Z całego serca wierzę, że moje życie ma sens. Wiem, że czas, w którym przyszłam na świat, miejsce, w którym obecnie mieszkam, moja narodowość, cechy charakteru, temperament, talenty, to jak wyglądam, są celowe. Jestem na Ziemi potrzebna właśnie taka, jaka jestem i tu, gdzie jestem. Pan Bóg powołał mnie do istnienia i On ma dla mnie konkretny plan – taki, który sprawi, że moje życie zaowocuje.
Taka postawa daje mi pokój serca i sprawia, że nie gonię ślepo za moimi pomysłami, ale czekam codziennie na nowe zadania, które Pan Bóg mi wyznacza, na poruszenia serca, dobre pragnienia i staram się podążać za nimi.
Dawniej sama ustalałam sobie grafik i robiłam wszystko jak robocik. Miałam wypełnioną każdą minutę mojego dnia, ale czy na pewno rzeczami, które prowadziły do dobra? Pewnie częściowo tak.
Ale bywały też takie chwile, kiedy mogłabym za prorokiem Izajaszem powiedzieć:
„Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużywałem me siły.” (Iz 49, 4a)
W Holandii, w której mieszkamy, bardzo modne jest posiadanie agendy. Każdy wpisuje tam swoje plany na konkretny dzień. Holendrzy lubią być „druk”, to znaczy „zajęci”. To takie modne - nie mieć czasu, działać, brać udział w różnych aktywnościach.
Ja nie mam agendy, co nie oznacza, że jestem przeciwniczką notowania swoich obowiązków, spotkań, zadań. Codziennie rodzi się w mojej głowie mnóstwo planów i pomysłów, oczywiście oprócz obowiązków, które muszę wykonać, z racji bycia żoną, mamą i panią domu. Tyle chcę zrobić, a wiem, że czasu na wszystko nie starczy. Dlatego na Mszy Świętej, w której staram się uczestniczyć prawie każdego dnia, i na modlitwie, oddaję Bogu dany dzień i wtedy jestem pewna, że zrobię to, co naprawdę dobre, konieczne, ważne i pożyteczne. Nie boję się tego, bo wiem, że Pan Bóg zawsze pomaga, a często też pomnaża czas i to, co wydawało się niemożliwym, staje się realne.
Wierzę, że, jak pisze prorok Izajasz, moja osoba ukryta jest w cieniu Bożej ręki, a ja, Ania, jestem strzałą utajoną w Bożym kołczanie. (Por. Iz 49, 2)
Bóg wyciągnie mnie z tego zakrytego miejsca, kiedy będzie najlepszy czas, a moje starania nie będą szły na marne, ale włączą się w Jego plan – czyli najlepszy z możliwych planów.
Jako „strzała” ukryta w Bożym kołczanie, sama z siebie nic uczynić nie mogę, ale w ręku Mocarza mogę wszystko.
Przekonał się o tym św. Piotr, który wyparł się Jezusa, pomimo że kilka godzin wcześniej zapewniał Mistrza, iż gotów jest oddać za Niego życie. Apostoł był przekonany, że ma w sobie tyle sił, by to zrobić. Nie zdawał sobie sprawy, że liczy na siebie, a nie na moc Bożą. Pan Jezus chciał mu to uświadomić, dlatego zapowiedział, co się stanie na dziedzińcu najwyższego kapłana.
Na szczęście Piotr zrozumiał, w Kim powinien pokładać nadzieję.
Wiem, że z Bogiem mogę tak wiele uczynić, a bez Niego nic, co wartościowe i prowadzące do celu. Nie chcę trudzić się na marne, błądzić po omacku, działać bez skutku, żyć bez wydawania owoców. Niech On wyciąga mnie ze swego kołczanu, kiedy jest odpowiedni czas, niech otwiera swą dłoń i pozwala mi działać w taki sposób i w takim czasie, który jest najbardziej odpowiedni.