Wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów
Wczoraj rozmawiałam dłuższą chwilę z pewnym starszym kapłanem. Muszę przyznać się, że czułam się dobrze w towarzystwie tego człowieka. Z jego oczu, sposobu wypowiedzi, gestów, które wykonywał emanował pokój i ogromne doświadczenie życiowe. Przeżywszy już ponad 90 lat, wysłuchawszy mnóstwa spowiedzi świętych, mający za sobą różne sytuacje życiowe, chce służyć innym swoją radą, dzielić się tym, co Bóg pozwolił mu odkryć i zrozumieć.
Myślę, że staruszkowie i dzieci (szczególnie te małe) mają ze sobą dużo wspólnego. Zarówno jedni, jak i drudzy cieszą się tym, co często, my – ludzie w sile wieku, pomijamy lub ignorujemy. Oni żyją tu i teraz, starając się wykorzystywać, to, co Bóg złożył w ich wnętrzach. Nie kombinują zbyt wiele, nie analizują, ale żyjąc pełną piersią chwytają każdy dzień, który otrzymują w darze.
Dzieci wierzą głęboko w swoje możliwości, w potencjał, który został w nich złożony. Nie boją się podejmować wyzwań, otwarcie mówić o swoich marzeniach. Widzą siebie w blasku, wiedzą, że mogą i potrafią wiele uczynić. Nie koncentrują się na swoich ograniczeniach, lecz na tym, co ich siłą.
A ludzie starsi? Oni także znają swoją wartość. Jest ona już jednak wartością niemal całkowicie odkrytą, pełną, przecedzoną przez sito różnorodnych doświadczeń. W jej świetle, świadomość posiadanych ograniczeń, nie przeraża, nie wyzwala napięć, lecz pozwala widzieć siebie w prawdzie. Podobnie jak dzieci, starsze osoby są pogodzone ze sobą, a przez to, w większości przypadków, radosne, pełne ciepła, życiowej mądrości i energii.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu Bóg mówi przez usta proroka Zachariasza:
“Powrócę znowu na Syjon i zamieszkam znowu w Jeruzalem. I znowu Jeruzalem nazwą Miastem Wiernym, a górę Pana Zastępów - górą świętą. I znowu staruszkowie i staruszki zasiądą na placach Jeruzalem, wszyscy z laskami w ręku z powodu podeszłego wieku. I zaroją się place miasta od bawiących się tam chłopców i dziewcząt”. (Za 8, 3-5)
Zastanowiło mnie dlaczego na placach, opisywanego w powyższym fragmencie, Bożego Miasta obecni są ludzie starsi i dzieci, a brakuje osób w średnim wieku.
Być może są one zbyt zajęci, by radować się tym, co otrzymały od Boga, by zauważyć Jego dobroć, troskliwość, by okazać Mu swą wdzięczność.
Ludzi starszych i dzieci łączy jeszcze jedna bardzo ważna cecha – oni mają czas. Dla wielu z nas, zabieganych, zajętych, mających wypełniony kalendarz spotkań, bywa to czasem irytujące. Ile razy denerwujemy się na dzieci, które nie chcą się spieszyć, tak jak my? Ile razy mamy pretensje do rodziców, że wydzwaniają do nas, zabierając nasz, jakże cenny czas?
A może warto zatrzymać się na chwilę i spróbować nauczyć się czegoś od jednych i drugich? Może warto podelektować się chwilami, które mamy, zatrzymać się, by okazać wdzięczność Bogu i naszym najbliższym, zerknąć w głąb siebie, by celebrować spotkania z ludźmi, a nie myśleć o tysiącu spraw, które jeszcze przed nami.
Jezus biorąc w dzisiejszej Ewangelii dziecko na ramiona, mówi do swych uczniów następujące słowa:
“Kto by to dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto by Mnie przyjął, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”. (Łk 9, 48b.)
Wierzę, że nasza wielkość nie zależy od osiąganych przez nas spektakularnych sukcesów, ale jest wynikiem przyjmowania wszystkiego, co otrzymujemy od Boga, z wielką ufnością, z przekonaniem, że w danym momencie mamy wszystko, co potrzebne, a to, co będzie jeszcze konieczne, zostanie nam dodane w odpowiednim czasie. Tylko przyjmując siebie w pełnej wdzięczności i prawdzie, możemy przyjąć Chrystusa, a w ten sposób uczynić nasze serca otwartymi na Boga i Jego rzeczywistość.