Myślę, że każdy z nas chciałby czuć się człowiekiem spełnionym, mającym poczucie, iż jego życie ma sens, jest pełne wartości. Naturalnym jest to, że chcemy coś znaczyć, że pragniemy obdarowywać innych tym, co jest naszym bogactwem – naszymi umiejętnościami, talentami, naszym sposobem patrzenia na rzeczywistość. Każdy z nas ma tak wiele do zaoferowania światu, ale czy każdy odnajduje przestrzeń, aby się tym wszystkim podzielić, aby to wszystko, co w nim piękne i dobre mogło się objawić innym? Czy każdy odkrywa i rozwija to, co jego darem?
Jakże często wchodzimy w miejsca, w których nie powinniśmy być, w których nie mamy szansy poznać samych siebie i podążać za tym, co zostało w nas złożone. Jakże często podejmujemy się zadań, które nas wypalają zamiast przynosić pożytek nam i naszym bliźnim, być źródłem naszej radości, czymś co daje motywację do dalszych działań. Jakże często odchodzimy od tego, co wyzwala w nas energię, co nas „kręci”, dając się pochłonąć temu, co bardziej popularne, co przynosi większe korzyści materialne, co cieszy się większym uznaniem wśród ludzi.
Myślę, że prawdziwe szczęście możemy osiągnąć tylko wtedy, gdy odkryjemy to, do czego powołuje nas Bóg, gdy wsłuchamy się w nasze najgłębsze pragnienia, gdy usłyszymy Jego wezwanie i zdobędziemy się na szaleństwo pójścia drogą, którą nam wskaże.
W dzisiejszym Psalmie słyszymy niesamowite słowa:
„Znalazłem Dawida, mojego sługę,
namaściłem go moim świętym olejem,
by ręka moja zawsze przy nim była
i umacniało go moje ramię”. (Ps 89(88), 21-22)
Niepodważalną korzyścią podążania ścieżką ukazaną nam przez Pana jest Jego błogosławieństwo – wsparcie, którego możemy być pewni. Bóg wyznaczając nam jakieś zadania, powołując nas do nich zawsze udziela nam swojej pomocy - jest z nami, nieustannie nam towarzyszy. Czyż może być coś bardziej motywującego w naszym życiu, coś co doda nam większej odwagi, niż obecność wszechmocnego Boga? W moim życiu doświadczyłam już tego niejednokrotnie. Zdarzało mi się wchodzić, z wielkim pokojem i męstwem, w trudne i przerastające mnie sytuacje, tylko dlatego, że wiedziałam, iż Bóg pragnie tego i mnie w te miejsca posyła.
Wzorem dla każdego z nas może być prorok Samuel, który wykonuje posłusznie polecenie Boga, pomimo obaw o własne życie:
„Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Samuel odrzekł: Jakże pójdę? Usłyszy o tym Saul i zabije mnie. Pan odpowiedział: weźmiesz z sobą jałowicę i będziesz mówił: Przybywam złożyć ofiarę Panu. Zaprosisz Jessego na ucztę ofiarną, a Ja wtedy powiem ci, co masz robić; wtedy namaścisz tego, którego ci wskażę. Samuel uczynił tak, jak polecił mu Pan, i udał się do Betlejem”. (1Sm 16, 2-4a)
Wierzę Bogu, wierzę Jego miłości. Jestem pewna, że On daje mi wszystko, co potrzebne, bym mogła przejść przez życie najpiękniej, jak to tylko możliwe, bym mogła w pełni wykorzystać moje możliwości i talenty.
Codziennie słucham Jego głosu. Pomimo tego nie mam jasnego widoku odnośnie mojego życia. Nie widzę prostych rozwiązań. Nie otrzymuję bardzo konkretnych wskazówek. Staram się więc robić to, co w danej chwili wydaje mi się słuszne. Próbuję wykorzystywać sytuacje, które daje mi Bóg, podążać za tym, co rozpala mnie od środka, co powoduje, że wstępuje we mnie radość i energia.
Poruszające i potwierdzające słuszność wybranego przeze mnie sposobu działania są dla mnie słowa z dzisiejszego pierwszego czytania:
„Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce”. (1Sm 16, 7)
Bóg zna moje serce, zna serca każdego z nas i On najlepiej wie, kiedy jesteśmy gotowi, by odpowiedzieć na Jego wołanie, kiedy Jego obdarowanie nie stanie się dla nas powodem pychy, wynoszenia nad innych, lecz będzie przynosić nam i naszym bliźnim doczesny i wieczny pożytek.