Dzisiaj była przepiękna, słoneczna, prawdziwie wiosenna pogoda. Po południu odprowadziłam dzieci na film, który był wyświetlany w naszym domu kultury, a sama wybrałam się na upragniony spacer. Rozkoszowałam się, nie tylko otaczającą mnie przyrodą, ale także Słowem Bożym. Usiadłam nawet przez chwilę na ławeczce, która znajduje się w miejscu, gdzie kilka setek lat temu stał kościół. Miałam wrażenie, że w jakiś cudowny sposób moja modlitwa łączy się z modlitwą ludzi, którzy przychodzili tam dawno temu. Oni, podobnie jak ja, wsłuchiwali się w głos Boga, który wołał i nadal woła, jak bardzo spragniony jest naszej miłości:
„Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”. (Oz 6,6)
Może staramy się w naszym życiu zabłysnąć przed Bogiem, wypełniając skrupulatnie Jego przykazania, zalecenia, podejmując długie modlitwy, posty, ale jednocześnie zapominamy o najważniejszym – o miłości do Niego. Bóg pragnie przede wszystkim, abyśmy nawiązali z Nim relację, poznawali Go, traktowali jako żywą osobę.
Samo prawo nie jest w stanie przebudować niczego w naszym życiu. Czyni nas niewolnikami wykonywanych zaleceń, rytuałów, pozbawia bliskości. Miłość natomiast zmienia wszystko. Otwiera nas na Boga, pozwalając Mu wejść w nasze życie. Czyni przestrzeń, by to On mógł działać, przemieniać, uzdrawiać. Stawia nas w prawdzie przed Nim samym, ukazując wszystkie nasze niedoskonałości, problemy, to wszystko z czym sobie nie radzimy, bez obawy, iż zostaniemy odtrąceni, osądzeni.
Bóg tęskni za naszą miłością. Marzy o tym, że przyjdziemy do Niego tak po prostu, bez oczekiwania czegokolwiek, bezinteresownie, że zechcemy z Nim pobyć, porozmawiać, przytulić się do Niego.
Zastanówmy się, czy bylibyśmy szczęśliwi w naszych małżeństwach, relacjach rodzinnych, gdyby najbliższe osoby były z nami tylko dlatego, że tak wypada, że tak trzeba. Gdyby żyjąc z nami pod jednym dachem nie znały nas, naszych pragnień, marzeń, poglądów, obaw, nie liczyły się z naszym zdaniem. Jakże smutne musiałyby być takie związki.
Dzisiejsza Ewangelia przedstawia faryzeusza, który mimo skrupulatnego wypełniania Prawa, nie zostaje usprawiedliwiony. Za to celnik, czyli ten, który daleko jest od wcielania w życie Bożych zaleceń, znajduje upodobanie w oczach Boga:
„Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika! Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten." (Łk 18,11-14a)
Co spowodowało, że postawa Faryzeusza nie spodobała się Bogu?
On tak naprawdę nie potrzebował Stwórcy. Wypełnianie Prawa traktował jako przepustkę do świętości. Sam chciał na nią zapracować. Nie potrafił przyjąć Bożej miłości, która jest darmowa, która nie potrzebuje naszych zasług. Wydaje się nawet, że ta miłość była dla niego czymś zbytecznym. Wystarczało mu zadowalanie się własną wspaniałością.
Zupełnie inaczej zachował się celnik. On stanął przed Bogiem w prawdzie, nie udawał kogoś kim nie jest. Przyniósł Bogu całą swoją małość i biedę, u Niego upatrując ratunku. Bóg był mu naprawdę potrzebny. Tak postawa mogła stać się początkiem pięknej relacji z Najwyższym.
Myślę, że każdy z nas, chcąc żyć w bliskości z Bogiem, musi stanąć w pokorze przed Nim, uznając swoją małość i niewystarczalność. W ten stajemy się otwarci na Wszechmoc Bożą, pozwalamy, by On mógł wypełniać w nas wszystkie braki i niedoskonałości, by mógł leczyć nasze rany.
Bóg jest zawsze blisko nas. W Nim nieustannie żyjemy. W czytaniu z Księgi proroka Ozeasza czytamy:
„Chodźcie, powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy, On to nas pobił, On ranę przewiąże. Po dwu dniach przywróci nam życie, a trzeciego dnia nas dźwignie i żyć będziemy w Jego obecności”. (Oz 6, 1-2)
Boża Obecność otacza nas zewsząd. Możemy jednak żyć jakby obok, nie dając się porwać Miłości, która pragnie nawiązać z nami autentyczną, żywą, niepowtarzalną relację. Jak wiele jednak wtedy tracimy…