Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej
Wchodząc rano do kościoła, zauważyłam dwa bardzo ładne krzesełka ustawione przed ołtarzem. Pomyślałam sobie, że pewnie jakaś para będzie zawierać małżeństwo. Nie pomyliłam się. W czasie Eucharystii modliliśmy się za tych, którzy będą sobie ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską w obliczu Boga. Prosiliśmy za osoby, które za kilka godzin wejdą w prawdziwą komunię ze sobą i Chrystusem. W Holandii nieczęste są takie wydarzenia. Większość ludzi podpisuje dokumenty w urzędach, stając się stroną umów cywilnych lub też żyje w tzw. “wolnych” związkach. Ludzie próbują budować coś niezwykłego, niezniszczalnego opierając się tylko na własnych siłach. Z tej to przyczyny mnóstwo w tym kraju rozwodów. Właśnie dzisiaj obchodzony jest dzień rozwiedzionych – czyli tych, którym nie udało się zbudować rzeczywistej wspólnoty małżeńskiej, których marzenia o wspólnym życiu zakończyły się fiaskiem.
Zadaję sobie pytanie: czy tak musiało być? Czy rzeczywiście niektóre małżeństwa skazane są na porażkę?
Czy doszłoby do tego, gdyby Chrystus obecny był w życiu tych rozwiedzionych osób - najpierw, gdy jeszcze się nie znali, później w narzeczeństwie i konsekwentnie w małżeństwie?
Czy rozwody zdarzałyby się tak często, gdybyśmy jako chrześcijanie wskazywali innym Chrystusa?
Wierzę, że nie. Wiem, że Bóg pragnie naszego szczęścia. Chce, abyśmy odnajdowali je przede wszystkim w naszym powołaniu, a więc także w małżeństwie. Nie pozostawia nas nigdy samych, zachowując się jak bierny obserwator. Wylewa nieustannie swą łaskę na wszystkie swoje dzieci, umacniając je na ich życiowych drogach.
Święty Paweł pisze dzisiaj o swoim wybraniu, ukazując, iż realizowanie go w codzienności stało się możliwe tylko dzięki Bożemu umocnieniu:
“Dzięki składam Temu, który mnie umocnił, Chrystusowi Jezusowi, naszemu Panu, że uznał mnie za godnego wiary, skoro przeznaczył do posługi sobie mnie, dawnej bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia, ponieważ działałem z nieświadomością, w niewierze. A nad miarę obfita okazała się łaska naszego Pana, wraz z wiarą i miłością, która jest w Chrystusie Jezusie”. ((1 Tm 1, 12-14)
Bóg nigdy nie szczędzi swoich darów, nigdy ich nie limituje. To my sobie sami je ograniczamy lub się ich całkowicie pozbawiamy albo z powodu naszej niewiary albo nieświadomości, czy niewiedzy.
Brak wiary spowodowany jest często ignorowaniem przez nas sfery duchowej, brakiem pielęgnowania indywidualnej relacji z Bogiem. Każde sięgnięcie po Słowo Boże, każda chwila szczerej modlitwy, każda Komunia Święta, każdy Sakrament Pokuty i Pojednania są okazją do poznawania Boga, do budowania coraz większego zaufania w odniesieniu do Niego. Popatrzmy dzisiaj na Maryję, która stoi pod Krzyżem, będąc wierną pomimo bólu przeszywającego Jej serce:
“ Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena”. (J 19, 25).
Uczmy się od Niej trwania przy Bogu, szukania wsparcia i wyjaśnień właśnie u Niego. Maryja całe życie była posłuszna swemu Stwórcy. Od Niego przyjmowała łaski, by móc wytrwać w każdym trudzie, który stał się Jej udziałem. On uzdolnił Ją do przyjęcia “miecza boleści”, który zapowiedział Jej starzec Symeon.
My także możemy wiernie kroczyć drogą naszego powołania, jeśli nadziei i pomocy będziemy, zgodnie ze słowami dzisiejszego Psalmu, szukać u Pana:
“Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie,
i mówię: Ty jesteś moim Bogiem.
W Twoim ręku są moje losy,
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców”. (Ps 31(30)15-16)
Ubogaceni mocą z Wysoka, będziemy w stanie, nie tylko pięknie przejść przez własne życie, ale także stać się znakiem Bożej Obecności dla tych, którzy jeszcze nie znają dobroci Naszego Pana.