Mówi się, że są dwa rodzaje motywowania dzieci. Pożądane zachowanie naszych pociech możemy osiągnąć stosując tzw. metodę “kija lub marchewki”. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, chodzi o to, że niektórzy z nas, są w stanie dostosować swoje postępowanie do stawianych im wymagań za pomocą uzyskanych pochwał, na innych natomiast bardziej działają groźby. W wychowaniu oczywiście chodzi o to, by dopomóc człowiekowi wybierać dobro w wolności, niezależnie od zewnętrznych nacisków, niemniej jednak myślę, że każdy z nas zaobserwował w swoim życiu większą podatność na jedną z tych metod.
Ja należę do osób, na które motywująco i zachęcająco działają pochwały. Myślę, że nie ma nic niewłaściwego w radowaniu się dobrym słowem, które wypowiadają na nasz temat bliźni. Uważam jednak, że zbytnie ukierunkowanie się na pochwały, niesie przynajmniej trzy podstępne pułapki. Pierwszą z nich może być próba robienia rzeczy, które znajdą uznanie wśród innych - niezależnie od tego, czy służą one dobru, czy są pożyteczne. Drugą - skłonność do zazdrości. Ludzie lubiący pochwały pragną je często zawłaszczyć tylko dla siebie. Przykład takiej postawy widzimy u króla Saula, przedstawionego w pierwszym czytaniu:
“Gdy Dawid wracał po zabiciu Filistyna, kobiety ze wszystkich miast wyszły ze śpiewem i tańcami naprzeciw króla Saula, przy wtórze bębnów, okrzyków i cymbałów. I zaśpiewały kobiety wśród grania i tańców: Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy. A Saul bardzo się rozgniewał, bo nie podobały mu się te słowa. Mówił: Dawidowi przyznały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące. Brak mu jedynie królowania. I od tego dnia Saul patrzył na Dawida zazdrosnym okiem”. (1 Sm 18, 6-9)
Trzecią, najbardziej moim zdaniem powszechną, lecz często skrzętnie ukrywającą się we wnętrzu człowieka, jest pycha - czyli stawiania siebie wyżej od innych, na skutek pochwał i aplauzu ze strony innych ludzi.
Każdy z nas, ale myślę, że szczególnie ten, kto ma ową, niemal wrodzoną, potrzebę uzyskiwania pochwał, powinien pilnować swego serca przed popadnięciem w zazdrość i w pychę, przed próbą postrzegania siebie, jako kogoś bogaciej obdarowanego, kogoś bardziej zasługującego na zauważenie. Istnieje wielkie niebezpieczeństwo, że człowiek chwalony przez innych, popadnie w zachwyt nad samym sobą, zapominając o Tym, który jest dawcą wszystkich jego darów i umiejętności - stąd potrzeba czujności, badania swoich reakcji, wchodzenia w głąb siebie.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
“A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano”. (Mk 3, 7b-9)
Jezus zyskuje coraz większą popularność wśród ludzi, dzięki cudom, które dzieją się za Jego pośrednictwem. Tak czysto po ludzku, wytwarza się w tym momencie przestrzeń, do wpadnięcia w samouwielbienie, do uwierzenia we własną samowystarczalność i doskonałość. Co robi w tej sytuacji nasz Pan? Prosi uczniów o “łódkę”, do której może w każdej chwili wsiąść, by się oddalić. Dla mnie osobiście, owa “łódka” jest symbolem odejścia, przyjrzenia się wszystkiemu z dystansu, zaczerpnięcia oddechu w spotkaniu z Ojcem.
Myślę, że opisane w Ewangelii wydarzenie może stanowić cenną wskazówkę dla wielu z nas. Kiedy coś nam się uda, gdy inni zachwycają się tym, co robimy, składają nam podziękowania, wyrazy uznania - warto odejść od tego i w ciszy swego wnętrza spotkać się z Bogiem, dzięki któremu to wszystko stało się możliwe. Warto zobaczyć Tego, który obdarował nas, stworzył możliwości, posłał ludzi i z góry przygotował dla nas dobro, które mogliśmy, jako “słudzy nieużyteczni” wykonać.
To Bogu należą się pochwały i uznanie. Nam przypada w udziale ogromna, nieopisana, trudna do pomieszczenia w sercu, radość z powodu tego, że możemy z Nim współpracować, wykorzystując dary, które w nas złożył.
“W Bogu pokładam nadzieję,
nie będę się lękał,
cóż może uczynić mi człowiek?
Wiążą mnie, Boże, śluby, które Ci złożyłem,
Tobie oddam ofiary pochwalne”. (Ps 56(55), 12-13)