Dzisiejsze czytania stawiają nam przed oczami bardzo konkretnych ludzi, odsłaniając problemy z jaki się zmagali:
“W Sorea, w pokoleniu Dana, żył pewien mąż imieniem Manoach. Żona jego była niepłodna i nie rodziła”. (Sdz 13, 2)
“Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Eżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś już posunęli się w latach”. (Łk 1, 5-7)
Każdy z nas ma za sobą jakąś określoną historię życia. Czas teraźniejszy stanowi punkt, do którego dotarliśmy, przeżywając różne doświadczenia. Mieszkamy w określonym miejscu. Jesteśmy tacy, a nie inni. Niesiemy bagaż dobrych wspomnień, ale także ból różnorodnych zranień. Pewnie wiele jeszcze w nas zamkniętych, nieodkrytych przestrzeni lub spraw, do których próbujemy nie wracać, które napełniają nas wstydem, czy goryczą. O nas też można by napisać w podobny sposób:
“W roku 2023, w mieście.... żyła pewna kobieta o imieniu ….Miała ona rodzinę, lecz niestety w głębi serca czuła się nieszczęśliwa...Jej relacja z mężem pozostawiała wiele do życzenia. Kiedyś byli sobie bliscy, ale pęd życia zrobił swoje. Dzieci... one miały swoje sprawy... cieszyły się, że już wyfrunęły z domu, w którym od dawna nie było dobrej atmosfery...Kobieta czuła, że przegrała życie, że nic dobrego nie może ją już spotkać...”
“W roku 2023, w dalekiej....żył pewien mężczyzna o imieniu... Wyjechał kilka lat temu z kraju, w poszukiwaniu szczęścia. Niestety nie znalazł go... Praca nie dawała mu satysfakcji. Wiedział, że stać go na więcej. Gdzieś w środku pragnął rozwoju, zmiany, powrotu do ojczyzny, rozpoczęcia wszystkiego od nowa... Towarzyszył mu jednak lęk... Tutaj miał zapewniony byt. Nie musiał się martwić o pieniądze...”
Iluż z nas czuje w życiu niedosyt. Ilu tęskni za niespełnionymi pragnieniami, ma wyrzuty sumienia z powodu niewykorzystanych szans, zakopanych talentów. Ilu tkwi od wielu lat w miejscu, nie rozwijając się, nie wierząc, że coś może się zmienić, obawiając się, że wiek, który osiągnęli zamyka przed nimi bramy szczęścia, pozbawia możliwości spełniania marzeń. Ilu nie odkryło jeszcze swoich możliwości, tego wszystkiego, co ich bogactwem.
Jakże często zadowalamy się bylejakością, gdy obok nas znajduje się obfito zastawiony stół. Zachowujemy się podobnie, jak ptaszek, którego kiedyś obserwowałam. Biedaczek podskubywał jakąś mizerną, prawie pustą gałązkę na krzewie czarnego bzu, podczas, gdy obok zwisały baldachy przepięknych, soczystych owoców.
Bóg mówi dzisiaj w pierwszym czytaniu, poprzez swego Anioła, do niepłodnej żony Manoacha:
“Oto teraz jesteś niepłodna i nie rodziłaś, ale poczniesz i porodzisz syna”. (Sdz 13, 3b)
W Ewangelii zaś zwraca się do Zachariasza - męża niepłodnej Elżbiety:
“Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja, Elżbieta, urodzi ci syna i nadasz mu imię Jan”. (Łk 1, 13b.)
Bóg jest tym, który rozrywa pęta naszej niemocy, nieporadności, który pragnie leczyć nasze rany, dać nam obfitość, pomóc odzyskać lub odkryć samych siebie.
Każdego dnia pozwalam się Bogu prowadzić, a On coraz bardziej napełnia mnie pewnością, iż wszystko, co we mnie złożył jest dobre, na miarę potrzeb moich i tych wszystkich, których postawi na mojej drodze.
Bardzo lubię odkrywać siebie w obecności Boga. To dla mnie niezwykła przygoda. To doświadczenie, które daje mocny fundament, które pozwala cieszyć się życiem, radować się tym wszystkim co niepowtarzalne, co moje.
Bóg wyprowadza życie z tego, co wydawało się martwe. Pobudza to, co być może przez lata było uśpione. Pozwala, aby to, co skrzętnie chowaliśmy w sobie, z powodu lęku, niewiary we własne możliwości, mogło ujrzeć światło dzienne, zachwycić innych.
Nigdy nie jest za późno na zmianę, na rozwój, na dzielenie się naszym obdarowaniem z innymi. Ten, który wszystko może jest z nami. Wszak Jego imię brzmi Emmanuel.