Wczorajszy dzień był dla naszej rodzinki czasem spotkań i rozmów z różnymi osobami – zarówno bezpośrednich jak i telefonicznych. W niektórych z nich na pierwszy plan wysuwały się problemy i troski bliskich nam osób. Próbowałam chwilą uwagi, obecności, przynieść im choć trochę ulgi. Prosiłam Boga, by to On przytulał, pocieszał. Ja czułam się bezradna.
Wieczorem, klękając do modlitwy, poczułam smutek, który mnie przygniótł i nie pozwolił wejść swobodnie w spotkanie z Bogiem. Połączenie własnych trudów z problemami innych ludzi, spowodowało jakiś rodzaj obciążenia, który zmęczył mnie i przygasił mój płomień wewnętrzny. Nie miałam zwyczajnie ochoty na rozmowę z Bogiem. Wtedy uświadomiłam sobie, że On jest ze mną także w tym moim strapieniu. Zaczęły pojawiać się myśli, pokazujące, że to Jego Obecność jest w tym wszystkim najważniejsza. To zwracając wzrok na Niego, mogę otrzymać pocieszenie, mądrość, którą będą mogła dzielić się z innymi, która będzie towarzyszyła mi w codzienności. Bóg jest wszechmocny i z każdej sytuacji wyciąga dla nas dobro. Myślę, że w takich trudnych dla nas chwilach, chce nas bardzo mocno przytulić i z nami być, prowadząc ku jakiejś nowej jakości i pełniejszej dojrzałości.
W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy:
„Cała mądrość od Pana pochodzi i z Nim jest na wieki. Jest jeden mądry, co bardzo lękiem przejmuje, Zasiadający na swoim tronie. To Pan ją stworzył, przejrzał, policzył i wylał ją na wszystkie swe dzieła, na wszystkie stworzenia jako swój dar, a tych, co Go miłują hojnie w nią wyposażył”. (Syr 1, 1.8-10)
Nie chcę szukać ukojenia poza Bogiem. Wiem, że nikt inny nie jest mi go w stanie ofiarować. Wierzę, że to On jest odpowiedzią na wszystkie pytania, rozwiązaniem wszystkich trudności, pocieszeniem w chwilach smutku. On jest moim niezawodnym przewodnikiem na życiowych drogach.
Porusza mnie odczytywana dzisiaj Ewangelia, opowiadająca o uzdrowieniu opętanego epileptyka:
„Jezus zapytał ojca: Od jak dawna to mu się zdarza? Ten zaś odrzekł: Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli coś możesz, zlituj się nad nami i pomóż nam. Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Zaraz ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9, 21-24)
Moim zdaniem, słowa „jeśli możesz”, świadczą o braku stuprocentowej wiary w sercu ojca opętanego mężczyzny. On ma jakąś nadzieję, że Jezus może przynieść rozwiązanie całej tej beznadziejnej sytuacji, ale nie darzy Go całkowitym zaufaniem. Być może takie same oczekiwania pokładał w innych osobach, uzdrowicielach, lekarzach. Chrystus wychodzi naprzeciw niedowierzaniu mężczyzny. Powtarza jego własne słowa ze znakiem zapytania: „Jeśli możesz?”, dając mu do zrozumienia, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Wtedy dopiero ojciec otwiera swe serce, prosząc, by Bóg usunął jakikolwiek cień niewiary. Zadane przez Chrystusa pytanie, Jego obecność, podjęty dialog, spowodował, że człowiek uwierzył we wszechmoc Bożą. W to, że Stwórca może poradzić sobie ze wszystkim, nawet z jego niedowierzaniem.
Piękny jest ta rozmowa. Wzruszające to wołanie ojca, pragnącego zdrowia swego syna.
Jakże często my nie pozwalamy Bogu, by mógł działać w pełni, przez nasz brak wiary, a jednocześnie nieumiejętność szczerego przyznania się do tego przed Panem. Uczmy się od mężczyzny z dzisiejszej Ewangelii. Wołajmy z głębi naszych serc do Chrystusa. Nie ukrywajmy przed nim naszych problemów, słabości, braków. On może zaradzić wszystkiemu. To Jego Obecność jest tym, czego najbardziej potrzebujemy. To dzięki Jego bliskości wszystko staje się jasne, oczywiste, podąża ku lepszemu, daje rozwój i poszerzenie naszych horyzontów.
Czy pragniesz Bożej Obecności w swoim życiu? Czy wołasz do Niego w chwilach zwątpienia, wierząc, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych? Czy pokładasz w Nim całkowitą ufność?