Wczoraj, po Drodze Krzyżowej, podeszła do mnie kobieta, która zapytała, czy nasz Proboszcz będzie odprawiał Eucharystię w najbliższą niedzielę. Mówiła, że bardzo zależy jej na rozmowie z nim. Zwierzyła się, że chce poruszyć jakąś ważną dla siebie sprawę, mając nadzieję, że Ksiądz przychyli się do jej prośby. Powiedziałam, że na pewno zgodzi się na to, co dobre lub z czego może wyniknąć dobro. Kobieta przyznała mi rację, uśmiechnęła się, po czym rozstałyśmy się. Obie byłyśmy jednomyślne, co do tego, że jedynie prosząc o dobro możemy oczekiwać spełnienia, akceptacji.
Jezus zachęca nas dzisiaj w Ewangelii:
„Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą”. (Mt 7, 7-8)
Obietnica Chrystusa jest niezwykle atrakcyjna, zachęcająca. Pokazuje On, że Dobry Ojciec może dać nam to, o co prosimy, pozwolić znaleźć to, czego szukamy, wejść tam, gdzie pragniemy się znaleźć.
Dlaczego zatem tak często w życiu doświadczamy milczenia Boga, braku Jego reakcji na nasze modlitwy?
Wydaje mi się, że Bóg poprzez swoją pozorną oziębłość wobec naszych pragnień, chce nas pociągnąć do prawdziwego dobra. Niewysłuchana od razu modlitwa uczy cierpliwości, pokory, pozwala dojrzewać naszym oczekiwaniom, oczyszczać je z egoizmu, małostkowości, przyziemnego spojrzenia na rzeczywistość.
Gdybyśmy otrzymywali od razu i wszystko, o co prosimy, bylibyśmy, jak rozpieszczone dzieci, które skupiają się tylko na sobie, wymuszając spełnianie określonych zachcianek. Czy moglibyśmy wtedy dojrzeć? Czy bylibyśmy zdolni do poświęcenia, podjęcia wysiłków, trudów? Chyba nie.
Wiemy dobrze, że sami nie dajemy naszym dzieciom wszystkiego, o co poproszą. Są rzeczy, które są dla nich po prostu szkodliwe lub nieodpowiednie na ten czas, albo takie, które będą cieszyć bardziej, jeśli poprzedzi je okres oczekiwania. Są też i takie, które są typową zachcianką i po chwili odchodzą w niepamięć, robiąc miejsce czemuś zupełnie innemu.
Niedojrzały mały człowiek prosi o wszystko, co wydaje się mu atrakcyjne, co może zapewnić mu jakieś wrażenia, dojrzały – potrafi zrezygnować z tego, co daje chwilową przyjemność, a zaczyna pragnąć tego, co przynosi prawdziwe szczęście, spełnienie, co prowadzi do dobra.
Bóg wychowuje nas do dojrzałości i pragnie dać nam naprawdę wszystko, co dla nas dobre.
„Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą”. (Mt 7, 11)
Dojrzały chrześcijanin prosi Boga o wszystko, co odkrywa jako autentyczną potrzebę. Prosi dla siebie i dla innych, zostawiając jednak zawsze Bogu ostateczne słowo, wolność działania, ufając, że On wie najlepiej, co dobre, pożyteczne, co prowadzi do szczęścia teraz i w wieczności.
Taką właśnie postawę miała Królowa Estera, która jest bohaterką dzisiejszego pierwszego czytania. Oto fragment jej modlitwy:
"Wybaw nas ręką Twoją i wspomóż mnie opuszczoną i niemającą nikogo poza Tobą, Panie, który wiesz wszystko”. (Est 4, 17t-u)
Jej głęboka wiara w to, że Bóg może wszystko, sprawiła, że błagała Go o pomoc w beznadziejnej, po ludzku, sytuacji, Jemu pozostawiając jednak ostateczną decyzję.