Któż z nas nie chciałby żyć w świecie, który jak Ziemia Obiecana, opływa w mleko i miód, w którym panuje miłość, poszanowanie praw każdego człowieka, gdzie nie ma wojen, nienawiści, niesprawiedliwości? Myślę, że pragnieniem większości ludzi jest życie pełne pokoju, dobra, szczęścia. Dlaczego zatem, patrząc wokół, dostrzegamy zupełnie inny obraz? Z jakiego powodu kraina, w której żyjemy okazuje się być przestrzenią pełną smutku, nieurodzajnej gleby, nienawiści, rozczarowania?
Mojżesz mówi dzisiaj do ludu:
„A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan, Bóg waszych ojców(…)Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny. Bo któryż wielki naród na bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, ilekroć Go wzywamy? Któryż wielki naród ma prawa i nakazy tak sprawiedliwe, jak całe to Prawo, które ja wam dziś daję?” (Pwt 4, 1. 6-8)
Powodem każdego zła, niepowodzenia w naszym życiu oraz w życiu całych społeczeństw jest brak wierności Bogu, Jego prawom, nakazom. Wielu z nas stara się być samowystarczalnymi, samodzielnie stanowiącymi o sobie. Za nic mamy podporządkowanie się zasadom, które często stoją w sprzeczności z naszymi dążeniami, pragnieniami. Wolimy iść za tym, co rodzi się w sferze naszych emocji, uczuć, co gra na strunach naszej wyobraźni, niż poszukiwać sensu, istoty naszego życia, wszystkiego, co słuszne i dobre.
Każdy z nas w głębinach swego jestestwa ma ukryty skarb. Jest nim Prawo Boże. Niezależnie od kultury, w której wzrastamy, wyznania, pochodzenia, w sercach mamy wyryty „kodeks” postępowania, którego przestrzeganie jest drogą do osiągnięcia prawdziwego szczęścia. Kroczenie zgodnie z jego wskazaniami powoduje, że Ci, którzy nie znają Boga mogą, patrząc na postępowanie Jego wyznawców, zachwycić się Nim, Jego mądrością.
Zadajmy sobie pytanie: Czy nasze zachowanie, styl bycia, sprawia, że ludzie żyjący daleko od Boga, widzą w Nim Dobro, Mądrość? Czy też może stajemy się dla innych antyświadectwem?
Mam wrażenie, że wielu z nas jest nie zdaje sobie zupełnie sprawy z tego, że Boże Prawo jest dla nas drogowskazem, który prowadzi do dobra. Upatrujemy w nim ciężaru, ograniczeń, nie widząc tego, co piękne. Nie postrzegamy go jako naszą drogocenną perłę, dla której warto sprzedać wszystko, która bardziej wartościowa od tego, co proponuje świat. Taka postawa ma swoje korzenie w nieznajomości Boga, w życiu z dala od Niego lub tak, jakby Go nie było. Może być także wynikiem traktowania Go jako dodatku do naszego życia, kogoś kto ma pobłogosławić nasze własne plany, nasz własny pomysł na życie.
Żyjąc w oddaleniu od Boga, nie pozwalamy, by wybrzmiało w nas to, co duchowe. Poprzez życie na sposób cielesny, spełnianie swoich zachcianek, uleganie konsumpcjonizmowi, relatywizmowi, zagłuszamy delikatny Boży Głos, który odzywa się w naszym sercu. Zaczynamy słuchać tego, co mówi świat, co wydaje się nowoczesne, bardziej pociągające.
Tymczasem postawienie Boga w centrum, znajdowanie dla Niego czasu, posilanie się Jego Słowem, Sakramentami, pomaga odkrywać, jak niesamowity jest nasz Pan. Wtedy wszystko, co znajduje się w Nim zaczyna pociągać coraz bardziej. Wypełnianie Jego Prawa staje się naturalną konsekwencją naszego zanurzenia w Bogu. Poznanie wspaniałości daru, który nam ofiarowuje sprawia, że to, co sprzeczne z Jego wolą staje się dla nas obce, nieatrakcyjne.
Nie dzieje się to jednak automatycznie. Decyzja pójścia za Bogiem domaga się od nas wierności na co dzień, wybierania Go w każdej chwili naszego życia. Przypomina nam o tym dzisiejsze pierwsze czytanie:
„Tylko strzeż się bardzo i pilnuj siebie, byś nie zapomniał o tych rzeczach, które widziały twe oczy, by z twego serca nie uszły po wszystkie dni twego życia, ale ucz ich swych synów i wnuków”. (Pwt 4, 9)
Łatwo jest utracić drogocenny skarb, zapomnieć o nim, zakopać go. Nasza codzienność nie sprzyja kontemplowaniu tego, co duchowe. Ciągle gdzieś gonimy, mamy tysiące spraw na głowie. Dajemy się wciągnąć w doczesność zamiast starać się przeżywać ją zawsze w odniesieniu do wieczności.
W wersecie przed Ewangelią wybrzmiewa dziś prawda:
„Słowa Twoje, Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego”. (Por J 6, 63 c. 68c)
Nie ma innej drogi do wiecznego szczęścia, jak podążanie za Bożym Słowem. Jego znajomość, zanurzenie się w nim jest najbardziej istotną sprawą w naszym życiu - decyduje o jego jakości teraz i po śmierci.
Mój czas ziemskiej pielgrzymki spędzam w pełnym zachwycie tym wszystkim, co pochodzi od Boga. On pragnie ofiarować każdemu z nas to, co niezniszczalne. On jest tym, który nasyca, usuwa głód, prowadzi tam, gdzie pomimo trudu, znajduje się pełnia i szczęście.
Droga z Bogiem jest naprawdę fascynująca. Dajmy się Mu pociągnąć, a nie będziemy na pewno żałować.