Myślę, że dla większości z nas, przyjmowanie napomnień, nauk, wskazówek od innych jest dość trudne, ale jednocześnie, wydaje się niezbędne, by dojrzewać w miłości, w wierze. O wiele łatwiej przychodzi nam zdobywać wiedzę przy pomocy innych, bardziej wyedukowanych osób. Większy problem mamy, gdy czyjeś słowa, postawa, przykład, uświadamiają nam, że nasze postępowanie jest niewłaściwe, czy też, że nasza relacja z Bogiem, z drugim człowiekiem nasycona jest niedojrzałością, egoizmem, czy po prostu odzwierciedla zranienia, których doświadczyliśmy, bądź jest efektem niewłaściwych wyborów, czy życia w grzechu.
Gdy zadaję sobie pytanie: „Czy lubię być napominana przez innych?” ciśnie mi się jedna odpowiedź: „Nie lubię!”. A gdyby pytanie postawić inaczej: „Czy chcę być naprowadzana na właściwe tory?” Odpowiem: „Tak.” Chcę, ale tylko w takiej sytuacji, gdy komuś zależy na mnie, gdy napomnienie wynika z prawdziwej troski o mnie, o moje dobro, o dobro najbliższych mi osób, o moją relację z Panem Bogiem. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy chcę być napominana przez Boga, odpowiedziałabym za psalmistą:
„Bo twe napomnienia są moją rozkoszą, moimi doradcami Twoje ustawy.” (Ps 119, 24)
Chcę, aby Pan Bóg mnie prowadził, interweniował w moje życie, gdy idę niewłaściwą drogą, gdy psuję moje relacje z innymi lub stoję w miejscu zamiast iść naprzód. Problem w tym, że Pan Bóg udziela swoich wskazówek czy napomnień przez drugiego człowieka i jedyną drogą, która może mnie otworzyć na przyjęcie słów z ust mojego bliźniego – takiego samego grzesznika jak i ja - jest POKORA. To ona sprawia, że jesteśmy w stanie uznać siebie za niżej stojących od kogoś innego, za mniej mądrych w jakiejś dziedzinie, za potrzebujących pomocy, wskazówek, przykładu. To POKORA każe nam widzieć w drugim człowieku umiłowane dziecko Boga, które może być obdarowane w jakiejś sferze bardziej niż my, posłane do nas, aby pomóc nam zbliżyć się do Boga, aby rozjaśnić coś, czego jeszcze nie pojmujemy. Obyśmy nigdy nie zachowali się, jak Żydzi z dzisiejszego czytania, z Dziejów Apostolskich, którzy nie mogąc sprostać mądrości i Duchowi, z natchnienia, którego przemawiał Szczepan i widząc znaki i cuda, jakie działy się za jego pośrednictwem, uknuli spisek przeciw niemu. PYCHA spowodowała, że nie byli w stanie przyjąć tego, że ich sposób myślenia był błędny. Woleli pozbyć się sprawiedliwego, niż przyznać, że pogubili się w swoim rozumowaniu.
Inaczej postąpili ludzie z Ewangelii, którym Jezus wytknął, iż szukają Go tylko dlatego, że jedli chleb do syta, a nie z powodu znaków, które widzieli. Oni z POKORĄ zapytali Zbawiciela:
„Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?” (J 6, 28)
i otrzymali odpowiedź:
„Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał.” (J 6, 29)
POKORA zawsze otwiera nasze serce na Boży głos, jest podstawą naszej ufności wobec Boga. Prośmy o nią w modlitwie, pamiętając, że sami z siebie nie jesteśmy w stanie jej posiąść. Ona jest darem, łaską.