13 maja 2023 roku, ja i mój Michał, ofiarowaliśmy się sobie w Sakramencie Małżeństwa. W tym właśnie dniu, między nami, a Chrystusem, powstała wspólnota, której żadna ludzka siła nie może już odwołać, rozwiązać.
Czy to oznacza automatycznie, że inni patrząc na nas będą widzieć jedność, że nasze życie będzie dla nich zachętą do wchodzenia w związki małżeńskie, a nasze dzieci będą chciały budować własne małżeństwa?
Samo powstanie komunii między dwojgiem, nie oznacza niestety, iż będzie ona kwitła, zachwycała innych, a w jej miłosnym klimacie będą mogli się rozwijać małżonkowie i ich pociechy. Jedność trzeba budować, praktykować. Tak dzieje się w relacjach między mężczyzną a kobietą, w przyjaźni, w społeczeństwach, ale także w naszym życiu wiary.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
“Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza”. (Łk 11, 23)
Zawsze odnosiłam te słowa do ludzi spoza Kościoła, do tych, którzy nie wierzą. To oni wydawali mi się tymi, którzy rozpraszają, nie pozwalając, by nauka Chrystusowa mogła się rozszerzać w świecie. Dzisiaj uświadomiłam sobie, że Jezus mówi w tym fragmencie o mnie i o tych wszystkich, którzy, poprzez Chrzest, należą do Jego Owczarni.
Czy można być w Kościele, a nie być z Chrystusem? Oczywiście, że tak. Podobnie, jak można żyć we wspólnocie małżeńskiej, a realnie nie być ze swoim mężem, czy żoną.
Zastanawiam się: Co oznacza dla mnie osobiście, “być z Chrystusem”?
Po pierwsze – mieć z Nim relację, czyli spędzać z Nim czas, coraz bardziej poznawać Go, rozmawiać z Nim, być wobec Niego szczerą, mówić Mu o swoich pragnieniach, wątpliwościach, zadawać pytania, przytulać się do Niego, tak zwyczajnie, bez oczekiwania czegokolwiek, po to, by po prostu być przy Nim, by czuć Jego obecność.
drugie – starać się poznawać pragnienia Jego serca i wychodzić im naprzeciw. Trudno nazwać “byciem razem” związek, w którym mało wiem o drugiej osobie, nie staram się wsłuchiwać w jej potrzeby, oczekiwania, nie próbuję jej rozumieć i czynić tego, co dla niej ważne.
trzecie - przeżywać z Nim swoją codzienność. Chcieć Jego towarzyszenia we wszystkim, czym żyję, co dla mnie ważne.
Myślę, że tylko prawdziwe “bycie z Chrystusem” każdego z nas osobno i wszystkich we wspólnocie, jest w stanie umacniać Kościół. W innym przypadku możemy stać się tymi, którzy sami działają przeciwko niemu, siejąc rozproszenie.
Żyjemy w czasach, gdy Oblubienica Chrystusa przeżywa ogromny kryzys – nie dlatego jednak, że moc Chrystusa osłabła, ale dlatego, że my sami skutecznie oddzielamy się od Niego, nie pielęgnując relacji z Nim.
Nigdy nie przyciągniemy innych do Kościoła, jeśli sami nie będziemy trwali z Chrystusem we wspólnocie, jeśli będziemy żyli wewnątrz Jego Ciała pełni roszczeń, niezadowolenia, kierując się pychą, trwając w kłótniach i nieprzebaczeniu.
Chrystus ostrzega nas:
“Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali”. (Łk 11, 17b)
Ludzie, którzy zaniedbują własne małżeństwo, stawiając je na końcowym miejscu listy swoich “ważnych spraw”, mogą dość szybko oczekiwać bardzo poważnych problemów w ich związku lub jego rozpadu. Mogą stać się także dla swoich dzieci źródłem wielu zranień oraz antyświadectwem, powodując, iż nie będą one w stanie zbudować w przyszłości owocnych relacji. Podobnie i my – ludzie ochrzczeni - żyjąc z dala od Chrystusa, nosząc w sercu grzech, zamiast miłości, przyczyniamy się do rozpadu Tej, za którą Chrystus oddał swoje życie - Jego Oblubienicy - Kościoła Świętego.