Nasza córka, podobnie jak chyba większość dzieci, lgnie do osób, które pomagają jej zaspokoić potrzebę pobrykania czy pożartowania, od których może otrzymać jakiś smakołyk, drobny upominek. Bardzo chętnie je odwiedza i przebywa w ich towarzystwie. Jest już na tyle samodzielna, że czasami, podczas samotnej przejażdżki rowerowej, wstępuje do niektórych z nich, zaopatrując się w ulubione słodycze. Często rozmawiam z nią o tym, tłumacząc, że tak naprawdę ważny jest drugi człowiek, kontakt z nim, a nie to, co od niego możemy otrzymać.
O ile, takie interesowne zachowania, są czymś naturalnym dla dzieci, o tyle w przypadku osób dorosłych, świadczą niedojrzałości i egoizmie.
Niestety wielu z nas przenosi taki dziecinny sposób postępowania na relację z Bogiem. W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
“W odpowiedzi rzekł im Jezus: “Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”. (J 6, 26-27)
Ludzie, do których zwraca się Jezus poczynili bardzo konkretny wysiłek, aby Go odnaleźć, wytropić miejsce Jego pobytu. Ich zachowanie nie było jednak podyktowane chęcią rzeczywistego zbliżenia się do Niego. Wynikało z dostrzeżenia w Nim kogoś, kto jest w stanie zaspokoić ich własne potrzeby. Chrystus jednak nie zgorszył się tym. Wykorzystał zaistniałą sytuację, by ukazać im coś więcej, coś co jest ponad tymi doczesnymi dążeniami, co wykracza poza zatroskanie o codzienność. Pragnął, aby oderwali się od tych przyziemnych kalkulacji i zobaczyli prawdziwe, niezniszczalne dobro, które pragnie im ofiarować, a którym jest, dająca życie wieczne, bliskość z Nim.
Każdy z nas może zadać sobie w tym miejscu pytanie: Dlaczego kroczę za Jezusem?
Jakie pobudki mną kierują? Może wynika to z rodzinnej tradycji? Może z chęci uspokojenia własnego sumienia? Być może traktuję Jezusa jako sposób na zabezpieczenie się przed trudnościami, osiągnięcie tego, czego mi brak? A może po prostu kocham Go i ufam, że pójście Jego drogą jest tym, co dla mnie najlepsze?
Chrystus troszczy się o nasze sprawy doczesne. Jemu nie jest obojętne nasze zdrowie, problemy, z którymi się zmagamy. On pragnie nas obdarowywać każdego dnia chlebem powszednim, zabezpieczać nasz byt materialny. Ma dla nas jednak jeszcze coś o wiele cenniejszego. Zaprasza nas do relacji z Sobą samym. Chce jednoczyć się z Nami w Sakramencie Eucharystii, dawać nam swego Ducha, byśmy mogli kochać, tak jak On, ogłaszać Bożą chwałę i żyć na wieki.
“Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: “Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał”. (J 6, 29)