Wczoraj słuchałam bardzo ciekawej rozmowy z psychoterapeutą, który powiedział, iż w dzisiejszym świecie, wielu ludzi doświadcza pustki i zagubienia. Dość powszechna jest depresja, samobójstwa młodych. Ludzie nie potrafią żyć, gdyż nie widzą sensu swojej egzystencji, czasem nawet nie zadają sobie trudu, by go odnaleźć.
Życie pełnią możliwe jest tylko, gdy odkryjemy nasze powołanie, odnajdziemy w sobie to "coś", co możemy dać światu, to do czego zaprasza nas Bóg– gdy nasz potencjał spotka się z potrzebą, która realnie istnieje wokół nas.
Niestety wielu z nas, także wierzących, ulega beznadziei, skupiając się na swoich brakach, słabościach, ograniczeniach. Zamiast zobaczyć własną zdolność do działania, do realnego wpływu na życie ulegamy bierności, pozwalamy, by rzeczy się działy, jakby poza nami. Taki sposób myślenia sprawia, że bardzo łatwo zwalniamy się z odpowiedzialności za nasze “tu i teraz” i ciągle obwiniamy innych, a i nierzadko Boga za to, co dzieje się w świecie, za to, co nam się przydarza. Czekamy na Boże znaki, na, jakieś spektakularne zmiany, nie robiąc nic poza koncentrowaniem się na biedzie i braku.
Chrystus kieruje w dzisiejszej Ewangelii bardzo ostre słowa pod adresem narodu wybranego:
“To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon”. (Łk 11, 29b-31)
Czy my, chrześcijanie, mamy powody, aby narzekać, poddawać się, trwać w beznadziei, ciągle zmuszać Boga, aby udowadniał, iż się o nas troszczy, iż nie zapomniał o nas?
W Chrystusie, mamy wszystko, czego potrzebujemy. On może stać się naszą mocą, odpowiedzią na każde pytanie. Dlaczego wciąż nie potrafimy Mu zaufać? On, umierając i zmartwychwstając, dał nam największy dowód swojej miłości i wszechmocy. On pragnie, byśmy żyli w Nim zanurzeni każdego dnia. Jego Obecność naprawdę syci i nadaje poczucie sensu.
Ocknijmy się z letargu. Potraktujmy nasze serca jak Niniwę, która potrzebowała nawrócenia. Niech one zamilkną, byś mógł mówić Ty, Panie!
“Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Powstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, przyoblókł się w wór i usiadł w popiele”. (Jon 3, 6)