Wczoraj wybraliśmy się na przepiękną rodzinną wycieczkę do Belgii. W trakcie piętnastokilometrowej wędrówki po torfowiskach mieliśmy sporo czasu, aby ze sobą porozmawiać. W pewnym momencie nasza córka Faustynka rozpoczęła temat, który pozwolił płynnie przejść do krótkich rozważań nad niedzielną Ewangelią. Zawsze staram się wykorzystywać takie chwile, by użyźniać serca naszych dzieci Bożymi prawdami, by wrzucać w nie ziarenka tego, co duchowe, co niezniszczalne. Mam nadzieję, że dzięki temu będą mogły bliżej poznać Jezusa, pokochać Go, by świadomie za Nim podążać w dorosłym życiu.
Niestety nie wszystkie dzieci mają możliwość zaprzyjaźnienia się z Chrystusem dzięki świadectwu swoich najbliższych. Mogłam się o tym przekonać dwa dni temu, kiedy przechodząc obok kościoła, z moją córką i jej koleżanką, zaproponowałam, abyśmy weszły do środka przywitać się z Jezusem. Kiedy klęczałam przed tabernakulum, a później w kaplicy, dziewczynka patrzyła na mnie ogromnymi od zdziwienia oczami. Wskazując na Maryję, zapytałam: "Wiesz kto to?" Odparła: "Nie". Powiedziałam: "To mama Jezusa". "A czy wiesz kto to Jezus?" - dodałam. Kiwnęła przecząco głową. Następnie podeszła do bardzo dużej piety i dotykając ran na rękach Jezusa, spytała z, dającą się wyczuć w głosie empatią, i zaciekawieniem: "Co to jest?"Wtedy opowiedziałam jej w kilku słowach o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. To pewnie zdecydowanie za mało, by mogła Go pokochać, ale ja, w tym momencie, nie mogłam nic więcej zrobić.
Bardzo żal mi dzieci, których rodzice nie wykorzystują naturalnej ciekawości i otwartości swoich pociech na to, co duchowe, by przyprowadzić je do Chrystusa, by pozwolić im zaprzyjaźnić się z Nim. Przecież one będą musiały wejść kiedyś w samodzielne życie w świecie, o którym mówi dzisiaj św. Jan w drugim czytaniu:
“Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie. Jeśli ktoś miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia, pochodzi nie od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki”. (1J 2, 15-17)
Rzeczywistość, w której żyjemy dąży często do czegoś zupełnie sprzecznego z zamysłem Boga. Odwodzi od szerokiego spojrzenia, obejmującego także wieczność, zatrzymując na tym, co doczesne, co kończy się z chwilą śmierci ciała. Jednak to jest środowisko naszych codziennych zmagań. To w takich warunkach musimy się opowiedzieć za Jezusem albo przeciw Niemu. My - ludzie wierzący oraz nasze dzieci - nie zostaniemy nagle w sposób nadprzyrodzony zabrani z tego świata. Mamy w nim żyć. Tu jest nasze miejsce. Przez takie tereny przebiega nasz pielgrzymi szlak. Powinniśmy jednak wystrzegać się upatrywania szczęścia w tym, co proponuje doczesność. Nie jest to łatwe, bo żyjemy w ciele i pociąga nas to, co materialne i zmysłowe. Dlatego potrzebujemy nieustannie zanurzać się w tym, co duchowe, co Boże. Potrzebujemy przypominać sobie o tym, że nasza Ojczyzna jest w Niebie, że należymy do Chrystusa, który odkupił nas swoją Krwią. W Jego Imieniu jest nasze zwycięstwo nad grzechem i wszelkimi pokusami:
“Piszę do was, dzieci, że dostępujecie odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię. Piszę do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku. Piszę do was, młodzi, że zwyciężyliście Złego”. (1J 2, 12-13)
Żyjąc w świecie, ale nie należąc do niego, możemy wygrać nasze życie i pomóc, by także Ci, których Pan postawił przy nas, wygrali swoje. Przychodźmy jak najczęściej do Jezusa. Przyprowadzajmy do Niego nasze dzieci. Wykorzystujmy każdą nadarzającą się okazję, by umocnić ich serca. Być może wtedy to, z czym spotkają się w codzienności - w szkole, w Internecie, w środowisku rówieśniczym, a co niestety tak często odległe od Ewangelii, nie zwiedzie ich, oddalając od ostatecznego celu.
Uczmy się od Maryi i Józefa, którzy pielgrzymowali co roku do Jerozolimy na Święto Paschy (Por. Łk 2, 41-52), by umocnić swoją wiarę oraz zaszczepić w swym Synu miłość do Ojca Niebieskiego. Ich wysiłki osiągnęły zamierzony cel. Po trzech dniach poszukiwań, odnaleźli Jezusa w świątyni, gdzie szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania:
“Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami”. (Łk 2, 46-47)
Oby kiedyś i nasze dzieci odnalazły swoje miejsce u Bożych stóp, by u Niego szukały pomocy, wskazówek, rozwiązania problemów. Obyśmy mogli usłyszeć z ich ust słowa, które wypowiedział dzisiaj Jezus do zatroskanych o Jego bezpieczeństwo rodziców:
“Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49b.)