Przyglądanie się przyrodzie zawsze sprawiało mi radość. Od najmłodszych lat zachwycało mnie piękno świata. Patrząc na rośliny, różne krajobrazy, niebo usiane gwiazdami, urokliwe miejsca, robaczki, zwierzęta i inne stworzenia, zawsze wznosiłam i nadal wznoszę moje myśli ku Temu, który jest Twórcą tego wszystkiego.
Obleczone w urodę kwiaty, drzewa, ptaki, nie zawdzięczają swej wyjątkowości sobie samym. To jest dar, który otrzymały, którym mają służyć ludziom i innym stworzeniom. Ich zapach, kolory i potęga są czymś, co otrzymały za darmo.
Podobnie jest z naszą wiarą, a właściwie ziarnami wiary, które wrzucone zostały w nasze serce, w momencie Chrztu Świętego. Nie ma tutaj żadnej naszej zasługi. To Rodzice przynieśli nas do Świątyni, a Bóg pełnią swej miłości uczynił z nas swoje dzieci, przebóstwił nas.
Nie byłoby możliwe, abyśmy nazywali Boga Ojcem, mogli schronić się w ramiona Maryi, byśmy odczuwali poruszenia Ducha Świętego, gdyby nie łaska wypływająca z mocy tego pierwszego Sakramentu, który jest jak brama, otwierająca nas na życie duchowe.
Posiadanie tego klejnotu nie może być powodem wynoszenia się nad innych ludzi, pogardzania nimi, poczucia, że jesteśmy lepsi, wybrani, nieomylni, lecz przynaglać nas powinno do rozwijania tego, co mamy i dzielenia się tym ze wszystkimi, którzy nie otrzymali takich wspaniałości.
Od 14 lat mieszkam w Holandii. Nie da się ukryć, że moje pierwsze zetknięcie z tutejszym Kościołem, wywołało we mnie łzy smutku. Msza Święta wydawała się przedstawieniem pełnym gapiów, oczekujących na kawę, serwowaną po zakończeniu celebracji. Nie znalazł się nikt, poza mną i moim Mężem, kto przyszedłby adorować Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Dodam tylko, że był to Wielki Czwartek. Wiele czasu upłynęło od tego momentu i dużo zmieniło się w moim sercu. Smutek i złość, którą odczuwałam wobec wierzących, w taki dziwny dla mnie sposób, Holendrów, zamieniały się w odczucie braterstwa i troskę o wzbudzenie w nich wiary, wyrażaną przede wszystkim modlitwą, ale także świadectwem, w przypadku nadarzającej się okazji.
W czytaniu z Dziejów Apostolskich mowa jest dzisiaj o działaniu Ducha Świętego wśród pogan.
Apostołowie zostali wezwani do głoszenia Ewangelii wśród niewierzących i nieznających Chrystusa.
Podobnie i my, na mocy Chrztu Świętego, powinniśmy podejmować działania na rzecz szerzenia Dobrej Nowiny wśród naszych braci i sióstr.
Wiele dzieci w Holandii jest nieochrzczonych. Skąd mają więc czerpać wiarę, jeśli nikt nie zasiał w nich Bożych ziaren, jeśli nie mają przykładu żyjących na co dzień wiarą rodziców, a często nawet i dziadków?
Nie nam oceniać ich serca. To, co musimy na pewno robić, to nieść Jezusa tam, gdzie to możliwe, nie wstydzić się naszej wiary, wykorzystywać rozmowy do dawania świadectwa o Chrystusie, a nade wszystko modlić się i samemu trwać w miłości Bożej.
Chrystus mówi w Ewangelii:
„Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.” (J 15, 9-10)
Wszczepieni w winny krzew, będziemy pełni soków, którymi będziemy mogli dzielić się z naszymi braćmi. Owoce, które będziemy wydawać, nasze słowa, gesty, będą przyciągały ludzi do Boga.
W Psalmie określone jest wyraźnie nasze zadanie:
„Każdego dnia głoście Jego zbawienie. Głoście Jego chwałę wśród wszystkich narodów, rozgłaszajcie Jego cuda pośród wszystkich ludów. Głoście wśród ludów, że Pan jest królem. On świat tak utwierdził, że się nie zachwieje, będzie sprawiedliwie sądził ludy.” (Ps 96, 2b-3. 10)
Cóż więc można jeszcze powiedzieć? Wiele jest serc, które czekają na Ewangelię w dzisiejszym świecie, a więc obudźmy się i głośmy własnym życiem, ale także słowem Chrystusa Zmartwychwstałego. Do Dzieła!!!!
Niech każde działanie, które będziemy podejmować, wypływa z głębokiej miłości do Ciebie i życia na co dzień Twoimi przykazaniami.