Każdego ranka, wychodzące zza horyzontu słońce rozprasza swoimi promieniami mroki nocy. Jego blask sprawia, że z każdą chwilą robi się coraz jaśniej. Ciemność pierzcha nie mogąc ostać się w obliczu światła. Rozpływa się w nim, roztapia niczym wiosenny śnieg.
Potrzebujemy jasności, potrzebujemy promieni słońca, aby żyć, cieszyć się plonami, czuć się bezpiecznie i dobrze.
To widzialne słońce jest niezbędne i cenne. Stanowi nasz skarb.
O ile większym skarbem jest jednak Słońce nie znające zachodu, Jasność, którą jest Bóg.
W dzisiejszym hymnie z Jutrzni czytamy:
„Tyś sam jest światłem stworzenia,
Bardziej potężnym niż słońce,
którego nikłe promienie
Blaski wieczności zwiastują.
O Ty, jaśniejszy od słońca,
który nie masz zachodu,
Przenikasz serca człowiecze,
Znasz ich tajemne głębiny”.
Jakże wielką mądrość ma w sobie człowiek, który otwiera się na Przedwieczną Światłość, który nie stawia jej żadnych barier w swoim sercu, lecz przyjmuje ją, chłonie, nasyca się nią nieustannie.
„Jestem roztropniejszy od wszystkich, którzy
mnie uczą,
bo rozmyślam o Twoich napomnieniach.
Jestem rozważniejszy od starców,
bo zachowuję Twe postanowienia”. (Ps 119(118), 99-100)
Każdy z nas może być opromieniony blaskiem Bożej Światłości, odbijać i nieść do świata dobro i piękno, które są w Bogu. Aby to się jednak ziściło, potrzeba coraz bardziej umniejszać siebie, a pozwalać, by to On był wywyższony, zgodzić się, aby deptał naszą pychę – wariatkę, która próbuje nas przekonać, że to my jesteśmy źródłami światła i że to nam należna jest cześć. Potrzeba naśladować Chrystusa w Jego posłuszeństwie woli Ojca, być jak Święty Paweł – nie pragnąć poklasku i uznania dla siebie lecz dążyć do objawienia Bożej mocy i chwały:
„I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej”. (1Kor 2, 3-5)