Dobry i profesjonalny pracodawca, to człowiek, który mając intuicję oraz pewną wiedzę psychologiczną, potrafi rozeznać, jakie są predyspozycje i ograniczenia osób, które przyjmuje do firmy. W ten sposób jest w stanie zatrudnić osoby na stanowiskach, na których będą one wykorzystywać swoje umiejętności i dzięki temu przyczyniać się do dobrego funkcjonowania firmy. Jednocześnie wykonując pracę zgodną ze swoimi zainteresowaniami i możliwościami, osiągną poczucie radości i spełnienia na polu zawodowym.
Każdy z nas jest pracownikiem w Winnicy Pańskiej. Na mocy Chrztu Świętego staliśmy się członkami Kościoła. Nasza obecność, działanie w Nim, może przyczyniać się do rozwoju, ubogacania wspólnoty lub też z racji braku zaangażowania nie wnosić nic, poza fizycznym uczestnictwem w Eucharystii, czy też braniem udziału w różnych wydarzeniach parafialnych. Możliwe jest także, iż nasza nadaktywność, pycha, czy też próba wchodzenia tam, gdzie nie nasze miejsce, spowoduje, że inni, mniej odważni zostaną odepchnięci lub nie będą mieli śmiałości przyjść, by głębiej zaangażować się w życie wspólnoty.
W naszej parafii dzieje się dość dużo. Podejmujemy wiele działań, które wykonujemy wspólnie. Każdy ma smykałkę do czegoś innego, więc nasz zespół ma spore możliwości – od przygotowania świątyni do poszczególnych uroczystości, poprzez prowadzenie sklepiku z dewocjonaliami, spotkania grup modlitewnych, czy pracę grupy teatralnej. Większość jednak przychodzących na Mszę Świętą osób znika szybciutko po jej zakończeniu, nie próbując dołączyć do proponowanych przez nas działań.
Jakże zupełnie inny był Kościół pierwszych chrześcijan. Jego piękny obraz przedstawia dzisiaj czytanie z Dziejów Apostolskich:
„Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wielka łaska spoczywała na wszystkich. Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży, i składali je u stóp apostołów”. (Dz 4, 32-34)
Duch Boży, który napełniał pierwszych chrześcijan, sprawiał, że każdy znajdował miejsce we wspólnocie, otrzymując to wszystko, czego naprawdę potrzebował, także w sferze materialnej. Jednocześnie odkrywał to, czym może tę wspólnotę ubogacać – służbą na rzecz potrzebujących, przepowiadaniem Słowa, organizacją pewnych działań. Ludzie, którzy patrzyli na wierzących nie mogli się nadziwić miłości, jaka ich łączyła. Kościół był prawdziwym znakiem Bożej Obecności w świecie. Poruszał serca, wzbudzał zainteresowanie, refleksję, przyciągał innych.
Czy nasze parafie funkcjonują także w podobny sposób? Czy ludzie niewierzący patrząc na nas mogą powiedzieć: Oni się naprawdę miłują. My też tak chcemy. Czy włączamy się w budowanie naszych wspólnot, czy tylko jesteśmy biernymi odbiorcami?
Naprawdę potrzebujemy pomocy Ducha Świętego, by w naszych kościołach lokalnych doświadczać mocy Bożej, miłości, która akceptuje, przygarnia, która pobudza nas do działania, do służenia. Sami z siebie możemy tylko stać się aktywistami, którzy może robią dużo, ale nie zawsze zgodnie z wolą Bożą.
Wierzę, że tylko Duch Święty może uczynić skutecznymi nasze działania, modlitwy, podejmowane przez nas inicjatywy. To On jest Tym, który przenika serca, namaszcza do zadań, daje odwagę. Otwarci na Niego będziemy zawsze na właściwym miejscu, ubogacając innych, tym, co Bóg złożył w nas jako dar.