Myślę, że każdy z nas potrafi przywołać w swojej głowie obraz kaczek, czy innych ptaków wodnych, które po wyjściu z wody i otrzepaniu natychmiast stają się suche. Woda nie wsiąka w ich pióra ponieważ pokrywają je specjalną substancją hydrofobową wydzielaną przez gruczoł kuprowy. Rozsmarowując ten specyfik po swoim ciele, czynią je niedostępnym dla wilgoci w jakiejkolwiek postaci.
Stąd też wzięło się powiedzenie: „spływa, jak woda po kaczce”, którego używamy, pragnąc powiedzieć, że coś nie wywiera na danej osobie wrażenia, mimo że oczekiwaliśmy, iż będzie inaczej.
My ludzie, nie potrzebujemy takiej specjalnej substancji, by zabezpieczać się przed wodą. Często jednak wprowadzamy w nasze życie grzech, który jak smar pokrywa nasze serca, sprawiając, że stają one niedostępne dla Boga – Źródła życiodajnej wody. Święty Paweł ostrzega nas dzisiaj przed taką sytuacją:
„Baczcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co zwie się „dziś”, aby ktoś z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu”. (Hbr 3, 12-13)
Grzech jest kłamstwem, które powoduje, że z czasem zaczynamy chorować na duchową znieczulicę. Nie dopuszczając do naszych serc Bożej łaski, stopniowo czyni nas głuchymi na poruszenia Ducha Świętego. Przestajemy zwyczajnie słyszeć subtelne, ale także i bardziej wyraźne poruszenia wewnętrzne. Tracimy pragnienie Bożej obecności i nie karmiąc się Sakramentami oraz modlitwą po prostu umieramy wewnętrznie.
Słowo Boże, które jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha (Por. Hbr 4, 12) spływa po nas, jak przysłowiowa woda po kaczce. Nie wnika w głąb, nie dokonuje tego, czego mogłoby uczynić, gdyby trafiło na serce spragnione i otwarte.
Serce zatwardziałe nie potrzebuje niczego od Stwórcy. Jest biedne, bo nie odczuwa głodu. Umiera z braku pokarmu, chociaż nie miało potrzeby, by go spożyć.
Jak wiele tracą ludzie, którzy szukają zaspokojenia w świecie, przepełniając swoje wnętrza tym, co zniszczalne, bezwartościowe i przemijające...
Czy należysz do tych, którzy pragną Boga i tęsknią za Nim?
A może uczyniłeś swoje serce niedostępną twierdzą, która nie potrzebuje Dawcy Życia, która nie zdaje sobie sprawy, że w środku pełna jest pustki i śmierci? Jeśli tak jest, wołaj o głód Boga. Kiedy go odczujesz, zatęsknisz za pokarmem, a stąd prosta droga do Spowiedzi Świętej, Eucharystii i tak stopniowo w głąb i w głąb.
Pamiętam kiedy, wiele lat temu, rozmawiałam ze znajomym księdzem, zwierzając się, że modlę się często jakby na siłę, spełniając swój obowiązek, że modlitwa nie jest dla mnie czymś wyczekiwanym, dającym radość. Powiedział mi wtedy, że to wszystko może się zmienić. Wierzyłam w to i pragnęłam, by tak się stało. Od tamtej pory wiele się zmieniło w moim życiu duchowym. Pan Bóg wykorzystywał każdą chwilę, którą Mu poświęcałam, by rozpalać moje serce miłością do Niego. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale jednocześnie mogę powiedzieć śmiało, że czekam na modlitwę, na bycie w mojej izdebce sam na sam z Bogiem. Tęsknię za czasem zatopienia się w Jego obecności i ,co ważne, coraz częściej doświadczam, że ta modlitwa rozlewa się na cały mój dzień, czyniąc mnie świadomą, iż Bóg jest Tym, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. (Por. Dz 17, 28)
Nie każdy dzień jest kolorowy i pełen duchowych uniesień, jednak to mnie nie zraża. W tych trudniejszych chwilach staram się pamiętać o tym, co było piękne i trwać w pewności, że Bóg jest i działa zawsze, nawet, gdy Go nie czuję.
Uczyń je zdolnymi do wchłaniania łask, które pragniesz w nas wylewać. Niech będą to serca żywe, pałające miłością do Ciebie i drugiego człowieka. Niech będą pełne wiary, jak serce trędowatego z dzisiejszej Ewangelii, który upadłszy przed Jezusem na kolana, prosił Go: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić”. (Mk 1, 40)