Nasza córka Faustynka, od najmłodszych lat, potrafi dostrzegać dobro, które otrzymuje i cieszyć się nim w prostocie serca. Czymś oczywistym jest dla niej podziękowanie za otrzymaną pomoc, okazaną uwagę. Dość często zdarza się jej wieczorem przytulić do mnie, dziękując za udany dzień, zauważać drobnostki, które zrobiłam ze względu na nią. Wdzięczność, w jej wypadku, nie jest czymś wyuczonym czy nakazanym. Jest ona niejako wpisana w jej naturę i charakter.
Jakże cudownie byłoby, gdybyśmy i my, dorośli, potrafili okazywać wdzięczność, najpierw Bogu, a później tym wszystkim, którzy wyświadczają nam jakiekolwiek dobro. O ile więcej radości i szczęścia moglibyśmy wtedy doświadczać w życiu. O ile łatwiej żyłoby się innym z nami. Jakże niesamowicie mogłaby wzrosnąć nasza motywacja do otwierania serc na bliźnich.
Chrystus, w dzisiejszej Ewangelii, pochwala trędowatego, który wrócił do Niego, by podziękować za doznane uzdrowienie:
“Wtedy jeden z nich, widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym głosem, padł na twarz u Jego nóg i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czyż nie znalazł się nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?”. (Łk 17, 15-18)
Zastanów się drogi Bracie (droga Siostro), ile razy w ciągu dnia zdarza Ci się narzekać na swoją sytuację materialną, społeczną, samopoczucie, ludzi, którzy są wokół Ciebie, na ten “niedobry” świat, a jak często zauważasz, ile dobra otrzymujesz każdego dnia z ręki Boga i drugiego człowieka?
Czy jesteś osobą raczej zadowoloną z życia, dostrzegającą małe, niezwykłe rzeczy, czy też zamykasz oczy na to, co otrzymujesz, by widzieć tylko to, czego nie udało Ci się osiągnąć?
Wdzięczność otwiera Boże serce. Sprawia, że zaczyna z niego wytryskiwać jeszcze więcej łask. Dzięki niej stajemy się bardziej wrażliwi na Boże poruszenia, zaczynamy bardziej świadomie współpracować z Bogiem.
Oczyszczony z trądu Samarytanin, dzięki okazanej Jezusowi wdzięczności, otrzymał szansę pogłębienia swojej wiary, nawiązania bliższej relacji z Mistrzem. Wdzięczność przyprowadziła go do Jezusa, pozwoliła Mu dotknąć Jego stóp, poczuć Jego bliskość.
Powrót do Jezusa, sprawił, że mógł usłyszeć z Jego ust słowa:
“Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. (Łk 17, 19b)
Myślę, że uświadomiły mu one mu jak wielką wartość ma w życiu wiara, jak niezmiernie ważna jest troska o nią, pielęgnowanie jej, tworzenie warunków, by mogła się rozwijać.
W dzisiejszym Psalmie czytamy:
“Rzekłem: Jesteście bogami,
jesteście wszyscy synami Najwyższego.
Lecz wy pomrzecie jak ludzie,
poupadacie wszyscy jak książęta”. (Ps 82(81), 6-7)
Smutne jest to, że można rozminąć się w życiu ze swoją godnością. Można umrzeć nie odkrywszy i nie rozwinąwszy własnego powołania. Można odejść z tego świata, nie będąc świadomym, iż było się dzieckiem Króla.
Praktykujmy w naszym życiu wdzięczność wobec Boga. Ona pozwoli nam ucieszyć się naszą tożsamością, zaakceptować prawdę, iż nie jesteśmy stworzycielami, lecz stworzeniami i nasze życie możliwe jest tylko dzięki łasce Boga. On ofiarowuje nam każdego dnia wszystko, co potrzebne, byśmy mogli przejść ziemski szlak po królewsku, obfitując we wszelkie potrzebne dobro, wypełniając uczynki miłości.
“Za wszystko dziękujcie Bogu, taka jest wola Boża względem was w Jezusie Chrystusie”. (Por. 1 Tes 5, 18)