Dzisiaj rano, wchodząc do kościoła, spotkałam proboszcza holenderskiej parafii. Wymieniliśmy się życzeniami a następnie chwilkę porozmawialiśmy. Kiedy zapytałam, czy w Liturgii Triduum Paschalnego uczestniczyło wiele osób, ksiądz ze smutkiem stwierdził, że była tylko garstka. Zadałam sobie od razu pytanie: dlaczego? Dlaczego tak wielkie, niezwykłe wydarzenia spotykają się z ludzką obojętnością? Dlaczego ofiara Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie, które przynoszą nam prawdziwą wolność, odkupienie nie robią na większości żadnego wrażenia?
W pierwszym czytaniu słyszymy dzisiaj:
“W dniu Pięćdziesiątnicy Piotr mówił do Żydów: Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego ukrzyżowaliście, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: Cóż mamy czynić, bracia? - zapytali Piotra i pozostałych apostołów. Nawróćcie się - powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła”. (Dz 2, 36-39)
Co takiego szczególnego sprawiło, że słuchacze Piotra “przejęli się do głębi serca” nauczaniem o Jezusie Chrystusie? Myślę, że w ich wnętrzach musiała istnieć jakaś przestrzeń, która spragniona była prawdy, która odczuwała głód niemożliwy do wypełnienia tym, z czym się na co dzień spotykali.
Człowiek, który szczerze poszukuje Boga, na pewno Go odnajdzie. Myślę, że najgorsza jest obojętność, życie bez żadnych oczekiwań, bez poszukiwania prawdy - życie, które polega na biernym przyjmowaniu tego wszystkiego, co wtłacza się w nasze umysły i serca poprzez media oraz Internet. Takie objadanie się byle czym sprawia, że przestajemy odczuwać głód czegoś szczególnego, wartościowego. To jest bardzo niebezpieczna droga, bowiem pragnienie prawdy jest pierwszym krokiem umożliwiającym jej znalezienie. Bez owego pragnienia zadowala nas to, co mamy, a co, zazwyczaj, jest płytkie i bezwartościowe. Sprawcą świętego niepokoju, nienasycenia otwierającego nas na owo “coś więcej” jest Boży Duch. To On wykorzystuje nasze “puste przestrzenie”, by poprowadzić nas w miejsca, w których będziemy mogli się nasycić, gdzie poczujemy jakieś niezwykłe poruszenie, ogień trawiący nas od środka. Nie bójmy się pytań, niezrozumienia, nie obawiajmy się naszego głodu prawdy. Poszukujmy odpowiedzi angażując nasze siły, nasz czas.
Popatrzmy na Marię Magdalenę - bohaterkę dzisiejszej Ewangelii. Ona pragnie znaleźć ciało Pana. Przedziera się przez ciemność własnego lęku, bólu, wchodzi do grobu i tam spotyka Zmartwychwstałego:
“Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja go zabiorę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Mój Nauczycielu!” (J 20, 14-16)
Piękny jest upór Marii prowadzący ją do przekroczenie własnych, trudnych emocji, do wejścia w ciemność grobu. To rozpalające ją od wewnątrz pragnienie odnalezienia Jezusa sprawiło, że była w stanie zachować się w ten właśnie sposób. Podejrzewam, że Maria, gdzieś w głębi, czuła, iż może spotkać ją coś wyjątkowego. Ona naprawdę tęskniła za Tym, którego tak bardzo umiłowała. Znała Jego głos, dlatego upadła Mu do nóg, gdy zwrócił się do niej po imieniu. Jezus był dla niej kimś wyjątkowym, bliskim. Miała z Nim głęboką więź.
Dzisiejsze czytania dają nam konkretne wskazówki, mogące pomóc w uwrażliwieniu naszych serc na wielkie tajemnice wiary.
Potrzeba nam oczyszczać się z tego, co byle jakie, co zapycha nasze wnętrza, pozbawiając je głodu Boga. Potrzeba pozwalać wypełniać ten głód Duchowi Świętemu, który przeprowadzi nas przez wszelkie ciemności w życiu i pomoże zbudować wyjątkową, intymną relację z Bogiem. Owa bliskość stworzy natomiast grunt, aby traktować Chrystusa jako swego Pana, Zbawiciela, Nauczyciela i zawsze rozpoznawać Jego głos.