Patrzę dziś z uwagą na Krzyż. Moje oczy dostrzegają Chrystusa, którego rozpięte ramiona ogarniają całą ludzkość – przytulają każdego, bez wyjątku. Czuję się w tych ramionach bezpieczna, szczęśliwa. W oczach pojawiają się łzy wzruszenia. Nie chcę pozostać tylko na poziomie emocji. Patrzę i adoruję – miłość, posłuszeństwo, oddanie wszystkiego, całkowite ogołocenie Boga - Człowieka, po to, bym ja mogła żyć, bym została obmyta uzdrawiającym strumieniem krwi przelanej dla mojego zbawienia.
Tak często ulegam pysze, która każe mi wynosić się ponad innych, która wyzwala niezadowolenie, poszukiwanie czegoś wyjątkowego, w moim przekonaniu lepszego.
Chrystus został także wyniesiony ponad innych. Po ukrzyżowaniu, fizycznie podniesiono krzyż, na którym zawisło Zbawienie Świata. Chrystus był wyżej, stał się widoczny dla wszystkich obecnych tam ludzi. Niektórzy dostrzegli w Nim przegranego, zhańbionego człowieka, dla innych był wzorem całkowitego oddania siebie Bogu.
To było takie ludzkie wywyższenie. Tak czyniono z każdym ukrzyżowanym człowiekiem.
Dla nas pozostaje najważniejsze to, co stało się potem, co nastąpiło w Noc Zmartwychwstania.
Chrystus przeszedł ze śmierci do życia. Został wywyższony przez Boga. Ten fakt jest najważniejszy i powinien być dla nas źródłem mocy i niegasnącej radości.
„A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca.”
(Flp 2, 8-11)
Zawsze kiedy czytam ten fragment Pisma Świętego po mojej skórze przechodzą ciarki.
Tylko wywyższenie, które daje Bóg jest prawdziwe. Wraz z nim zawsze ofiarowana jest autentyczna łaska, której nic nie jest w stanie zgasić, ani pomniejszyć. W imieniu Jezusa jest pełnia, jest moc. Wszystko inne musi ustąpić przed Jego majestatem – każda choroba, słabość, zło i śmierć.
Nasze próby wynoszenia się nad innych powinny być zawsze gaszone jednym spojrzeniem na krzyż Chrystusa, jednym wypowiedzeniem imienia Jezus.
Jeśli chcemy naprawdę błyszczeć, pozwólmy, aby to Bóg nas wywyższył. Dajmy się Mu prowadzić i doceniajmy małe rzeczy, które są mostem przybliżającym nas coraz bardziej do świętości, która jest wielkością w Bożych oczach. Szukajmy pokory, poświęcenia, oddania. Dajmy Bogu szansę działać w naszym życiu. Pamiętajmy, że On umiłował nas do końca.
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” (J 3, 16-17)