Żyjąc we współczesnym świecie, przyzwyczailiśmy się bardzo do tego, iż większość rzeczy dzieje się szybko. Zamówiony towar otrzymujemy niemal natychmiast. Wysłana wiadomość dociera do adresata w momencie, w którym klikniemy ikonkę “wyślij”. Po podpisaniu umowy kredytowej, możemy wprowadzać się od razu do wymarzonego domu. W porównaniu z przeszłością czas od akcji do reakcji skrócił się zdecydowanie.
Z jednej strony taki sposób załatwiania spraw ułatwia nam funkcjonowanie w codzienności, z drugiej sprawia, że próbujemy przenosić go na nasze relacje, życie wewnętrzne, rozwój psychiczny i w ten sposób mijamy się z tym, co stanowi istotę naszej egzystencji. Coraz trudniej jest nam trwać w oczekiwaniu na dobro, które dokonuje się w czasie, kierować się cierpliwością i zrozumieniem wobec siebie samych i innych ludzi, ufać Bogu nawet, gdy nie widzimy natychmiast efektów Jego interwencji, cieszyć się czasem dojrzewania, zanim przyjdzie okres zbiorów.
Dzisiejsze czytania zapraszają nas do przemiany myślenia, do zdania sobie sprawy z tego, że życie jest pewnym procesem, w którym wielu spraw nie da się, a nawet nie powinno się, przyspieszać. Najważniejszym dla nas jest wybierania dobra, życia, prawdy już dziś, pomimo że ich piękne owoce najprawdopodobniej będziemy mogli zbierać dopiero w przyszłości:
“Mojżesz powiedział do ludu: Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść”. (Pwt 30, 15-16)
Nasze dziś ma wpływ na naszą przyszłość. Dobre wybory, których dokonamy w teraźniejszości zawsze przyniosą piękny plon, niestety te, które są niewłaściwie - gorzkie owoce.
Moim polem do podejmowania działań jest “dziś”. Tu mogę dokonać wyboru właściwej drogi, tu mogę opowiedzieć się za dobrem. Być może nie zobaczę natychmiast jakichś wielkich zmian w moim życiu, ale mogę mieć pewność, że te małe kroczki przybliżają mnie do celu mojej wędrówki. Dzięki nim za jakiś określony czas osiągnę szczęście, równowagę życiową, odkryję prawdę, przyjmę siebie i innych ludzi w pełni, zbuduję piękną relację z Bogiem i satysfakcjonujące więzi z bliskimi ludźmi.
Wszyscy jesteśmy w drodze. Dążymy do zrealizowania różnych marzeń i planów, pragniemy dojść do swojej upragnionej krainy. Oparcie się na Bogu daje gwarancję, iż ta nasza wymarzona kraina okaże się, obfitującą w Boże błogosławieństwo, “ziemią obiecaną”.
“Szczęśliwy człowiek, który ufa Panu”. (por. Ps 40 (39), 5a)
On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie.
Liście jego nie więdną,
a wszystko, co czyni, jest udane”. (Ps 1, 3)
W życiu każdego z nas jest okres siania, podlewania, wzrostu i zbioru owoców. Wszystko dzieje się po coś, jest ważnym ogniwem całości.
Współczesny człowiek chętnie pominąłby trudniejsze i bardziej czasochłonne etapy tego procesu i od razu rozkoszował się dotarciem do mety. Czy wtedy jednak potrafiłby rzeczywiście docenić to, co osiągnął? Czy byłby gotowy na przyjęcia całego dobra?
Chrystus nie pokonał śmierci bez wysiłku, natychmiast. Zmartwychwstanie poprzedzone było Jego zwyczajnym życiem, nauczaniem, męką i śmiercią.
Czyż i my zatem nie powinniśmy odrzucić mrzonek o szybkim sukcesie, o osiągnięciu dobra bez starania się o nie?
Przylgnijmy dziś całym sercem do naszego Boga, wybierzmy drogę, którą On wskazuje, a na pewno doświadczymy Jego błogosławieństwa i wydamy najpożywniejsze owoce we właściwym - najlepszym czasie.