Jako latorośle, czerpiemy życiodajne soki z Chrystusa, który nazywa siebie krzewem winnym.
Naszym zadaniem jest troszczyć się o to, by być ciągle w Niego wszczepionym, jednocześnie ufając, że Ojciec – Ogrodnik będzie swoim fachowym okiem wszystkiego doglądał:
„Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”. (J 15, 4-5)
Nie wyobrażam sobie życia bez Chrystusa. To On jest moją siłą, mocą, radością. Każdego dnia jestem Mu wdzięczna za Jego towarzyszenie, za łaski, którymi mnie obdarza.
Cóż mogę sama z siebie? Nic. Cóż mogę w Nim? Wszystko. Z Nim i w Nim wszystko jest możliwe, nawet gdy po ludzku wydaje się to nieosiągalne i nierealne.
Chcę przynosić niewiędnące, najbardziej wartościowe owoce, dlatego jeśli to tylko możliwe karmię się Ciałem Chrystusa, codziennie rozważam Jego Słowo i zawsze znajduję czas, by być z Nim w ciszy.
Efekty już widać, chociaż są one jeszcze malutkie i pojawiają się stopniowo: zmienia się moje patrzenie na innych ludzi, coraz więcej we mnie pragnienia służby, wychodzenia ku potrzebującym mojej obecności osobom, coraz bardziej staram się walczyć z moim egoizmem i pychą.
Wiem, że Ogrodnik ma jeszcze wiele do zrobienia, ale ja oddaję się Mu w coraz większym zaufaniu, będąc pewną, że jest mądrzejszy ode mnie, że widzi więcej niż ja, że Jego spojrzenie sięga aż po wieczność.