Rzeczywistość, w której żyjemy dość często nas zaskakuje. Kładąc się spać nie możemy być pewni, czy obudzimy się następnego dnia, czy będziemy w stanie sprostać wyzwaniom, które pojawią się na naszej drodze. Na wiele rzeczy nie mamy zupełnie wpływu. Większość dotykających nas wydarzeń jest poza naszą kontrolą. Wystarczy spojrzeć na szalejące żywioły, choroby, wojny wywołane przez nienawiść i żądzę władzy jakiś pojedynczych osób.
Czy to jednak oznacza, że nie możemy oddychać lekko, nosząc w sobie niezachwiane poczucie bezpieczeństwa?
W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy:
„Tak mówi Pan: Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem”. (Wj 23, 20)
Bóg pragnie nas przekonać, że nigdy nie jesteśmy pozostawieni bez Jego opieki. Jego czuła troska pragnie nas zawsze prowadzić i towarzyszyć nam w codziennych zmaganiach. Nie stanowi jednak jakiejś zewnętrznej siły, którą musimy przywoływać w chwilach trwogi, lecz jest wszechogarniającą nas Obecnością, w której zanurzone jest nasze życie.
Czyż to nie jest fascynujące? Czyż świadomość tego nie wystarczy, by uwolnić nas od wszelkiego lęku i zatroskania?
Bóg jest w nas, a my jesteśmy w Nim – zawsze i niezmiennie. Jego stabilność i wierność jest podstawą naszego poczucia bezpieczeństwa:
„Wierność Jego jest puklerzem i tarczą;
nie ulękniesz się strachu nocnego.
Ani strzały za dnia lecącej,
ani zarazy, co skrada się w mroku,
ani moru niszczącego w południe”. (Ps 91, 4b.-6)
Kiedy dzisiaj rano zamknęłam oczy, by medytować Słowo Boże, doświadczyłam pewności, iż całe moje życie zatopione jest w Bogu, iż On – będący wszystkim, znajduje się wszędzie. Każdą najmniejszą cząstkę rzeczywistości wypełnia Jego Tchnienie.
Nie chcę się zamartwiać. Nie chcę marnować czasu na roztrząsanie tego, na co nie mam wpływu. Pragnę żyć pełnią. Pragnę nieustannie przypominać sobie, że On JEST.
Pragnę stawać się jak dziecko, które miłość i troskę rodziców traktuje jako coś normalnego, coś niezmiennego, coś, na co nie musi sobie zasługiwać:
„W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim? On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekła: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim”. (Mt 18, 1-4)
Codzienność zaskakuje różnorodnością barw.
Czasem rzuca pod stopy ciernie,
czasem dywan z miękkiego mchu tka.
Zdarza się, że wystawia kły,
niczym rozwścieczony pies,
kąsa, nieoczekiwanymi zdarzeniami dotyka mnie.
Lecz ja uśmiecham do niej się.
Wiem, Boże, że każdą jej cząstkę,
wypełnia tchnienie Twe.
Wiem, że ona kroplą wirującą w oceanie Miłości Twej.
Dlatego, z dziecięcą ufnością,
zanurzam się w niej.