18 lipca 2022

18 lipca 2022

Ania Borkowska

Czytania na dzisiaj

Będąc w relacji z drugim człowiekiem, łatwo możemy zauważyć, kiedy ten przeżywa coś w swoim sercu, gdy coś go niepokoi lub zmaga się z czymś trudnym. Jako mama i żona jestem w stanie rozpoznać, gdy mój mąż lub dzieci zachowują się inaczej, gdy doświadczyli czegoś, co wywarło wpływ na ich psychiczne samopoczucie. Nie umiem jednak nazwać tego, co dokładnie rozgrywa się w ich wnętrzu, jakie uczucia nimi targają, dopóki nie otworzą się przede mną i nie podzielą się tym, co się im się przydarzyło. Dopiero wtedy mogę im pomóc, towarzyszyć, jeśli tego oczekują.

Każdy z nas potrzebuje bliskości z drugim człowiekiem, bycia z nim w relacji opartej na autentyczności.

Pragnę, aby mój Mąż znał mnie naprawdę i akceptował taką jaką jestem, a nie spotykał się z obrazem, który ja dla niego wytworzę, lub który on sobie wykreuje w głowie.

Tylko otwartość serc zbliża prawdziwie ludzi do siebie i daje poczucie bezpieczeństwa, jest glebą pomagającą w rozwoju naszych osobowości. Nie chcę udawać, pragnę być sobą, bo wiem, że tylko wtedy mam szansę wydobyć to, co dobre i pracować nad tym, co trudne.

Pan Bóg także łaknie intymnej bliskości z nami. Nie chce być jakąś instancją, zbiorem praw, ale Bogiem z nami, Tym, z którym będziemy dzielić nasze życie, któremu będziemy pozwalali być obecnym w naszej codzienności, którego będziemy starali się coraz lepiej poznawać.

Niesamowite jest dla mnie to, że spotykając się z Bogiem, mam całkowitą pewność, że On jest mną zainteresowany i chce, abym stawała przed nim prawdziwa, ze wszystkim, co noszę w sobie w danym momencie. Lubię mówić Bogu o tym, co przeżywam, zarówno, kiedy jestem Nim zachwycona, jak i wtedy, gdy ciężko mi się skupić na modlitwie, gdy myśli odbiegają zupełnie gdzie indziej. Wiem, że On mnie nie odrzuca, ani nie ocenia. On zna mnie lepiej niż ja sama, ale wypowiedzenie wszystkiego, co mi w duszy gra, przed Nim, sprawia, że ja wchodzę także głębiej w znajomość siebie i w poczucie, że jestem kochana taką, jaką jestem.

Pan Bóg mówi nam w dzisiejszym czytaniu, iż Jego wolą jest być z nami w nieustannym dialogu, chce, abyśmy zadawali Mu pytania i chce wiedzieć, co sprawia, że przeżywamy jakieś trudności w relacji z Nim:

„Ludu mój, cóż ci uczyniłem? Czym ci się uprzykrzyłem? Odpowiedz Mi! Tym, że cię wywiodłem z ziemi egipskiej? Że z domu niewoli wybawiłem cię? Że posłałem przed tobą Mojżesza, Aarona i Miriam?” (Mi 6, 3-4)

Jestem pewna, że na świecie byłoby o wiele więcej ludzi głęboko wierzących, gdybyśmy otwierali przed Bogiem szczerze nasze serca, gdybyśmy zadając Bogu pytania, czy oskarżając Go o coś, rzeczywiście pragnęli usłyszeć to, co On ma do powiedzenia.

Szczere wołanie serca nigdy nie zostaje bez odpowiedzi, ale kombinowanie, udawanie kogoś innego, granie rólek przed Bogiem, nigdy do Niego nie zbliża i nie daje Mu szansy, by mógł okazać swoją wszechmoc. Jezus zarzuca dziś faryzeuszom wiarołomność i przewrotność. Ich zatwardziałe serca nie są w stanie odczytać czasu nawiedzenia. Żądają znaku, ale tak naprawdę nie chcą go zobaczyć. Cuda, które się dzieją dookoła wcale nie przemawiają do nich.  Ich prośba skierowana do Jezusa ma na celu tylko potwierdzenie ich sposobu postrzegania Boga. Oni nie chcą żadnych nowości, nie przyjmują tego, że Bóg może działać inaczej niż im się wydawało, nie ufają, że On nad wszystkim czuwa i ma najlepszy plan.

„Ludzie z Niniwy powstaną sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je, ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest więcej niż Salomon.” (Mt 12, 41-42)

Otwarte, szczere serce jest kluczem do spotkania Boga. Nasz Pan może czynić cuda, kiedy my Mu na to pozwolimy, stając przed Nim w prawdzie.

Nie bądźmy jak małe dzieci, które bawiąc się w chowanego, ukrywają się w miejscach widocznych, myśląc, że inni ich nie widzą. Pan Bóg widzi wszystko, nawet gdyby wydawało nam się, że świetnie się zakamuflowaliśmy. Bieda nasza polega na tym, że czasem możemy się zakamuflować także sami przed sobą, nie wiedząc, kim tak naprawdę jesteśmy.

Jestem Bogu niezwykle wdzięczna za Sakrament Pokuty i Pojednania. Przeżywając go szczerze, oddaję Bogu wszystko, co we mnie trudne. Przychodzę do Niego prawdziwa, słaba, zdając sobie sprawę, że całkowicie zależę od Niego. W ten sposób pozwalam Mu, by mógł być Bogiem.

Jezu kochany, Ty przyjmujesz mnie taką jaką jestem;
Nie zrażasz się nigdy stanem mej duszy, problemami, z którymi sobie nie radzę.
Bierzesz na siebie moje słabości i grzechy, dodajesz otuchy i wzmacniasz mocą z Wysoka.
Jedyne czego pragniesz, to moje prawdziwe oblicze.
Gdy je ukażę, możesz działać, przemieniać, uzdrawiać.
Dziękuję Ci za to, że przy Tobie mogę być zawsze sobą.