16 kwietnia 2024

16 kwietnia 2024

Ania Borkowska

Czytania na dziś

Bardzo lubię słuchać bicia dzwonów kościelnych. Wsłuchując się w muzykę, którą wgrywają, doświadczam często głębokiego wzruszenia. Są one dla mnie zwiastunami czegoś niesamowitego, niezwykłego. Swoim donośnym, dochodzącym niemal do wszystkich zakątków parafii, brzmieniem zapraszają na ucztę Eucharystyczną, w czasie, której Chrystus pragnie nas nakarmić Chlebem z Nieba. 

 
W dzisiejszej Ewangelii czytamy: 

“Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który zstępuje i życie daje światu”. ((J 6, 32-33) 

Każdego dnia, na całym świecie, odprawianych jest mnóstwo Mszy Świętych. Osoby w nich uczestniczące mogą przyjąć do swoich serc samego Boga, zjednoczyć się z Tym, który daje prawdziwe życie, który stwarza nas na nowo. Każde przyjęcia Ciała Chrystusa z wiarą, przemienia nas, uzdrawia i otwiera na rzeczywistość Nieba. Dzięki regularnemu karmieniu naszych dusz chlebem Bożym, zaczynamy patrzeć na codzienność z nieco innej perspektywy, postrzegać ją jako pewien etap w wędrówce do naszej prawdziwej Ojczyzny, jako coś, w czym nie możemy się zakorzeniać, coś co nie jest w stanie zaspokoić naszych tęsknot, pragnień. 

Chleb Niebieski sprawia, że przestajemy kurczowo trzymać się tego, co doczesne, zabiegać o sprawy, które, z punktu widzenia wieczności, wydają się mało istotne lub wręcz nieważne. 
On przemienia nas w osoby wolne, nasycone, spełnione, szczęśliwe: 

“Rzekli więc do Niego: Panie, dawaj nam zawsze ten chleb! Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. (J 6, 34-35) 

Kiedy wróciłam dziś do ławki, po przyjęciu Komunii Świętej, nie mogłam opanować ogromnej radości. Napełniła mnie pewność, że mam wszystko, co najważniejsze. Czym są rzeczy, o które czasem zabiegam, którymi się niepokoję wobec Świętej Obecności, która jest we mnie? Cóż może równać się z Królem Królów, który zstąpił do mojego serca? 
Czy jest coś większego od pokoju, który On przynosi? 

Nie chcę troszczyć się o to, co daje namiastkę szczęścia, co wmawia mi, że jest ważne, choć w rzeczywistości nie niesie żadnego dobra, co zabiera mój czas, wypełniając go bylejakością. Pragnę troszczyć się o skarb największy, który przeprowadzi mnie pewnie przez moją doczesność, który sprawi, że będzie biło we mnie zawsze źródło niekończącego się życia. Chcę, Panie karmić się jak najczęściej Twoim Ciałem. 

Choć niepozorny, otwiera niezmierzone przestrzenie życia, które nigdy się nie kończy. 
Choć kruchy, daje siłę, by nieść swój własny krzyż, by nie poddać się. 
Choć ledwo widoczny, wyostrza wzrok na to, co najistotniejsze, co prawdziwym skarbem jest. 
Cóż może być większego od tego drobnego kawałka Chleba, który zstępuje z Nieba? 
Cóż bardziej cennego od Świętej Obecności, którą przynosi?