Nasz syn jeździ do szkoły rowerem, niezależnie od warunków atmosferycznych. W obie strony pokonuje każdego dnia 17 kilometrów. W wyjątkowych sytuacjach (zdarza się to zaledwie kilka razy w roku) odwożę go samochodem. Wczoraj zerknęłam na prognozę pogody i oznajmiłam Pawłowi, żeby się nastawił na poranną przejażdżkę w deszczu. Kiedy dziś odwoziłam córkę rowerem do pobliskiej szkoły, przyszła mi myśl, aby zrobić Pawłowi niespodziankę i tym razem zaoszczędzić mu wątpliwej przyjemności siedzenia na lekcjach w przemoczonych butach i spodniach. Postanowiłam zrezygnować z tego, co dla mnie bardzo cenne, czyli z półgodzinnej modlitwy przed rozpoczęciem Mszy Świętej. Wybrałam to, co w danym momencie, wydawało mi się większym dobrem.
Po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii stwierdzałam, że cała ta sytuacja wpasowała się w treść dzisiejszej Ewangelii. Czytamy w niej, bowiem:
“Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też, gdy poprosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą?” (Łk 11, 11-13)
Dość dobrze znam swoje słabości. Wiem, że jeszcze mnóstwo we mnie egoizmu i pychy, ale równocześnie zdaję sobie sprawę, że jestem zdolna do dokonania dobra, które Bóg daje mi szansę uczynić. Jako matka jestem w stanie wykrzesać z siebie dość dużo poświęcenia w stosunku do moich dzieci. Nie muszę być za to nagradzana i stawiana na piedestał. Daję to, bo chcę, bo tak podpowiada mi serce.
Dzisiaj widzę Boga, który próbuje nas przekonać o swojej dobroci, posługując się tak bardzo bliskimi dla nas obrazami. Nawet, gdy nie mamy własnych dzieci, to pewnie doświadczyliśmy, nie raz, bezinteresownej miłości od naszych rodziców.
Jeśli my – niedoskonali ludzie potrafimy dawać dobro naszym dzieciom, to nie powinniśmy mieć żadnych wątpliwości, że doskonały Bóg zatroszczy się o nas.
Czytając Słowo Boże poczułam się objęta troską mojego Niebieskiego Ojca. Mam stuprocentową pewność, że On jest dobry, że chce dla mnie zawsze tego, co najwspanialsze. W swej wszechmocy widzi dalej i więcej, dlatego czasem blokuje rzeczy, które mogłyby okazać się dla mnie szkodliwe.
Z Nim przejdę każdą ciemność. On nigdy nie odłączy swojej dłoni od mojej. Wiem to na pewno. Ja jestem słaba - On pełen mocy, ja grzeszna – On Święty, ja ograniczona – On nieskończony. Chcę przy Nim trwać, niezależnie od sytuacji, bo wiem, że wtedy nic mi nie zagrozi - żaden trud, żadne przeciwności nie będą w stanie mnie zniszczyć. Chcę Mu ufać, nawet, jeśli wciąż nie widać owoców. Tylko On jest moją siłą i tarczą:
“Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu” (Por. Ps 40 (39), 5a)
“Szczęśliwy człowiek,
który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie zasiada w gronie szyderców,
lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie
i rozmyśla nad nim dniem i nocą.
On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane”. (Ps 1, 1-3)
Dobry Bóg jest zawsze ze mną,
On ochrania, daje wytchnienie w czasie,
który właściwy jest.
Ukrywa mnie w swych dłoniach,
napełnia pokojem, zna wszystkie troski me.
Wiem, że nakarmi mnie, gdy przyjdzie głód,
da pocieszenie w smutku,
pomoże odnaleźć najlepszą z dróg -
On, mój dobry Bóg.