Byłam wiele razy w swoim życiu w ogrodach, które zachwycały pięknem rozmaitych roślin, drzew, różnokolorowych kwiatów. Jabłka, maliny, czy inne owoce bogate w soki, miały niepowtarzalny smak. Miękka trawa zachęcała, by się na niej po prostu położyć i przytulić do przyrody, której częścią przecież jesteśmy. Zapachy, kolory, formy, dające się podziwiać motyle – to wszystko, rodem jakby z innego świata, miało w sobie Boże tchnienie i tak namacalnie pokazywało troskę Stwórcy o każde Jego dzieło.
Tam też mocno wybrzmiewała prawda, iż Pan Bóg, który przyodziewa te wszystkie rośliny, o wiele bardziej troszczy się o mnie i o każdego człowieka, którego chciał na tym świecie.
Trzeba nam w życiu odnaleźć bramę prowadzącą do ogrodu, w którym doświadczymy życia nie z tej ziemi, gdzie będziemy widzieć Boga takim, jakim On naprawdę jest, gdzie doświadczając Jego bliskości, odkryjemy samych siebie, poznamy sens życia, cierpienia, miłości.
Jezus mówi dziś w Ewangelii:
„Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!” (Mt 7, 14)
Słowa te wydają się bardzo trudne i mało optymistyczne, ale Jezus w aklamacji podpowiada, jak znaleźć to wejście:
„Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.” (J 8, 12)
Kiedy spotykamy autentycznie Chrystusa, jednocześnie otrzymujemy odpowiedź na wszystkie nasze pytania, wątpliwości. To On jest drogowskazem, światłem, które prowadzi. Chwycić Go za rękę, to wygrać życie, to znaleźć wejście do pełni, do prawdy, to mieć pewność, że zawsze jestem pod opieką i nawet, gdyby działy się trudne rzeczy w moim życiu, ON JEST, ON PROWADZI, ON ZNA ROZWIĄZANIE.
Jakże piękna, otwarta i pełna zaufania jest przedstawiona w pierwszym czytaniu postawa Ezachiasza - króla Judy. Wbrew wszelkim zewnętrznym okolicznościom, wierzy on we wszechmoc Boga, Jemu powierza, wydawałoby się po ludzku, beznadzieję swego położenia.
„To prawda, o Panie, że królowie asyryjscy wyniszczyli narody i ich kraje. W ogień wrzucili ich bogów, bo ci nie byli bogami, lecz tylko dziełem rąk ludzkich – z drzewa i z kamienia – więc ich zniszczyli. Teraz więc, Panie, Boże nasz, wybaw nas z jego ręki! I niech wiedzą wszystkie królestwa ziemi, że Ty, Panie, sam jesteś Bogiem.” (2Krl 19, 17-19)
Bóg wynagradza zaufanie Ezechiasza i w sposób cudowny dokonuje ocalenia Jerozolimy.
Pan Bóg zna nasze problemy, wie o naszych potrzebach, nikt z nas nie jest przez Niego pominięty czy zapomniany. Gdy Jemu ufamy, kroczymy Jego drogami, słuchamy, co ma nam do powiedzenia, zawsze możemy mieć pewność, że jesteśmy w ogrodzie. Może jest tam ciemno i nie widzimy piękna kwiatów, może ogród jest w fazie kwitnienia i nie możemy jeszcze kosztować owoców, ale jesteśmy tam i w pewnym momencie naszym oczom ukaże się bogactwo, które nas otacza.
Jeśli chodzę z Chrystusem, oczami duszy widzę inaczej, szerzej, dostrzegam piękno świata, który jest darem dla mnie i każdego z nas, w drugim człowieku widzę brata, pragnę budować zdrowe relacje z innymi, nie jest mi obojętne, że ktoś popełnia grzech, czy żyje w oddaleniu od Boga. Życie w ogrodzie daje siłę, ale także zobowiązuje, aby pomóc innym odnaleźć wejście do tego miejsca, w którym można cieszyć się wszystkim, co należy do Boga, można z tego korzystać, będąc Jego umiłowanym dzieckiem.
Wystarczy Cię spotkać, by nie chcieć iść tam, gdzie zmierza świat,
Gdzie wrota szerokie, pełne błyskotek, które imitują szlachetny metal, łudząc sukcesu smakiem.
Chcę żyć naprawdę, pewna obecności Twej,
Twa brama, choć ciasna, dla każdego otwarta jest.