Zawsze doznaję głębokiego poruszenia, kiedy kapłan w czasie Mszy Świętej, przy asyście ministrantów trzymających świece, podchodzi do ambony z uniesioną Księgą Pisma Świętego.
Wiem, że Słowo, które zostanie za chwilę odczytane jest Słowem samego Boga, pragnącego mówić do serca każdego człowieka z osobna, ale także do wszystkich razem zgromadzonych we wspólnocie Kościoła. To dla mnie bardzo szczególny moment Eucharystii.
Jestem niezwykle wdzięczna biskupowi Edwardowi Dajczakowi, który w trakcie zajęć, w ramach studiów nad małżeństwem i rodziną, zachęcał nas do rozważania niedzielnego Słowa Bożego na kilka dni przed Mszą Świętą. Była to praktyka, którą sam stosował od początku kapłaństwa, pragnąc, by Słowo w nim wybrzmiewało. Był tak bardzo przekonywujący w swoim świadectwie, że od razu zaczęłam stosować się do jego wskazówek.
Myślę, że bardzo trudno jest usłyszeć, co Bóg mówi do nas w czytaniach mszalnych i przyjąć to sercem, jeśli słyszymy je tylko jeden raz, do tego przeczytane czasami przez niezbyt dobrze przygotowanego lektora. Nad Słowem trzeba się pochylić, pozwolić mu wniknąć w naszą przestrzeń, pokonać bariery, które wytworzyliśmy. Do tego potrzebny jest czas, dobre chęci, no i oczywiście wiara.
Mogę, z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że Księga Pisma Świętego jest moją umiłowaną księgą. Gdybym została pozbawiona dostępu do Niej byłabym głęboko nieszczęśliwa. Ona wypełnia głód, który noszę w sobie. Będąc młodą dziewczyną zachwyciłam się nią po raz pierwszy. Prowadziłam wtedy dialog z Bogiem. Ja pytałam, On odpowiadał. Ja dawałam Mu czas, On zalewał mnie swoją Obecnością. To było niesamowite doświadczenie, które spowodowało, że karmię się Słowem każdego dnia. Wiem, że Pismo Święte nie jest jakąś zwyczajną księgą, ale przestrzenią spotkania z Bogiem. W Niej zapisane jest moje życie, z Niej wypływa Moc ożywiania tego, co martwe, poruszania duszy, by skierowała się ku swemu Stworzycielowi.
W dzisiejszym czytaniu z Listu do Hebrajczyków czytamy:
„Bracia: Żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić myśli i pragnienia serca. Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek”. (Hbr 4, 12-13
Wiem, z własnego doświadczenia, że Słowo jest naprawdę żywe, że dotyka, porusza, odpowiada na pytania i wątpliwości, uzdrawia, napomina i jest w stanie dać każdemu z nas to, czego na danym etapie potrzebujemy.
Jestem lektorką i odczytując wybrany fragment Pisma Świętego, zawsze jestem świadoma, że Bóg chce posłużyć się nim, by wejść w dialog ze swoimi dziećmi, by mówić do nas o swojej miłości, trosce, by wskazywać korzenie zła w naszym życiu. To jednak od naszej dyspozycji, wiary, uważności, zależy na ile pozwolimy wniknąć Bożej mocy w głębiny naszej duszy.
Siła Słowa doskonale widoczna jest w dzisiejszej Ewangelii. Chrystus wypowiada do Lewiego, syna Alfeusza jedno zdanie: „Pójdź za Mną”, które sprawia, że życie mężczyzny zmienia się całkowicie.
„Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” Ten wstał i poszedł za Nim”. (Mk 2, 13-14)
Lewi, czyli Mateusz Ewangelista, wstał i poszedł za Jezusem, całkowicie podporządkowując życie Jego misji. Porzucił wszystko, co gwarantowało mu ziemskie poczucie bezpieczeństwa. Pomyślmy, jak pełne Mocy musiały być słowa Jezusa.
Taki sam poziom sprawczości mają Słowa zawarte w Piśmie Świętym. Kiedy otwieramy jego karty, mówi do nas sam Bóg. Czy wierzysz w to? Czy ufasz, że Słowo Boga może przemienić Twoje życie, że odczytując je wchodzisz w Obecność Boga, jesteś w miejscu świętym?
Wiele jest świadectw ludzi, którzy nawrócili się dzięki Słowu, którzy zmienili swoje życie, bo zostali dotknięci przez Boga w czasie czytania Biblii. Czasem wystarczy jedno konkretne zdanie, które zaczyna drążyć tunel do naszego ospałego serca. Potrzeba tylko małej iskierki wiary, która się jeszcze tli, gdzieś w środku, która każe spróbować, która gdzieś z oddali wyczuwa, że może stać się jeszcze pięknym, jasnym, ogrzewającym płomieniem.
Mój skarb
Jest Słowo cenniejsze od wszystkich na świecie słów,
co żyje w Księdze, którą utkał Boży Duch.
Słowo to wnika w najgłębszą przestrzeń mą,
poruszając wszystkie struny, które w niej tkwią.
Muzyka, która przy tym rodzi się,
pełna jest Panie niezmierzonej chwały Twej,
niesie dźwięki, co przemieniają mnie,
kąpiąc wciąż czule w morzu Obecności Twej.
Czasem w poważne uderzy tony,
mówiąc o rzeczach trudnych mi,
czasem przytuli, serce ukoi,
nadprzyrodzoną radością wypełni dni.
Wszystko to jednak zawsze z miłości miarą,
uszyte dla mnie jest,
po to, by podnieść, by poprowadzić,
gdzie światło Twej Prawdy rozlewa się.
Usłyszeć Słowa słodką pieśń,
pragnieniem duszy mojej wciąż jest.
Ty sam ją nucisz, o Boże mój,
wlewając we mnie życiodajny zdrój,
co pewnością napełnia mnie,
że w nim żyć i umierać chcę.