Coraz częściej przekonuję się, że moje wyobrażenia na jakiś temat, mogą całkowicie odbiegać od tego, jak daną rzeczywistość postrzega Bóg. Jako człowiek, mogę myśleć, że poświęcanie długich godzin na modlitwę, jest w Jego oczach bardziej wartościowe niż krótka chwila skupienia na Nim, uświadomienie sobie, że On jest przy mnie tu i teraz. Pan pokazuje mi często, że to, co w moim mniemaniu małe, u Niego może być wielkie. Często ogromną radością napełnia mnie wykonywanie drobnych, wydawałoby się nic nie znaczących czynności, podczas, gdy to, co bardziej skomplikowane, trudniejsze, wcale nie daje proporcjonalnie większego szczęścia. Chwila uważnej rozmowy z drugim człowiekiem, wysłuchanie dziecka, wypicie kawy z mężem, poświęcenie 5 minut na zabawę z kotem, potrafi wlać dość energii, by przejść przez trudy dnia.
Bóg uczy mnie zostawiania tego, co „mi się wydaje” na rzecz tworzenia przestrzeni dla Jego planu, dla Jego spojrzenia. Przyznam się szczerze, że droga taka jest dla mnie nad wyraz interesująca, napełnia mnie ciekawością, zaufaniem do Boga, uczy cierpliwości.
Kiedy jadę na nauki z narzeczonymi, mam w głowie zarys spotkania, ale zawsze w jego trakcie, odkrywają się jakieś nowe perspektywy. Dlatego każde wystąpienie , choć na ten sam temat, jest zupełnie inne. Kiedyś, jako młoda dziewczyna, prowadząc różne wykłady, starałam się mieć wszystko wyreżyserowane od a do z. Teraz zostawiam więcej miejsca Duchowi Świętemu, by mógł wejść ze swoim natchnieniem. Ja nie wiem, jak dotrzeć do serc ludzi, On ma na to swoje sposoby.
Pragnienie życia ściśle według naszych planów, według, naszym zdaniem, najlepszego sposobu, pozostawia niewiele miejsca na Boże działanie.
Nasze schematy myślowe bardzo często dotyczą nie tylko nas samych, ale także naszych najbliższych, napotykanych przez nas ludzi, a co gorsza także Boga. Wydaje nam się, że wszystko wiemy, że znamy ścieżki, jakimi powinien przychodzić do naszego życia Pan, znamy najskuteczniejsze modlitwy, rytuały, które mają zapewnić Bożą przychylność. Pan chce nam dzisiaj pokazać, poprzez historię chorego na trąd Syryjczyka Naamana, że On ma swoje sposoby, swój czas i nie jest w jakikolwiek sposób skrępowany naszymi oczekiwaniami:
„Więc Naaman przyjechał swymi końmi i swoim powozem, i stanął przed drzwiami domu Elizeusza. Elizeusz zaś kazał mu przez posłańca powiedzieć: Idź, obmyje się siedem razy w Jordanie, a ciało twoje będzie takie jak poprzednio i staniesz się czysty!” Rozgniewał się Naaman i odszedł ze słowami: Przecież myślałem sobie: Na pewno wyjdzie, stanie, następnie wezwie imienia Pana, Boga swego, poruszy ręką nad miejscem chorym i odejmie trąd. Czyż Abana i Parpar, rzeki Damaszku, nie są lepsze od wszystkich wód Izraela? Czyż nie mogłem się w nich wykąpać i być oczyszczonym? Pełen gniewu zawrócił się, by odejść.” (2 Krl 5, 9-12)
Naanam pragnął uzdrowienia. Miał jednak w głowie wizję sposobu, w jaki ono miało się dokonać. Tymczasem wszystko odbyło się zupełnie inaczej. Nie dość, że prorok, w którym upatrywał pomocy, nie wyszedł do niego, to jeszcze kazał mu dokonać absurdalnej rzeczy obmycia się w niezbyt czystej rzece Jordan. Wódz miał ochotę odjechać obrażony. Na szczęście dzięki swoim sługom, obudził w sobie świadomość, że Pan może zadziałać w inny, nieoczekiwany sposób, używając środków, które człowiekowi mogą wydawać zbyt proste, wręcz śmieszne. Dzięki posłuszeństwu słowu proroka otrzymał pełnię zdrowia.
Ostatnio Pan Bóg zaprasza mnie do wielkiej prostoty w odniesieniu do Niego. Do modlitwy, która jest skupianiem się na Jego Obecności – takiej, w której nie trzeba wypowiadać słów, lecz zwyczajnie trwać przed Nim. To są dla mnie piękne chwile, na które czekam z utęsknieniem każdego dnia.
Wyzbycie się własnej aktywności, potoku słów na rzecz bycia z Bogiem, rodzi w moim sercu ogromny pokój.
Zastanawiam się, cóż mogę ofiarować Bogu w zamian za Jego dary, za Jego obecność w moim sercu, za każdy dzień życia? Milczenie i trwanie przed Jego Majestatem wydaje mi się najbardziej stosownym wyborem.