Jestem pewna, że gdyby Putin i inni dyktatorzy, których nie brakuje w dzisiejszym świecie, nie znaleźli ludzi otwartych na zło, skłonnych do niego lub też po prostu złych, sami nie byliby w stanie wywoływać wojen, dokonywać spustoszenia, okłamywać ludzi i pozbawiać ich prawdziwej wolności. Zło potrzebuje najpierw dostępu do serca człowieka, by w nim zamieszkać. Kiedy tam już jest, może dalej przeprowadzać swój niecny plan, przyciągając do siebie innych, którzy zrobią to samo – wpuszczą je do swego wnętrza, pozwolą, by ono kierowało ich postępowaniem i wyborami.
Zło przykleja się tam, gdzie może i znajdując kolejnych chętnych do współpracy, pomnaża się bardzo szybko, rosnąc w siłę. Podobnie jak wirus, który musi znaleźć jakąś drogę do ludzkiego organizmu, mieć dobre warunki do rozwoju i wtedy może podstępnie atakować.
Mechanizm działania zła widzimy doskonale w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Księgi Królewskiej.
Podła królowa Izebel, zainspirowana żądzami Achaba – jej męża, może zrealizować swój straszny plan zabicia Nabota, tylko przy pomocy ludzi podobnych sobie.
„W listach tak napisała: Ogłoście post i posadźcie Nabota przed ludem. Posadźcie też naprzeciw niego dwóch ludzi nikczemnych, by zaświadczyli przeciw niemu, mówiąc: „Zbluźniłeś Bogu i królowi”. Potem go wyprowadźcie i kamienujcie, tak aby zmarł.” (1 Krl 21, 9-10)
Zła królowa wie, że tylko ludzie nikczemni mogą jej pomóc w przeprowadzeniu podstępu. Zło, które mieszka w jej sercu zatacza coraz większe kręgi, wciąga inne osoby, prowadząc w końcu do ukamienowania niewinnego człowieka.
Jedynym sposobem, aby powstrzymać zło, jest uczynienie w naszym sercu bram, przez które nie będzie się ono mogło przedrzeć. Sami nie jesteśmy w stanie tego uczynić. Potrzebujemy Mocy z Wysoka, aby nawet najmniejsze zło nie mogło wniknąć do naszego wnętrza i aby je rozpoznać, nawet wtedy, gdy przybiera postać pozornego dobra.
W dzisiejszej aklamacji słyszymy:
„Twoje słowo jest pochodnią dla stóp moich, Panie, i światłem na mojej ścieżce.” (Ps 119, 105)
Słowo Boga jest dla nas najlepszym drogowskazem. Dzięki niemu jesteśmy w stanie rozpoznać wszelkie przejawy nieprawości i unikać sytuacji, decyzji, które mogą nas odrywać od naszego Stwórcy.
Pamiętajmy, że dobro, które będziemy pielęgnować w naszym sercu, pomnoży się. Będzie się z nas wylewać i mieć realny wpływ na życie nasze i tych, z którymi będziemy się spotykać.
Jestem Panu Bogu niezwykle wdzięczna za ludzi, których stawia na naszej drodze życia – ludzi, którzy mają w sercu dobro. Lubię z nimi przebywać, słuchać ich opowiadań. To tak umacnia. Gdzie więcej serc przepełnionych dobrem – tam więcej dobrych czynów – tam więcej realnego dobra, które zmienia naszą rzeczywistość. Dobro rozsiewa się także szybko, ale musi trafić na podatny grunt, na otwarte serce.
Czasami, chcąc innych przyciągnąć do Boga, który cały jest Dobrem i Miłością, musimy przyjąć człowieka takim, jaki jest – bez oceniania go, nawet, gdy jest pogubiony. Taka otwartość i przytulenie właściwe są przecież Bogu. On najpierw wyciąga dłonie, przyjmuje, a dopiero później w świetle Jego miłości, pozwala nam dostrzec zło, które jest w naszych sercach.
Nie bądźmy zatem wobec naszych braci oskarżycielami, lecz najpierw otwórzmy się na nich, spróbujmy zrozumieć ich sytuację, historię. Na upomnienie przyjdzie czas później. Pamiętajmy, że będzie ono miało moc przemieniającą tylko wtedy, gdy będzie wynikało z naszej miłości do drugiego człowieka. Myślę, że właśnie o tym mówi dziś Jezus w Ewangelii:
„A ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu; lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.” (Mt 5, 39-42)
Nic nie da mówienie człowiekowi, żyjącemu bez ślubu, że to jest złe, jeśli jego wiara jest słaba, jeśli miał doświadczenie porażki małżeństwa swoich rodziców lub gdy jego przeszłość przepełniona była lękiem, brakiem akceptacji. Tylko szczera rozmowa, zbudowanie pomostów, pokazanie piękna małżeństwa, pomoc w doprowadzeniu do Boga przez życzliwość, zrozumienie, może sprawić, że człowiek ów zmieni swoje nastawienie do ważnych spraw. Wytykaniem wad i osądzaniem nic nie zdziałamy.
Bardzo potrzeba nam mądrości Bożej, światła Ducha Świętego, aby reagować na zło w odpowiedni sposób. Czasem trzeba powiedzieć komuś wprost, że źle czyni, ale czasami najpierw zrozumieć, a dopiero później przejść do drugiego etapu.