Nasza córka od dawna interesuje się gimnastyką. Często próbuje wykonywać samodzielnie dziecięce „akrobacje”: skacze, biega, podciąga się na drążkach, staje na rękach, robi szpagat, gwiazdę. Jej pragnieniem jest jednak umieć więcej. Często ogląda w Internecie dzieci, które wykonują zaawansowane ewolucje. Postanowiliśmy dać jej możliwość rozwijania zainteresowań, dlatego niedawno zabrałam ją na pierwszą lekcję gimnastyki. Zgodnie z zasadami, Faustynka ma prawo uczestniczyć w dwóch darmowych spotkaniach, zanim zdecyduje się zapisać do grupy. Pierwsze zajęcia polegały na wykonywaniu zaproponowanych przez instruktorów ćwiczeń. Nasza córka przekonała się, że zanim zdobędzie pewne umiejętności, czeka ją praca, która jest pewnym procesem, która będzie wymagać od niej uwagi, poświęcenia czasu, trwania w podjętych postanowieniach. Kiedy wróciłyśmy do domu nie była pewna, co dalej. Wahała się przed podjęciem decyzji, nie wiedziała, czy chce w to wejść. Dzisiaj jednak powiedziała mi, że chce zacząć trenować, bo tylko wtedy będzie miała możliwość nauczyć się trudniejszych ewolucji.
Myślę, że wszyscy jesteśmy świadomi, iż trwanie w podjętych przez nas, w wolności, decyzjach może przynieść piękne efekty. Tak dzieje się na każdej płaszczyźnie: małżeńskiej, wychowawczej, zawodowej, rozwoju osobistego, ale także w sferze naszej duchowości.
Jezus zachęca nas dzisiaj w Ewangelii:
„Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”. (J 15 9b-10)
Każdemu z nas zależy na życiu, które zrodzi poczucie szczęścia, które sprawi, że w naszych sercach zapanuje radość, że wypełni je prawdziwy pokój. Chrystus daje nam wskazówkę, jak to osiągnąć. Wystarczy tak niewiele. Kluczem jest trwanie w Jego miłości. To „niewiele” okazuje się w praktyce czymś, co oznacza wszystko, co ogarnia całą naszą egzystencję, co decyduje o podejmowanych przez nas decyzjach, wyznacza kierunek, w którym podążamy. Trwanie w miłości Chrystusa to zachowywanie Jego przykazań. Nie oznacza ono jednak ślepego wykonywania zimnych zaleceń, ale jest naturalną konsekwencją umiłowania Tego, który ustanowił te zasady dla naszego dobra. Tam, gdzie panuje miłość, nie ma potrzeby prawa. Życie według niego, jawi się jako jedyna opcja dla serca, które miłuje.
Chrystus jest dla nas wzorem zakorzenienia całego życia w Bogu. Jego ziemska pielgrzymka była nieustannym budowaniem relacji z Ojcem, słuchaniem Jego głosu, wchodzeniem z Nim w dialog. Chrystus nie skupiał się na przestrzeganiu prawa, ale na relacji z Ojcem. To na tym fundamencie dokonywał wszystkich czynów, które zawsze były zgodne z Prawem.
Celem naszej egzystencji nie może być przestrzeganie przykazań, lecz trwanie w Chrystusie. Zjednoczeni z Nim będziemy, w prostocie serca, zawsze podążać drogą przykazań, a to z kolei stanie się dla nas źródłem niegasnącej radości.
Trwanie jest procesem, jest decyzją, której podporządkowujemy naszą codzienność. Pragnąc trwać, musimy znajdować nieustannie czas dla Boga, karmić się Jego Słowem, Sakramentami. Tylko wtedy osiągniemy szczęście i wolność.
Potrzeba nam jednak ogromu cierpliwości i wytrwałości, tak jak we wspomnianej przeze mnie gimnastyce, gdzie należy się skupić przede wszystkim na treningach, na wsłuchiwaniu się we własne ciało, odkrywaniu jego potencjału, ale także i potrzeb. Wszystko inne, czyli umiejętności i poczucie radości, sukcesu przyjdzie z czasem, stając się jakby produktem ubocznym i naturalną konsekwencją trwania w podjętej przez nas decyzji.