W poprzednim tygodniu rozmawiałam z sąsiadką, u której niedawno zdiagnozowano nowotwór piersi. Kobieta była pełna optymizmu i pewności, że wszystko zakończy się pomyślnie i po leczeniu będzie mogła żyć normalnie ze swoją rodziną, wrócić do pracy i robić to, co jest dla niej ważne. W pewnym momencie wypowiedziała zdanie, które jest jej życiowym mottem: Bez nadziei nie ma przyszłości. Według mnie, w tej krótkiej frazie zawarta jest głęboka prawda, która towarzyszy każdemu człowiekowi. To nadzieja na pokój, pozwala ludziom dotkniętym wojną walczyć, znosić wszelkie niedogodności, czy tragedie. Nadzieja na dobre wychowanie dzieci, pomaga rodzicom w wytrwałym podejmowaniu wszelkich działań wychowawczych, których owoce w danym momencie są zupełnie niewidoczne. Nadzieja na dobrą pracę wyzwala energię potrzebną do zdobywania wiedzy i różnych umiejętności. Mogłabym mnożyć i mnożyć przykłady, w których nasze działania, wysiłki, podporządkowujemy celowi, którego wyczekujemy, a który jeszcze jest dla nas nieosiągalny.
Dzisiejsze Słowo zachęca nas, abyśmy pozwolili Bogu rozpalić w sercach nadzieję na otrzymanie tego wszystkiego, co jest Jego obietnicą dla każdego człowieka:
„Niech Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania”. (Por. Ef 1, 17-18)
W naszym codziennym życiu bardzo często doświadczamy bezradności. Wiele wydarzeń, których jesteśmy uczestnikami lub o których słyszymy przeraża nas, przerasta nasze możliwości zrozumienia. Często czujemy się bezsilni, wręcz mali, wobec tego, co przynosi nasza codzienność. Potrzebujemy oparcia się na czymś, co stabilne, niezawodne, co będzie dla nas punktem odniesienia i będzie wlewało w nasze serca pokój, chęć życia, pomimo wszystko. Potrzebujemy Osoby, która nas nigdy nie zawiedzie, której miłości możemy być pewni w stu procentach.
Bóg, który jest źródłem wszelkiej nadziei, pragnie być dla nas taką ostoją i fundamentem życia. Obietnice, które nam dał, świadomość Jego nieustającej obecności przy nas, pozwalają iść dalej, pomimo różnych okoliczności, które pojawiają się w naszym życiu.
Pięknym przykładem oparcia swojego życia o Boże Słowo jest Noe, którego historię przywołuje dzisiaj Księga Rodzaju. On, jako jedyny, uwierzył Bogu i swoje wysiłki podporządkował temu, do czego wezwał go Pan. To spowodowało, że uratował siebie i całą rodzinę. Dzięki jego postawie Bóg mógł zawrzeć przymierze z ludzkością, odbudować to, co zniszczyli ludzie.
Nadzieja, którą nosił w sercu Noe spowodowała, że wierzył Bogu pomimo niesprzyjających okoliczności. Stwórca go nie zawiódł. Noe doczekał się spełnienia obietnicy.
„Po czterdziestu dniach Noe, otworzywszy okno arki, które przedtem uczynił, wypuścił kruka; ale ten wylatywał i zaraz wracał, dopóki nie wyschła woda na ziemi. Potem wypuścił z arki gołębicę, aby się przekonać, czy ustąpiły wody z powierzchni ziemi. Gołębica, nie znalazłszy miejsca, gdzie by mogła usiąść, wróciła do arki, bo jeszcze była woda na całej powierzchni ziemi; Noe wyciągnąwszy rękę, schwytał ją i zabrał do arki. Przeczekawszy zaś jeszcze siedem dni, znów wypuścił z arki gołębicę i ta wróciła do niego pod wieczór, niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego. Poznał więc Noe, że woda na ziemi opadła. I czekał jeszcze siedem dni, po czym wypuścił znów gołębicę, ale ona już nie powróciła do niego”. (Rdz 8, 6-13)
Bóg pragnie, abyśmy Mu zaufali. On jako jedyny jest zawsze prawdomówny. Jego słowa są niezmienne, wieczne. Gdy spotka się z otwartym sercem człowieka wprowadza go powoli w swoje tajemnice. W miarę pogłębiania wzajemnej relacji, pozwala mu coraz bardziej rozumieć na czym polega człowieczeństwo, jaki jest sens życia, cierpienia, różnych zdarzeń, które miały miejsce w jego przeszłości.
Pięknie obrazuje to dzisiejsza Ewangelia:
„On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: Czy coś widzisz? A gdy ten przejrzał, powiedział: Widzę ludzi, bo gdy chodzą dostrzegam ich niby drzewa. Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie”. (Mk 8, 23-25)
Niewidomy mężczyzna nie odzyskuje wzroku od razu. Najpierw widzi wszystko, jakby przez mgłę. Dopiero później obraz staje się wyraźny. Podobnie jest w naszym życiu. Ufność wobec Boga umożliwia Mu prowadzenie nas w głąb naszej wiary, w bardziej świadome przeżywanie czasu naszej ziemskiej pielgrzymki. Można powiedzieć, że jest ona kluczem do naszych serc. Dzięki niej, Bóg może stopniowo je otwierać i wlewać w nie swoje łaski, zrozumienie, mądrość.
Jeśli ufamy lekarzom, przywódcom politycznym, rodzicom, nauczycielom, o ile bardziej winniśmy obdarzać zaufaniem Boga, który sam jest Prawdą i Miłością.
To On położył przed nami obietnice wiecznego szczęścia, które stały się dla nas dostępne, na wyciągnięcie ręki, dzięki Ofierze Jezusa Chrystusa. To On nie zostawił nas samotnych, zdanych na własne siły, zasługi, lecz posłał swego Ducha, który wlewając w nas swoje dary, czyni zdolnymi do budowania żywej relacji ze Stwórcą. Przy takim Bogu nadzieja staje się tak naprawdę pewnością. Dla mnie to oczywiste, a czy Ty także uważasz Boga za godnego zaufania? Czy dasz się Mu i pozwolisz, by w twoim życiu coraz bardziej spełniały się Boże obietnice?