Święto Św. Andrzeja Boboli, kapłana i męczennika
Chyba każdy z nas marzy o jedności w małżeństwie, rodzinie, w Kościele czy społeczeństwie. Jej brak przynosi często ogromne cierpienie, doprowadza do rozpadu związków, jest źródłem prześladowań, braku akceptacji.
Przygotowując narzeczonych do Sakramentu Małżeństwa, zawsze poruszam ten temat. Sakrament ten stwarza bowiem jedność między małżonkami, czyniąc ich jednocześnie zdolnymi do jej urzeczywistniania w codziennym życiu.
Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam, iż jedność jest dla Jezusa czymś niezwykle istotnym, czymś, za co zgodził się zapłacić najwyższą cenę:
“Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś”. (J 17, 20-21)
Co oznacza jedność w praktyce?
Na pewno nie chodzi w niej o jednomyślność i jednolitość. Coś takiego jest niemożliwe do osiągnięcia między ludźmi. Każdy z nas jest inny. Jesteśmy inaczej wychowani. Mamy inne temperamenty, charaktery, potrzeby. Wyznajemy inne wartości.
Jedność postrzegana jako identyczność jest czymś niezdrowym, niemożliwym do osiągnięcia. Jest ona gwałtem na, mieniącej się bogactwem różnorodności, ludzkiej naturze. Właśnie ta odmienność, od której tak bardzo uciekamy, której się boimy, z którą walczymy jest naszą siłą, potencjałem, który można wykorzystać do budowania dobra.
Jedność to współistnienie w miłości osób, które różnią się na wielu płaszczyznach. To wzajemny szacunek, wymiana darów i talentów, wartości i przekonań. To przekraczanie własnych ograniczeń, uprzedzeń, by spotkać się z drugim człowiekiem, by dostrzec w nim brata, a nie kogoś, kogo trzeba przeciągnąć na swoją stronę, czy zmodyfikowań na własny wzór i podobieństwo. Wzorem jedności jest dla nas, oparta na miłości oblubieńczej, relacja wzajemnej wymiany między Ojcem i Synem.
Nie będzie odkrywczym stwierdzenie, iż prawie wszyscy, mamy problem z jednością.
Pisał o tym także Święty Paweł:
“Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa; ja jestem od Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni”. (1 Kor 1, 11-13)
Myślę, że ta trudność w budowaniu jedności wynika: po pierwsze z niezrozumienia jej istoty, a po drugie z braku naszej wewnętrznej jedności i dojrzałości.
Człowiek spójny wewnętrznie zna swoją wartość, swoje predyspozycje. Potrafi określić swoje granice. Jest świadomy godności, którą posiada, a jednocześnie zdaje sobie sprawę z własnych ograniczeń, niedoskonałości, subiektywizmu w postrzeganiu rzeczywistości. To wszystko sprawia, że jest w stanie przyjąć i zaakceptować drugiego człowieka, dając mu prawo do własnego zdania, zaspokajania jego potrzeb, do rozwoju potencjału, który w nim tkwi, a nie do narzucania mu jakiegoś obcego dla niego kierunku.
Bardzo poruszył mnie ten dzisiejszy temat. Myślę, że świat, w którym żyjemy, małżeństwa, wzajemne relacje mogłyby się stać niezwykle inspirujące i rozwijające nas wszystkich, gdybyśmy potrafili żyć w jedności, gdybyśmy otwierali się na dobro, które ma w sobie drugi człowiek i potrafili się dzielić z innymi tym, co naszym bogactwem.
Pamiętajmy, że jedność zawsze rodzi się na poziomie naszych serc i umysłów. To, w głębi naszego jestestwa, Duch Święty przekonuje nas o godności, wielkości i celowości istnienia każdego z nas, a tym samym o godności, wielkości i celowości istnienia naszych braci i sióstr. W ten sposób czyni nas zdolnymi do budowania jedności w otaczającej nas rzeczywistości.