Pewnie prawie każdy z nas miał okazję, w czasie jakiejś długiej górskiej wędrówki, w upalny dzień, zanurzyć rozgrzane ręce w zimnym strumieniu, obmyć spoconą twarz w rześkiej wodzie. Jakże niezwykłego ukojenia doświadczamy w takich momentach. Jak szybko wracają wtedy siły, które uzdalniają nas, by iść dalej.
Chrystus mówi dzisiaj do nas w Ewangelii:
“Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. (Mt 11, 28)
Jezus chce być dla nas niczym zimny, czysty strumień, który przynosi ulgę, gdy jesteśmy wyczerpani. On pragnie zdjąć z nas kajdany utrudzenia i obciążenia, pomóc nam kroczyć drogą powołania z radością i entuzjazmem.
Nie chce byśmy dochodzili do świętości poprzez cierpiętnictwo, narzucanie sobie zbyt wielu, ograbiających nas z energii, obowiązków. Jego bliskość, zawierzenie Mu wszystkiego, sprawia, że nasz trud, nasze ofiarowanie siebie innym staje się dla na czymś słodkim, upragnionym:
“Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie”. (Mt 11,30)
Czas przedświąteczny zawsze związany jest z większym wysiłkiem, z pomnożeniem naszych obowiązków. Możemy to wszystko robić z zaciśniętymi zębami, wypełniając skrupulatnie założony plan, skazując się na zmęczenie, zdenerwowanie albo oddać wszystko Jemu i wykonać te same czynności trochę inaczej - z miłością, radując się daną nam chwilą, tym, że możemy uczynić coś dla innych.
Czyż Bóg, który stworzył gwiazdy, który woła je po imieniu (Por. Iz 40, 25-26) nie jest w stanie nas pokrzepić, zamienić przytłaczające nas obowiązki w radosny taniec miłości?
W Księdze Proroka Izajasza czytamy:
“Pan - to Bóg wieczny, Stwórca krańców ziemi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest niezgłębiona. On daje siłę zmęczonemu i pomnaża moc bezsilnego. Chłopcy się męczą i nużą, chwieją się, słabnąc, młodzieńcy, lecz ci co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły; biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą”. (Iz 40, 28b – 31)
Dzisiejszy dzień był dla mnie bardzo intensywny i dość wyczerpujący fizycznie. W pewnym momencie weszłam do mojego pokoju, by spędzić chwilę z Panem, przytulić się do Niego. Kiedy zeszłam, po kilku minutach, na dół, zastałam tańczące przy dość głośnej muzyce dwie małe dziewczynki - moją córkę wraz z jej koleżanką. Bez wahania dołączyłam się do nich. Dzięki temu, w miejsce towarzyszącego mi napięcia, powróciło odprężenie, pojawił się wewnętrzny spokój. Bóg posłużył się dziećmi, aby mnie pokrzepić. On wie, jak zadziałać, jest niesamowity!!!
Bóg zawsze przychodzi do nas z pomocą. Chce pomnażać nasze siły fizyczne, ale także duchowe. Dzięki Niemu nasze serca nie męczą się miłowaniem, ale radują zawsze, kiedy mogą uczynić, choćby najmniejsze, dobro.
Przychodźmy do Chrystusa. Prośmy o serca, przekonane o własnej niewystarczalności, o serca głodne Boga, bo tylko takie są w stanie przyjmować to wszystko, co On chce nam ofiarować.