Jest coś niezwykłego we wdzięczności. Jej siła promieniuje zarówno na osobę, która ją okazuje, jak i na tę, wobec której jest wyrażana. Wdzięczność to nie jest zwykłe dziękowanie, choć i ono ma w niej swoje miejsce. Jest ona ukazaniem drugiemu, że jest dla mnie ważny, że jest częścią mojego życia, że znajduję upodobanie w tym, co dla mnie uczynił, że cenię jego obecność przy mnie. Wdzięczność każe się zatrzymać, by zobaczyć swoją niewystarczalność. Otwiera oczy na obdarowanie, którego doświadczam w moim bliźnim, torując drogę do bliższej z nim relacji. Pozwala dotrzeć do pokładów radości, które czynią życie bardziej spełnionym i owocnym.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu św. Paweł mówi do nas:
“Bracia: Jak przejęliście naukę o Chrystusie Jezusie jako Panu, tak dalej w Nim postępujcie: zapuśćcie w Nim korzenie i na Nim dalej się budujcie, i umacniajcie się w wierze, jak was nauczono, pełni wdzięczności”. (Kol 2, 6-7)
Apostoł ukazuje, że nasz duchowy wzrost dokonuje się zawsze przy towarzyszeniu wdzięczności. Ona ma nas przepełniać, uwalniając się z naszych wnętrz niczym słodka woń.
Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, iż nasze dojrzewanie w wierze nie może się zadziać bez udziału wdzięczności.
Wczoraj miałam wspaniały dzień. Mogłam udać się na przejażdżkę rowerową z moim Mężem. Spędziliśmy razem około 4 godzin. Był czas na intensywny wysiłek fizyczny, na spokojniejszą jazdę, przeplataną rozmową i na krótki odpoczynek. Wiem, że takie chwile są niezwykle ważne dla małżeństwa, budują bliskość i umacniają jedność. Wieczorem stanęłam przed Bogiem dziękując mu za ten cudowny czas. Swoją wdzięczność wyraziłam także Michałowi. Wiem, że wszystko, czego doświadczyliśmy było darem Dobrego Ojca dla nas.
Bóg jest niesamowity. Jemu zawdzięczamy wszystko – takie zwyczajne radości, jak i to wszystko, co czyni w naszych duszach. On jest Tym, który zabezpiecza naszą codzienność, ale także Tym, który ratuje nas na wieczność:
“I was, umarłych na skutek występków i “nieobrzezania” waszego grzesznego ciała, razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny, przygniatający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża”. (Kol 2, 13-14)
Bywają takie chwile na modlitwie, gdy Bóg kieruje moją uwagę na krzyż, na to, co dokonało się na nim. Trwam wtedy w ciszy, bo cóż mogę powiedzieć? To moje milczenie, bezradność wobec ogromu Bożej miłości, jest wyrazem mojej wdzięczności wobec Boga. Przecież nie ma słów, które mogłyby stanowić jakąkolwiek odpowiedź na to wszystko, co uczynił dla nas Chrystus.
Coraz częściej doświadczam takiego właśnie “zaniemówienia” w obliczu Boga. Czuję się tak bardzo obdarowana przez Niego. Każdy dzień, każda sytuacja, która zaistniała, moi bliscy, ludzie, których spotykam, możliwość uczestniczenia w Eucharystii, modlitwa, rozważanie Słowa Bożego, świadomość tego, iż Bóg współdziała ze mną we wszystkim dla mojego dobra- czyż to wszystko nie jest wystarczające, by śpiewać Bogu nieustanne “CHWAŁA!!!!”
A Ty – drogi Bracie, czy jesteś wdzięczny Bogu?
A Ty – droga Siostro, czy stajesz przed obliczem Boga z wdzięcznością?
“Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi wyznawcy.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę”. (Ps 145(144), 10-11)