Wczoraj słuchałam na YouTube rozmowy dwóch młodych kobiet, które dzieliły się swoim doświadczeniem przeżywania postu. Opowiadały, że jest on stworzeniem Bogu przestrzeni, by mógł prowadzić ku temu, czego jeszcze nie znamy, odsłonić kolejny rąbek ze swego planu, dokonać jakiegoś przełomu w naszym życiu. Zaznaczyły także, iż to Stwórca inicjuje post, zapraszając do jego podjęcia w określonym czasie i w określonej formie.
Przyznam się, że wszelkie wyrzeczenia dotyczące jedzenia, były dla mnie zawsze czymś bardzo trudnym, czymś przed czym skrzętnie uciekałam. Moje ciało bardzo źle znosi brak pokarmu, głód. Post praktykowałam niejednokrotnie w moim życiu, ale niemal zawsze patrzyłam na niego z perspektywy trudności, jakie mi sprawia. Akcent kładłam na siebie, a nie na Boga. Z tego też powodu nigdy nie miałam szansy zachwycić się nim. Od jakiegoś czasu, jednak, wewnętrzny głos podsuwał mi myśli na ten temat, próbując przebić się przez mój lęk i strach. Wiem, że nie przypadkiem trafiłam na te treści w Internecie. Drążyły ona moje wnętrze bardzo intensywnie. Zadałam więc Bogu pytanie: Czy to jest właśnie ten moment, by spróbować pokochać post, by spojrzeć na niego zupełnie inaczej niż do tej pory? Czy chcesz Panie spotkać się ze mną w doświadczeniu braku, niewygody? Czy czekasz bym przyszła do Ciebie i była z Tobą w taki sposób?
Odpowiedź przyszła zadziwiająco szybko – w dzisiejszym pierwszym czytaniu:
“Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i przyoblekli się w wory od najstarszego do najmłodszego”. (Jon 3, 4-5)
Nie mam wątpliwości, że Bóg chce, bym doświadczyła Go w inny sposób. Wierzę, że przede mną szczególny czas, kiedy będę mogła położyć się o stóp Pana i słuchać Jego głosu. Pragnę być, jak Maria, która wykorzystała moment obecności Jezusa we własnym domu, przytulając się do Niego i chłonąc Jego bliskość:
“Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa”. (Łk 10, 38-39)
Nie ma w życiu nic cenniejszego nad chwile spędzone z Panem. One pozwalają zobaczyć to, co do tej pory było zakryte przed naszymi oczami, usłyszeć to, czego nie byliśmy świadomi lub na co pozostawaliśmy głusi. One sprawiają, że serca napełnione zostają niebiańskim pokojem, który nie pozostaje ukryty wewnątrz, ale rozlewa się na tych, którzy są blisko nas.