Do tej pory, dane mi było poznać kilka osób, które zachwyciły mnie prostotą swojej wiary i nieskomplikowanym podejściem do życia. Są to ludzie, którzy widzą wszystko przejrzyście, nie bawią się w kolorowanie rzeczywistości, ale przyjmują ją w prawdzie i całej obfitości.
Bardzo lubię rozmawiać z nimi, słuchać ich bardzo jasnych, niezmąconych modą ani żadną ideologią wypowiedzi. Sitem, przez które przecedzają wszystko, co do nich dochodzi ze świata oraz to, co w świat wypuszczają, jest miłość.
Jest jeden sposób na życie, który sprawi, że stanie się ono mniej skomplikowane, a wręcz proste, który uczyni z nas osoby widzące zawsze sens, umiejące podnosić innych, będące, w pewnym sensie, wyznacznikiem normalności w tym zagmatwanym świecie. Tym sposobem jest miłość – prosta, zwykła, niezmącona miłość.
Każdy z nas, wszystkie stworzenia, cały wszechświat jest owocem Bożej miłości. Ona zatem musi stanowić klucz do odnalezienia się w rzeczywistości, w której się poruszamy, ale także do odkrycia Boga i samego siebie.
Proste i nieskomplikowane: kochaj, a będziesz żył i Twoje życie nabierze sensu, odnajdziesz wszystko czego potrzebujesz, by być szczęśliwym!
Kochaj najpierw Boga. Pozwól Mu pokazać, jak wielką miłością obdarował Cię w Jezusie Chrystusie, pozwól mówić Mu do Twego serca. Bądź jak oblubienica zasłuchana w wyznanie miłosne swojego oblubieńca. Patrz na siebie i na swoich bliźnich zawsze poprzez pryzmat miłości. Przesiewaj wszystkie swoje myśli i czyny poprzez miłosne sito, a wydoskonalisz się w miłowaniu.
Święty Paweł mówi dzisiaj w pierwszym czytaniu:
„Donosimy wam, bracia, o łasce Bożej, jakiej dostąpiły Kościoły Macedonii, jak to w dotkliwej próbie ucisku uradowały się bardzo i jak skrajne ich ubóstwo zajaśniało bogactwem prostoty”. (2 Kor 8, 1-2)
W czasie modlitwy przed Eucharystią, bardzo wyraźnie wybrzmiało we mnie słowo prostota – zwyczajna ludzka miłość, która nie jest czymś byle jakim, ale skarbem najwyższej jakości – bogactwem, którego potrzebuje dzisiejszy świat.
Prostota miłości przejawia się w zwykłej uważności na drugiego człowieka, w uśmiechu, w spojrzeniu podnoszącym brata, słowach wypowiadanych do niego z czułością i szacunkiem, zostawieniem na chwilę tego, co moje, aby poświęcić czas dla bliźniego.
Nie trzeba być zamożnym, wykształconym, szlachetnie urodzonym, by kochać. Do tego wystarczy serce otwarte i wpatrzone w Tego, który pierwszy nas umiłował. Do tego potrzeba posłuszeństwa Jego Słowu, które stawia nam poprzeczkę bardzo wysoko:
„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13, 34)
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 44-45)
Marzę o tym, aby być Bożym prostaczkiem, aby nie komplikować sobie życia poprzez złe wybory, uleganie słabościom, jakimś dziwnym trendom. Pragnę, aby Bóg uwalniał mnie od moich wyobrażeń na temat siebie i innych ludzi, od tego, co nieprawdziwe, co wbiłam sobie sama do głowy lub pozwoliłam, by inni mnie tym napełnili. Pragnę widzieć wszystko oczami Boga, dlatego wołam słowami piosenki:
Pragnę widzieć, jak widzisz Ty.
Niech porusza się wokół Twój Duch.
Jesteś tu, jesteś tu.
Blisko Ciebie chcę dzisiaj być.
Pragnę widzieć, jak widzisz Ty.
Niech przemienia mnie moc Twoich słów.
Jesteś tu, jesteś tu”.