11 lipca 2023

11 lipca 2023

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

Kilkanaście dni temu opisywałam naszą rodzinną akcję ratunkową na rzecz młodziutkiej sójki, która wypadła z gniazda. W czasie dwutygodniowego pobytu u nas ptaszek zmienił się niesamowicie: wydoroślał, nauczył się latać i psocić. Jego obecność w naszym domu sprawiła wszystkim wiele radości. Miło było patrzeć, jak ptaszynka dojrzewa, nabiera sił i zdobywa nowe umiejętności. W ostatnich dniach zauważyliśmy, że jest już gotowa do samodzielnego życia na wolności. W tej sytuacji nie chcieliśmy jej dłużej przetrzymywać w zamknięciu i wczoraj odprowadziliśmy ją do pobliskiego lasku. Patrzyliśmy z łezką w oku, a jednocześnie z wielkim podziwem, jak szybko odnalazła się tam, gdzie jej naturalne miejsce. Dzisiaj byliśmy ją odwiedzić. Radzi sobie wspaniale. Umie już sama zatroszczyć się o jedzenie i wygląda na bardzo szczęśliwą. Towarzyszyła nam podczas naszego pobytu w lesie, przeskakując z gałązki na gałązkę i przelatując bardzo blisko nas. W pewnym momencie wylądowała na mojej ręce i zjadła troszeczkę jajeczka, które jej przyniosłam. To było niesamowite.

Wierzę, że Pan Bóg zatroszczy się o to małe stworzenie, które jest Jego dziełem i własnością. Przecież On roztacza swoją opiekę nad wszystkim, co uczynił.  Szczególnie miły jest Mu jednak człowiek, który jest koroną stworzenia.

Należę do osób, którym łatwo jest przyjąć  do serca prawdę o tym, że wszyscy jesteśmy otoczeni Bożą troską i miłością, że ojcowskie dłonie Boga udzielą nam wszystkiego, czego naprawdę potrzebujemy -  może jest to wynik charakteru, może ufności, a może trochę lenistwa;)

Każdego dnia dziękuję Panu za dary, którymi mnie obsypuje: za życie, zdrowie, dostępność Eucharystii i innych sakramentów, możliwość realizowania zainteresowań, za mojego Męża, Dzieci, napotkane osoby, za piękną pogodę, przyrodę, za warunki do uprawiania sportu, za pożywienie, dom, uśmiech przechodzących obok mnie osób, za każde drobne dobro, które mogę uczynić.

Do tej pory otrzymałam już tak wiele błogosławieństwa, ale wiem, że Bóg nie ma żadnych limitów i chce ofiarować mi o wiele, wiele więcej. On jest Tym, który z właściwą sobie hojnością dba, zarówno o nasze potrzeby materialne, jak i duchowe,  o wszystko, co nam niezbędne, aby żyć w poczuciu spełnienia i szczęścia.

Można zadać sobie pytanie: dlaczego wokół nas tak wielu ludzi, którzy się zamartwiają, którzy nie doświadczają wewnętrznego pokoju? Dlaczego życie niektórych jest ciągłą gonitwą, zdobywaniem wynikającym z mnożenia potrzeb, z ciągłego nienasycenia?

Ludzie, którzy traktują dobra materialne, prestiż społeczny, czy zawodowy, jakieś wyznaczone przez siebie, często przekraczające ich możliwości cele, jako coś co muszą osiągnąć, co im się należy, sami wprowadzają się w stan niewoli, który skutkuje ciągłym niezaspokojeniem, nieustannym pragnieniem, by mieć więcej, a w efekcie poczuciem niezadowolenia, wyczerpania.

Chrystus chcąc doprowadzić nas do wewnętrznej wolności, proponuje zupełnie inną postawę. Chce, abyśmy najpierw zatroszczyli się o Jego Królestwo, które, dzięki przyjęciu daru dziecięctwa, może stać się Królestwem każdego z nas. Oto wszystko, co Boga, może należeć do nas. On nie limituje swojej łaski. Ufność w Jego dobroć jest kluczem, który otwiera pokłady hojności tkwiące w Jego Sercu:


„I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci i siostry, ojca, matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne posiądzie na własność”. (Mt 19, 29)

Czy jest coś wspanialszego niż życie w ciągłej Obecności Boga? Czy może być jakaś lepsza decyzja w życiu, niż ta, w której świadomie wybieramy Go na naszego Pana i Króla?

Bóg daje nam poczucie bezpieczeństwa, usuwa wszelki lęk, bierze na siebie nasze wszystkie ciężary, niezaspokojone pragnienia, wszystkie wygórowane aspiracje, próby spełnienia, nieprzystających do rzeczywistości oczekiwań. Jest tym, który zabiera to, co nam ciąży, przeszkadza, odbiera siły, w zamian obdarzając pokojem i wolnością. Potrzebuje tylko jednego - wiary w Jego miłość oraz naszego zatroskania o sprawy najważniejsze, które decydują o wieczności.

Piękne jest dzisiejsze czytanie, które opowiada o życiu pierwszych chrześcijan:

„Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży, i składali je u stóp apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby”. (Dz 4, 32. 34-35)

Pierwsi wyznawcy Chrystusa żyli w prawdziwej wolności, nie przywiązując się do dóbr materialnych, ale traktując je jako dar, którym można błogosławić innym, który powinien nade wszystko przyczyniać się do szerzenia miłości w świecie.

O jakże pragnę żyć w takiej wolności… Traktować wszystko, co mam, jako niezasłużony prezent, który otrzymałam od Boga. Jakże pragnę nie przywiązywać się nigdy do żadnych dóbr materialnych ani tego, co moim atutem, talentem. Wierzę, że w Bogu stanie się to pewnego dnia możliwe. Póki co, chcę zabiegać przede wszystkim o sprawy Boże, wierząc, że wszystko inne będzie mi dodane.

Panie, spraw aby Twoje dzieci zostawiły w Twoich dłoniach wszystkie ciężary, które odbierają im radość i wolność życia, a przyjęły błogosławieństwo, które pragniesz wylać w wielkiej obfitości.