Kiedy, wiele lat temu, zaczęłam chodzić z naszym synem na holenderskie place zabaw, trochę się zdziwiłam. Dużą część znajdujących się tam atrakcji stanowiły metalowe lub drewniane drabinki: do wspinaczki, zwisów, różnych ewolucji, powyginane na wiele sposobów rurki do zjazdów: na rękach, nogach, pośladkach, znajdujące się na dość dużych wysokościach drewniane mostki i pajęczyny ze sznurków.
Wszystko to wydawało mi się dość niebezpieczne.
Miejsca te jednak pełne były małych szkrabów, które dopingowane przez rodziców, wykonywały skomplikowane, moim zdaniem, akrobacje.
Holendrzy, generalnie, starają się rozwijać samodzielność swoich dzieci. Pozwalają im na doświadczanie trudności, podejmowanie wyzwań, asystując przy tym z pewnego dystansu, dodając odwagi i próbując przekonać je, że dana aktywność jest w zasięgu ich możliwości.
Dla mnie – młodej, trochę przewrażliwionej na punkcie bezpieczeństwa mamy, było to na początku dość obce. Dopiero po jakimś czasie przekonałam się, że takie działania są bardzo mądre wychowawczo – wspierają rozwój fizyczny i psychiczny dzieci, pozwalają im zdobywać nowe umiejętności, a przede wszystkim umacniają poczucie sprawczości i wiarę we własne możliwości.
W dzisiejszej Ewangelii czytamy:
„A oto zerwała się wielka burza na jeziorze, tak że fale zalewały łódź; On zaś spał. Wtedy przystąpili do Niego i obudzili Go, mówiąc: „Panie, ratuj, giniemy!” A On im rzekł: „Czemu tak bojaźliwi jesteście, ludzie małej wiary?” Potem, powstawszy, zgromił wichry i jezioro, i nastała głęboka cisza”. (Mt 8, 24-26)
Sen Chrystusa w przedstawionej sytuacji jest czymś dość dziwnym. Jak można nie słyszeć grzmotów, nie wybudzić się, gdy łódź miotana jest silnymi falami, gdy życie ludzkie jest zagrożone?
Wydaje się jednak, że nasz Pan czyni to celowo. Chce nam pokazać, że nigdy nie powinniśmy wątpić w Jego obecność, dopuszczać do siebie myślenia, że nie interesuje się nami, że jesteśmy Mu obojętni. Pragnie nam uświadomić, że Jego towarzyszenie nie polega na rozwiązywaniu za nas wszystkich problemów, interweniowaniu w każdej sytuacji.
Bóg jest mądrym pedagogiem. Prowadzi nas ku samodzielności, będąc zawsze blisko, w gotowości, by wesprzeć, pomóc, doradzić, dodać sił.
Nie bądźmy więc, niepotrafiącymi wykonać kroku bez zezwolenia rodzica, nieborakami. Nie bójmy się, podobnie jak holenderskie dzieci, wspinać na coraz wyższe drabinki.
Bóg pragnie wychować nas na odważne, zaradne, zdolne do podejmowania wyzwań, zawsze pamiętające o Jego wsparciu i obecności, dzieci.