Kiedy przeprowadziliśmy się do Holandii, całkowicie zmieniło się moje życie. Zostawiłam pracę, w którą włożyłam dużo serca, która dawała mi ogrom wewnętrznej satysfakcji, umożliwiała ofiarowanie innym dobra, rozstałam się z bardzo wieloma osobami, które były mi bliskie, których obecność była dla mnie ważna. Wyjeżdżając, zostawiałam znane, pewne i dobre, a udawałam się w kierunku zupełnie obcym, nie wiedząc, co mnie tam czeka. Byłam jednak pewna, że tego oczekuje ode mnie Pan Bóg, że najważniejsze jest byśmy byli razem z moim Mężem.
Nie czekaliśmy długo na potwierdzenie, iż decyzja, którą podjęliśmy była jak najbardziej słuszna. Po miesiącu od przyjazdu, nosiłam pod sercem naszego syna Pawła – dziecko, na które czekaliśmy prawie 8 lat. Wszystko co otrzymywaliśmy od Pana Boga – praca Michała, miejsce zamieszkania, ludzie, których poznawaliśmy, nasza wspólnota parafialna, dawało nam pewność, że jesteśmy we właściwym miejscu.
To, co nowe, wymaga pozostawienia starego. Rozstania się z tym, co dawało nam poczucie bezpieczeństwa, komfort funkcjonowania, stabilność emocjonalną. Nigdy nie wejdziemy w to, co jest jakąś zmianą, świeżym powiewem, jeśli będziemy jedną nogą tkwili w przeszłości. Taka postawa nie pozwala rozwijać skrzydeł, cieszyć się chwilą obecną, lecz powoduje rozłam, utratę energii.
Chrystus, przychodząc na świat przyniósł NOWE, dał nam przystęp do Ojca, odkupił nas swoją Krwią, czyniąc nas Bożymi dziećmi, współdziedzicami Królestwa Bożego. Dał nam swego Ducha, który przenika, prowadzi, daje poruszenia, jest jak wiatr, który przemieszcza nas z miejsca na miejsce, z jednego etapu życia na kolejny, czyniąc nas zdolnymi do wypełnienia tego, do czego wzywa Bóg.
Nie możemy stać w miejscu, być skostniali w swoim myśleniu, postrzeganiu rzeczywistości, która nas otacza.
Chrystus mówi dzisiaj w Ewangelii:
„Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki przepadną. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków”.
(Mk 2, 21-22)
Jeśli chcemy się rozwijać w wierze, w naszej relacji z Chrystusem, musimy porzucić pewne schematy myślenia, otworzyć się na Ducha Świętego, który będzie prowadził, wyjaśniał, kierował.
Jako chrześcijanie, nie możemy spędzać życia przykuci do naszych własnych planów, wyobrażeń o Bogu, o Jego sposobie działania. Duch, który jest tchnieniem Boga, domaga się, abyśmy byli otwarci na „nowe” w naszym życiu, abyśmy wierząc w Bożą wszechmoc, nie próbowali stosować jakiś ludzkich zabezpieczeń, lecz wchodzili w zażyłość z Bogiem w pełnej otwartości na Jego pomysły.
Obrazując to moim przykładem, nie mogłam zostać w Polsce i jednocześnie być z Mężem w Holandii. Musiałam zdecydować się na jedną opcję, pozostawiając całkowicie drugą.
Myślę, że życie z Bogiem jest fascynującą przygodą. Uczę się podążać za Nim, wierząc, że ma dla mnie wspaniały plan. Odkrywa go przede mną stopniowo i często zaskakuje, domaga się jednak zaufania i pielęgnowania relacji z Nim.
Są sytuacje, które wydają się nam w życiu trudne, szczególnie te, które wymagają porzucenia tego, co znamy, co ciepłe, miłe i przyjemne. Pamiętajmy, że Bóg prowadzi nas zawsze ku dobru i to On widzi, jaka droga jest najlepsza dla każdego z nas. Nie bójmy się Mu zaufać. Uległość wobec Boga zawsze przynosi dobre owoce. Wzorem dla nas jest Chrystus.
W Liście do Hebrajczyków czytamy:
„Z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, nazwany przez Boga arcykapłanem na wzór Melchizedeka”. (Hbr 5, 7-10)
Uległość wobec Boga nie oznacza jednak bierności, ale naszą zgodę na wejście w Jego plan, na podjęcie współpracy z Nim. Bóg pragnie byśmy byli zaangażowani, twórczy. Obdarza nas zaufaniem, powierzając nam konkretne zadania. Zawsze jednak możemy liczyć na Jego obecność i pomoc. On jest Bogiem wiernym.
Czym zatem ryzykujesz zgadzając się na „nowe”, które stawia przed Tobą Bóg?
Masz do wyboru: albo być jak żaglówka, która stoi w porcie, marząc o wypłynięciu na szerokie wody, albo jak taka, która rozwinie żagle i pozwoli, by Duch wzbudził ożywczy wiatr, który je wypełni, kierując łódź na pełne morze, wierząc, że przed nią wiele pięknych miejsc, portów wartych zobaczenia.